sobota, 5 lipca 2014

3. Chcę żyć, a nie istnieć...

Obudziło mnie lekkie dźganie w policzek... Co?! W policzek?! Otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą uśmiechniętą twarz Nicka.
- Czy ty do cholery nigdy nie śpisz?!- Mruknęłam przekręcając się na bok.
- Nie muszę spać!- Nick wskoczył na łóżko i zaczął okładać mnie poduszką.
- Ale to nie znaczy, że inni nie śpią! Jestem tylko człowiekiem, Nick!- Zepchnęłam go, ale oczywiście temu idiocie nic nie może się stać!
- Nie jesteś tylko człowiekiem, Hope...- Szepnął do mojego ucha.- Wstawaj...
- Spadaj!
- No wstań!- Pociągnął mnie za rękę i spadłam na podłogę...
- Już!- Jakoś się podniosłam i podeszłam do szafy... Pogrzebałam w niej trochę i wyciągnęłam czyste ubrania oraz bieliznę <KLIK> Na widok swoich szkiców od razu się uśmiechnęłam... Weszłam do łazienki i w miarę się ogarnęłam. Zrobiłam lekki makijaż, a włosy spięłam w roztrzepanego koka. Kolejny dzień nic nierobienia przede mną. Żyć nie umierać! Zbiegłam na dół do kuchni, skąd zabrałam jakieś jabłko. Czym można nakarmić wilka? Może będzie chciał przysmaki dla psów? Zobaczymy... Zajdę gdzieś do zoologicznego i coś kupię. Nick mnie obudził, a teraz go nie ma! Z kim ja żyję?! Razem z jabłkiem i telefonem wyszłam na taras. Z ogrodu chłopaków było słychać jakieś śmiechy, więc ostatecznie podeszłam do płotu i wystawiłam znad niego swoją głowę. Louis i Harry gonili się po ogrodzie, a Niall przygrywał na gitarze. Jedynie Zayn i Liam o czymś rozmawiali. Dwójka najspokojniejszych...
- Kogo my tu mamy?- Lou zatrzymał się przy basenie i spojrzał w moją stronę. W tym momencie podbiegł do niego Harry i wepchnął go do wody. Zaczęłam śmiać się jak wariatka.
- I ja się mam was bać?- Zapytałam z rozbawieniem. Oni jak czasem coś wymyślą... "Powinnaś" Usłyszałam głos, który na pewno nie należał do Nicka i szczerze powiedziawszy trochę się wystraszyłam. Nerwowo się rozglądnęłam, ale nikogo nie było. Jedyne co rzuciło mi się w oczy, to szeroki uśmiech Hazzy. Tu naprawdę jest coś nie tak...
- Coś się stało?- Zapytał Zayn, widząc mnie całkiem zdezorientowaną.
- Nie... Wszystko ok...
- To może wejdziesz?- Mulat podszedł do furtki i ją otworzył. Zeskoczyłam z płotu i weszłam do ogrodu chłopaków. Rozglądnęłam się i usiadłam koło Nialla.
- Dlaczego się tu wprowadziłaś?- Zaczął blondyn, a reszta zebrała się wokół. Oczywiście Harry z tym swoim głupim uśmieszkiem wpakował się obok mnie.
- Ten dom należał do mojej babci...
- Babci?!- Przerwał mi Liam, a oczy o mało nie wyszły mu na wierzch.
- Emm... No tak... Co w tym dziwnego?
- Nic... A gdzie wcześniej mieszkałaś?- O kurwa! Nie dość, że zachowują się co najmniej dziwnie, to teraz jeszcze zrobią mi wywiad! Nie lubię kłamać!
- Po drugiej stronie Londynu... Straszne zadupie!- Wymusiłam uśmiech.
- Dlaczego dopiero teraz się tu przeprowadziłaś, skoro Twoja babcia nie żyje od 5 lat? Czemu sama?
- Czy ja na przesłuchaniu jestem? Nie wiem dlaczego! Zapomniałam o tym domu... A zresztą jestem dorosła i mogę mieszkać bez rodziców.- Kolejny sztuczny uśmiech, chyba wejdzie mi w nawyk.
- Chce ich poznać jak przyjadą!- Niall wyszczerzył się jak małe dziecko. Ahh, ten jego entuzjazm! Szkoda, że to nigdy nie nastąpi.
- Zapamiętam... A wy? Jak długo tu mieszkacie?
- Cztery lata, dwa lata...- Powiedzieli równocześnie Louis z Zaynem. Cała piątka popatrzyła jeden na drugiego i szeroko, ale sztucznie się uśmiechnęli.
- To znaczy Zayn wprowadził się tutaj trochę później, ale my mieszkamy cztery lata.- Ostatnie dwa słowa Liam wysyczał przez zęby i posłał złowieszcze spojrzenie tamtej dwójce.
- Aha...- Kiwnęłam powoli głową, patrząc na nich jak na idiotów. Zapadła niezręczna cisza... W końcu podniosłam swoje cztery litery i skierowałam się w stronę furtki.- Idę do siebie. Zrobię ciasto i wam trochę przyniosę, co?
- Mogę iść z Tobą?! Tak ładnie proszę!- Niall zostawił gitarę i podbiegł do mnie.
- Jeśli chcesz...- Ryzykuję, bo Horan w każdym momencie może mnie rozpoznać. Weszliśmy przez taras do salonu i do kuchni. Nialler rozglądał się po każdym pomieszczeniu i ostatecznie usiadł na krzesełku w kuchni.- Szarlotka?- Otworzyłam lodówkę i zaczęłam wyciągać odpowiednie produkty. Zamykając lodówkę zobaczyłam ten rysunek, o cholera! Dobra! Udajesz, że nic nie wiesz! Zaczęłam kroić jabłka, a Niall nadal się rozglądał. Może nie zauważy!
- Hope?- Blondyn stanął za mną na niebezpiecznie małej odległości.
- No, tak mam na imię...- Zaśmiałam się, a chłopak obrócił mnie przodem do siebie.- Co Ty robisz?- Nialler zaczął dokładnie przyglądać się mojej twarzy.- Niall?- Musiałam udawać głupią pomimo, że wiedziałam, że Horan mnie rozpozna. Położył dłonie na moich biodrach i szeroko się uśmiechnął.
- Hope Wilson... Tak długo Cię nie widziałem...- No pięknie! Już nie jestem tamtą Hope! Kurwa mać!
- Nie wiem o kim mówisz... I przestań mnie dotykać!- Zrzuciłam jego ręce i odwróciłam się w stronę blatu, na nowo zaczynając kroić jabłka. Blondyn podszedł do lodówki zdjął z niej mój rysunek.
- Nadal będziesz mi wmawiać, że to nie Ty? Wyszłaś z psychiatryka?
- Przestań do cholery! Nie mam pojęcia o czym mówisz! Ty i ci Twoi kumple jesteście pojebani!- Wyrwałam mu kartkę.- Spierdalaj!- Pokazałam palcem drzwi tarasowe.
- Nie rozumiem dlaczego tak reagujesz... Przecież kiedyś się dogadywaliśmy...- Niall chyba nie miał zamiaru opuścić mojego domu.- Czemu nic mi nie powiedziałaś? Że rodzice chcą Cię zawieść do psychiatryka? Poradzilibyśmy sobie...
- Przestań! Nie rozumiesz, kurwa?! Nie jestem żadną pierdolona wariatką! Nie mam zielonego pojęcia o kim mówisz, tak?! To, że mam na imię Hope i czasem lubię sobie porysować, wcale nie znaczy, że jestem jakąś Twoją przyjaciółeczką, którą możesz sobie obłapywać! Jesteście pojebani, wszyscy!
- Skoro nie jesteś Hope...- Niall wstał z krzesełka i ponownie do mnie podszedł. Na twarzy miał taki głupi uśmieszek...- To dlaczego tak się wypierasz?
- Bo to jest chore?- Zapytałam z ironią.- Naprawdę nie wiem co jest z Wami nie tak, ale chciałam być miła... Chciałam się jakoś zakolegować, a Wy ciągle macie jakieś nie wiadomo jakie pomysły... Nie zbliżajcie się do mnie i najlepiej przestańcie się do mnie odzywać. Nie chcę mieć problemów z sąsiadami...- Odwróciłam się i podeszłam do drzwi.- Najlepiej będzie jak już pójdziesz, Niall...- Blondyn podszedł do mnie i chwycił moją twarz w dłonie. Nie wiem o co mu chodzi!- Emm... Co ty robisz?- Chłopak wpatrywał się w moje oczy, a jego wzrok był wręcz hipnotyzujący. Czułam jak przenika mnie na wylot...
- Together?- Zapytał całkiem poważnie, a ja oczywiście musiałam udać idiotkę.
- Co?
- Together?- Powtórzył, a ja udawałam głupią, cóż... Wiem o co chodzi...

Rodzice znowu się pokłócili, zgadnijcie kto był przyczyną sprzeczki? Tak, ja... Kolejny raz... Jak zawsze wyszłam z domu z torbą na ramieniu, a w niej miałam szkicownik. Poszłam w moje ulubione miejsce. Przeszłam przez dość ciemny las... Nie bałam się... Jestem Hope Wilson! Ja się niczego nie boję! Dla zwykłych ludzi od razu mówię... Czasem warto zaryzykować, bo po tej ciemnej stronie czeka coś pięknego... Moim pięknem była polana usłana przeróżnymi kwiatami. Na jej końcu była mała skarpa, a na niej rosło drzewo. Na jednej z jego gałęzi wisiała huśtawka. Na początku była tam tylko jedna, ale odkąd zaprzyjaźniłam się z Niallem, powiesiliśmy drugą. Lubiliśmy tam przychodzić i rozmawiać długimi godzinami o najgłupszych rzeczach. Usiadłam pod drzewem i skupiłam się na szkicowaniu. Ten rysunek jak każdy inny, nie mógł być "normalny".
- Co się stało?- Usłyszałam znajomy głosy i wyjrzałam znad szkicownika. Na huśtawce bujał się Niall.
- Kłótnia... O mnie...
- Nie przejmuj się nimi... Masz mnie...- Blondynek usiadł obok mnie i popatrzył na mój szkic.- Daj, czegoś Ci tu brakuje...- Odwrócił się tak, żebym nie mogła zobaczyć co rysuje. Oddał mi poprawiony szkic.- Gotowe...- Przyglądnęłam się dokładnie i uśmiechnęłam sama do siebie. Tylko on mnie rozumiał... Zawsze i wszędzie.
- Szybko się uczysz...- Zaśmiałam się, chowając wszystko do torby.
- Hope, pamiętaj... Masz mnie... I jak tylko dorośniemy, razem stąd uciekniemy... Tam gdzie będziesz mogła być sobą... Gdzie nikt nie nazwie Cię wariatką...
- Będę pamiętać...- Przysunęłam się bliżej Nialla i oparła głowę o jego ramię. Mieliśmy po jedenaście lat, (On trochę więcej...) a każde z nas było mądrzejsze i dojrzalsze niż niejeden dorosły.
- Together?- Blondyn wystawił do mnie rękę.
- Forever...- Chwyciłam ją...

- Może naprawdę Cię z kimś mylę...- Chłopak odsunął się ode mnie.- Przepraszam...
- Za co?
- No tak, dziwnie wyszło...- Podrapał się po karku.
- Oj tam, oj tam! Zapomniałam!- Zaśmiałam się, a on razem ze mną.- Robimy szarlotkę!-  Krzyknęłam z entuzjazmem. Zaczęliśmy się wygłupiać, ale oczywiście najgorsze było czekanie na nasze ciasto... Usiedliśmy na kanapie, a Niall wziął do ręki mój szkicownik. Zaczął przeglądać rysunki, a ja za ten czas mogłam dokładnie się mu przyglądnąć. Bardzo się zmienił... Nie tylko z wyglądu, ale też zachowania... Jest inny... Tamten Niall nigdy nie zrobiłby sobie tatuażu, a ten? Jest cały wydziarany! Kolczyki, tunele? Ale i tak wiem, że gdzieś tam w środku jest ten mój kochany, niewinny blondynek. Ludzie się nie zmieniają, tylko czasem po prostu zapominają kim byli...
- Długo się będziesz tak na mnie patrzeć, Hope?- Nialler szeroko się do mnie uśmiechną, a ja znając życie zrobiłam się czerwona.- Jeszcze raz bardzo Cię przepraszam, że tak się zachowuję. Po prostu...- Zawahał się.
- Hm?- Podniosłam głowę.
- Tęsknię za nią...- Mimowolnie się uśmiechnęłam. Teraz muszę udawać, że wcale nie jestem tą Hope... Ja to się zawsze wpakuję w jakieś gówno!
- Była dla Ciebie kimś ważnym?- Przysunęłam się bliżej niego.

*Oczami Nialla*

Na prawdę myślałem, że wreszcie znalazłem tą Hope, moją Hope... Chciałbym jej wszystko powiedzieć, wytłumaczyć... Ale nie! Jej cholerni rodzice oddali ją do psychiatryka! Ja wyprowadziłem się z domu w wieku 16 lat. Ciągle jej szukałem, ale to oczywiście było ryzykowne... Jestem jednym z NICH... Gdybym ją znalazł, a oni się dowiedzieli... Hope musi być bezpieczna...Ale z każdym dniem tracę nadzieję, że kiedykolwiek ją znajdę... Całkiem możliwe, że ona już nie żyje i nigdy jej nie zobaczę...
- Była dla Ciebie kimś ważnym?- Hope przysunęła się do mnie i wbiła w moją osobę te duże zielone oczyska. Mimowolnie się uśmiechnąłem. Byłem albo i jestem w 100% pewny, że to jest ta Hope!
- Bardzo... Poznaliśmy się jeszcze jako dzieci... Ona była wyjątkowa... Na swój sposób... Szukam jej codziennie i mam nadzieję, że kiedyś znajdę... Może dlatego tak zareagowałem. Jesteś do niej bardzo podobna! Oczy, włosy, uśmiech, zachowanie...- Znowu się wyszczerzyłem.- Macie ten sam temperament... Mógłbym przysiąc, że ty to ona...- Chwyciłem jej twarz w dłonie.

*Oczami Hope*

Niall pochylił się nade mną i zaczął zmniejszać dzielącą nas odległość. Uległabym... Gdyby nie Nick... Odciągnął mnie lekko do tyłu, ale na tyle płynnie, że wyglądało to jakbym ja się odsunęła.
- Przepraszam...- Mruknął blondyn odsuwając się.
- Nie masz za co...- Usłyszałam pikanie piekarnika. Pierwszy raz w życiu uratował mnie piekarnik! Uśmiechnęłam się i wstałam z kanapy, żeby wyciągnąć ciasto.- Idziesz?- Odwróciłam się w stronę chłopaka. Weszłam do kuchni i wyciągnęłam szarlotkę. Postawiłam ją na parapecie, żeby wystygła. W między czasie gadałam z Niallem. Gdy tylko ciasto było w miarę zimne, podzieliłam je na dwie części, z czego jedna była "ciut" większa od drugiej i jedną z nich (Zgadujcie którą XD) Dałam blondynowi.- Proszę...
- To się chłopaki najedzą!- Zaśmiał się, a ja spojrzałam na zegarek. Dochodziła 15...
- Nie to, że Cie wyganiam, Niall... Ale muszę coś jeszcze załatwić na mieście i muszę się zbierać...
- Jasne!
- To do zobaczenia!- Pomachałam mu, kiedy przechodził przez furtkę.
- Powiem Ci czy smakowało!- Uśmiechnęłam się i weszłam do środka. Wskoczyłam o schodach do pokoju, żeby się przebrać... Zaczęłam grzebać w szafie i wyciągnęłam kilka ciuchów. <KLIK> Umalowałam się i podkręciłam końcówki włosów. Muszę kupić jakieś jedzenie dla mojego przyjaciela!
- Mało brakowało...- Podskoczyłam ze strachu i odwróciłam się. Za mną stał Nick, on to ma wyczucie czasu!- Nie pakuj się w to...
- Bo co? Zazdrosny?- Mruknęłam.
- O co? Ty już jesteś moja...- Zaśmiał się pod nosem.
- To co?
- Niall nie jest taki za jakiego się podaje...
- Hm?- Zmarszczyłam brwi, wkładając do kieszeni pieniądze i telefon.
- Mała, naiwna Hope...- Nick pokręcił z pożałowaniem głową.- Jeszcze zobaczysz...
- Al...- Nie dokończyłam, bo zniknął. Nie lubię jak mi to robi! Wyszłam z domu zamykając go za sobą. Mieszkam niedaleko od centrum handlowego, gdzie znajdę zoologiczny, więc się przejdę! Ciekawe co miał na myśli Nick... Niall nie może być zły! To Niall! Odwróciłam się, bo miałam wrażenie, że ktoś za mną idzie, ale nikogo nie było. Takie uczucie towarzyszyło mi przez całą drogę. Weszłam do centrum handlowego i skierowałam się w stronę zoologicznego. Zanim się tam znalazłam zdążyłam odwrócić się ze dwa razy! Ludzie pomyślą, że jestem jakimś czubem! Dam sobie rękę uciąć, że ktoś za mną idzie! W głowie usłyszałam śmiech, który na pewno nie należał do Nicka! To mnie jeszcze bardziej wystraszyło! Ktoś tu się boi... Ja pierdole, co tu się do cholery dzieje?! Weszłam do zoologicznego i podeszłam do działu z karmą dla zwierząt. Żebym jeszcze wiedziała co jedzą wilki! Jakąś przekąskę na pewno znajdę! Nagle poczułam jak ktoś kładzie dłonie na moich biodrach. Szybko się odwróciłam, żeby zobaczyć kim ten ktoś jest!- Harry?
- Tak mam na imię...- Uśmiechnął się.
- Śledzisz mnie?
- Może...- Przybliżył się do mnie.
- Zabieraj łapy!- Wycedziłam przez zęby, na co on się tylko zaśmiał. Zadziorna...- Mówiłeś coś?
- Nie...- Już nie cierpię jego i tego cwaniackiego uśmieszku, który ma przylepiony do twarzy!- Nie mówiłaś, że masz psa...
- Bo nie mam...
- To po co Ci to?- Wyrwał mi z rąk opakowanie jakiejś karmy, której skład miałam zamiar przeczytać zanim się zjawił.
- No bo...- Świetnie! Przecież mu nie powiem: "A dla takiego jednego wilka, którego poznałam wczoraj wieczorem w lesie. Umówiłam się z nim na dzisiaj!" Przecież od razu pomyśli, że jestem jakimś czubem!
- Nie wysilaj się, nie muszę wiedzieć...- Wywróciłam oczami. Może i mnie uratował, ale wiedział, że ściemniam! Ugh!
- Nie wiem czy zauważyłeś, ale nie mam najmniejszej ochoty z Tobą rozmawiać, więc wybacz...- Tym razem to ja wyrwałam opakowanie karmy i skierowałam się w stronę kasy. Szedł za mną...- Nie odpuścisz?- Powiedziałam do niego, kładąc produkt na ladzie.
- Nie bardzo mam ochotę Cię zostawić w spokoju...- Zapłaciłam i kompletnie ignorując tego dupka wyszłam ze sklepu, posyłając jeszcze uśmiech do kasjerki. Warknęłam pod nosem, bo cały czas czułam na sobie jego wzrok. Tak było, aż do mojego domu! Odprowadził mnie pod same drzwi. Odwróciłam się w jego stronę i wywróciłam oczami, widząc ten głupi, cwaniacki uśmieszek... Otworzyłam drzwi i już miałam zamknąć mu je przed nosem, ale Harry wpakował się do środka.
- Co Ty robisz?! Wyjdź!- Chciałam wypchnąć go na zewnątrz, ale wiadomo, że jest silniejszy. Przyparł mnie do ściany i wpił się w moje usta. Nie miałam jak się ruszyć! Nie mogłam nic zrobić! W końcu jakimś cudem go odepchnęłam. Wzrok Harry'ego mówił sam za siebie, aż się prosił o więcej. Za to ja się zamachnęłam, żeby wymierzyć mu policzek. Trochę mi nie wyszło, bo chłopak chwycił moją dłoń, szeroko się przy tym uśmiechając.
- Do zobaczenia...- Mruknął i wyszedł zostawiając mnie całkiem zdezorientowaną w przedpokoju. Zawsze dostaję to, czego chcę... Usłyszałam ten charakterystyczny głos w mojej głowie.

-----------------------------------------------------------

Hejo Wam Mordeczki Wy moje! W sumie nie wiem co napisać w tej notce... Nie mam Wam nic ciekawego do powiedzenia, przez  co strasznie ubolewam. Jedyne co chcę Wam przekazać to to, że pojawi się ankieta i będę czekała na Wasze głosy. Proszę też o zaobserwowanie bloga :) No i oczywiście komentowanie! Zostawiam Wam link do Ask'a <KLIK> gdzie możecie zadawać mi wszelkiego rodzaju pytania. Ask pojawi się  również w zakładkach. No i jeżeli macie ochotę możecie wysłać mi na maila (directioner055088@gmail.com) Wasze zdjęcia z kartką z napisem "Woman With a Demons" A ja poproszę pewną osobę, żeby zrobiła mi z tego tło na Ask'a! Czekam na Wasze zdjęcia i jeżeli macie zamiar takie zrobić, to dajcie mi znać w komentarzu, bo chcę wiedzieć, czy warto w ogóle się w to angażować. Tak więc do środy Parówy i życzę udanych kilku dni wakacji! (W środę będę Wam życzyć na nowo XD)

środa, 2 lipca 2014

2. Uciekamy od przeszłości, ale ona zawsze powraca...

- Z kim ty rozmawiasz?- Odezwał się jeden z nich... Znowu byli we czterech, a dałabym sobie rękę uciąć, że widziałam pięciu! "Nick spierdolisz mi życie!" Pomyślałam, bo dobrze wiedziałam, że on to usłyszy... Jest częścią mnie, ale i tak, to ja decyduję co będzie słyszał, a co nie!
- Z nikim... Jesteście dziwni...- Musisz się jakoś uratować, Hope! "To ty zaczęłaś krzyczeć, nie moja wina..." Usłyszałam w myślach głos Nicka... Jasne! Najlepiej zwalić całą winę na mnie!
- Przecież na kogoś krzyczałaś... Mieszkasz sama?
- A co Cię to obchodzi?- Zapytałam ironicznie... Cała czwórka weszła do mojego ogrodu, przez małą furtkę w płocie... Co ona tam robi?! Babcia nie miała z kim rozmawiać, jak z nimi?!- Wynocha mi z mojej posesji!- Zerwałam się z leżaka, a oni zamiast wyjść zlustrowali mnie wzrokiem.- Co?
- Ładna jesteś...- Uśmiechnął się ten lokaty. Heh, on ma dołeczki...
- Dzięki?- Na mojej twarzy zagościł bardziej grymas, niż uśmiech, który powinien być na jego miejscu. Ale to nie moja wina, że mnie na wstępie do siebie zniechęcili!
- Może to nie był najlepszy początek tego sąsiedztwa, ale naprawdę nie jesteśmy tacy źli na jakich wyglądamy...
- Chłopaki gdzie jesteście?!- Usłyszałam ten znajomy mi już głos... Nie mam pojęcia skąd go kojarzę!
- U Hope!
- Skąd wiesz jak mam na imię?- Skrzyżowałam ręce na piersi i podniosłam jedną brew. Przecież im tego nie mówiłam!
- Em...- Widocznie się zmieszał. Coś mi tu nie gra...- Zgadywałem...- Przez furtkę wszedł blondyn, którego niestety znałam... Stanęłam jak wryta, łapiąc z nim kontakt wzrokowy... Boże mój kochany! Przecież ja go znam, a on zna mnie! Błagam, żeby mnie nie pamiętał!
- Cześć... Jestem Niall...- Podszedł do mnie, wyciągając rękę, którą uścisnęłam.
- Umm... Hope...- Wymusiłam uśmiech...
- Znałem jedną Hope, dziwna była... Ale fajna!- Wyszczerzył się, czyli mnie nie pamięta! Uff... Ja fajna? W oczach Nialla Horana? Niemożliwe! (Czujecie ten sarkazm?)
- Ja jestem Harry...- Podszedł ten wkurwiający lockers...
- Ja Zayn...- Tym razem odezwał się mulat.
- Ja jestem Louis, a to jest Liam...- Brunet pokazał palcem na drugiego.
- Ciekawi są...- Usłyszałam szept Nicka i gwałtownie się obróciłam.
- Coś się stało?- Odezwał się bodajże Lou.
- Nie! Tylko mi się... Zdawało...- Wycedziłam przez zęby ostatnie słowo.
- I to my jesteśmy dziwni?- Zaśmiał się, Harry? Tak! Harry!
- Yhm...- Pokiwałam głową na tak.
- A według mnie to ty jesteś dziwna!- Boże, dlaczego ich jest pięciu? Nie zapamiętam tylu imion! Ten to jest... Zayn! Mulat? "Od lewej: Harry, Zayn, Liam, Louis i nasz Niall." Nareszcie, Nick na coś się przydał!
- Niby czemu?
- Ogółem sąsiedzi boją się nam postawić, więc to dziwne, że taka dziewczyna jak ty...
- Jaka?- Przerwałam mu.
- Mieszkasz sama, jesteś chuda na kulturystkę nie wyglądasz...
- Czyli?
- Bezbronna...- Dokończył za Zayna Lou.
- Większość sąsiadów i nie tylko, się nas zwyczajnie boi...- Kontynuował mulat.
- Ale to nie znaczy, że ja się będę bała!
- A nie boisz się ani trochę?- Harry zaczął się do mnie zbliżać, a ja ani drgnęłam. Reszta siedziała cicho i obserwowała sytuację, jakby chcieli coś wyczytać z mojego zachowania.- A skąd wiesz czy nie jesteśmy jakimiś psychopatami, którzy tylko czekają na takie dziewczynki jak ty...- Harry był naprawdę blisko mnie. Nasze ciała stykały się na prawie całej długości. Lockers przejechał palcem po moim policzku, a ja? Dalej nic... Wiem, że nic nie może mi się stać...- Sparaliżowało?- Położył dłonie na moich biodrach.
- Łapy przy sobie, zboku!- Zrzuciłam jego ręce.
- Serio? Nic? Ani trochę się nas nie boisz?
- Kurwa! Nie wiem kim wy do cholery jesteście, jakimiś zapatrzonymi w siebie świrami?!- Skrzywiłam się.- Nie boję się was! Ani Ciebie, ani Ciebie, ani Ciebie, ani Ciebie, a nawet Ciebie!- Pokazywałam na każdego palcem. Oni są jak te pojeby z psychiatryka... Nick stanął za mną. Czułam na karku jego oddech.
- Mówiłaś, że mieszkasz sama...- Powiedział Louis, patrząc za mnie. Odwróciłam się, ale oprócz rozbawionego Nicka, nikogo tam nie było.
- Bo mieszkam?- Naprawdę zaczynam się czuć dziwnie... Chłopaki popatrzyli jeden na drugiego...
- On bredzi! Nie wie co mówi!- Liam sztucznie się zaśmiał, wypychając Louisa siłą za furtkę. Wszyscy poszli w ich ślad.
- Jeszcze sobie kiedyś pogadamy!- Zza płotu wychyliła się czupryna Harry'ego. Wkurza mnie ten facet!

*Oczami Nialla*

Wróciliśmy do nas. Liam prawie siłą wepchnął Lou do salonu i zamknął za nami drzwi balkonowe. Hope... Wydaje się być znajoma... Na początku myślałem, że to tamta Hope, którą kiedyś poznałem... Ale sądząc po jej zachowaniu, to nie jest ona... Tamta była jedną z nas, nie była człowiekiem... Później zwyczajnie zniknęła... Mówili, że ją zamknęli, ale nie wiadomo czy była to prawda... Ale jeżeli to jest tamta Hope?
- Odbiło Ci?! Ona nie widzi tego co my?!- Liam zaczął się drzeć na Louisa..
- Skąd miałem wiedzieć, że ten chłopak nie jest człowiekiem?
- A wyglądał na śmiertelnika?- Zapytał ironicznie Li.
- Wyglądał jak zwykły emo!
- W ogóle nie zareagowała... Nie bała się...- Tym razem głos zabrał Harry.- Nie myślicie, że to dziwne? Ludzie wyczuwają, że jesteśmy inni, a ona uważa nas za zwykłych chłopaków...
- Fakt...- Odezwał się Zayn.
- Ale swoją drogą nie widziała tego chłopaka...- Powiedział Louis, a ja stałem z boku wsłuchując się w ich rozmowę. Prowadzili zawziętą debatę na temat zachowania dziewczyny.
- A ty co o tym myślisz, Niall?- Liam odwrócił się w moją stronę.
- Nie wiem... Poobserwowałbym ją trochę, a z resztą Hope wydaje się fajna. Tylko kim mógł być ten chłopak?
- Nie mam pojęcia, ale wkrótce się dowiemy! Musicie zachowywać się normalnie. Ona nie może się dowiedzieć kim jesteśmy, przynajmniej dopóki my nie dowiemy się kim albo czym ona jest...- Podsumował Liam i wróciliśmy na taras. Dziwnie się czuję...

*Oczami Hope*

Dziwni są...
- Widzieli Cię?- Odwróciłam się w stronę Nicka, który nadal szeroko się uśmiechał...
- Nie...- Podrapał się po karku.- Tak myślę...
- Co to ma znaczyć?
- Tacy "ludzie" jak ty czy wampiry i wilkołaki widzą mnie normalnie, tylko śmiertelnicy mnie nie widzą...
- Nieważne! Przestać mnie prowokować do rozmowy, bo zwyczajnie zapominam o tym, że inni Cię nie widzą!
- To może na początek nie krzycz...- Jak on mnie czasem irytuje! Muszę się gdzieś przejść... Nie będę siedziała 24h na dobę w domu. Jakaś mała wycieczka do lasu mi się przyda...

*Oczami Nicka*

Oni na pewno nie są normalnymi ludźmi... Ale też nie zawsze będą mogli mnie zobaczyć... Muszę sprawdzić kim są i czego chcą! Zniknąłem pojawiając się pod ich domem. Przeszedłem przez drzwi, co jest akurat zaletą bycia duchem... Nie muszę nic otwierać! Porozglądałem się trochę i szczerze powiedziawszy nic ciekawego nie znalazłem... Nialla razem z Hope już znamy, ale reszta? Nie wiem kim są i czego będą od niej chcieli... Wróciłem na taras, gdzie leżeli wywaleni na leżakach. Nie wydają się być "inni".
- Czuję się jak trup, wy też?- Odezwał się Niall...
- Nie...- Odpowiedzieli zgodnym chórkiem.
- Nie tyle co źle się czuję, jak jestem głodny...
- To coś zjedz, takie to trudne?- Mruknął Lou.
- Wiesz, że nie o tym mówię!
- To nie nasz problem! Tylko teraz nigdzie nie idź! Dopiero po zmroku...
- Nie rozkazuj mi, nie wytrzymam tyle...- Wstał i wyszedł... Nie wiem o co tu może chodzić, ale się dowiem...

*Oczami Hope*

Szłam sobie lasem, powoli robi się ciemno... Wyszłam na jakąś małą polankę... Cały czas mam wrażenie, że ktoś za mną idzie... Wiedziałam, że w lesie będzie chłodno, więc ubrałam się w miarę ciepło. <KLIK> Położyłam się na trawie i wpatrywałam w niebo. "Za Tobą..." Usłyszałam w głowie głos Nicka. Zawsze tak było, kiedy groziło mi niebezpieczeństwo. Świetnie nawet tu nie mogę być spokojna! Podniosłam się szybko i odwróciłam. Za drzewem zobaczyłam wilka... Spory był... Może normalna osoba by uciekła, ale mnie zwierzęta dziwnie "lubią". Może to przez tą moją czystą krew, którą podobno mam... Nie wiem co wyczuwają, ale nigdy żaden pies na mnie nie szczeknął. Zawsze podchodziły do mnie... A ten? Czai się, czyli poluje... Albo się boi!
- Chodź tu!- Cmoknęłam, próbując go przywołać. Wyszedł kawałek za drzewo i dopiero teraz zobaczyłam jego białe futro...- No chodź!- Klepnęłam w uda, ale tym razem się nie ruszył, więc postanowiłam podejść do niego. Zatrzymałam się dopiero gdy zawarczał...
- No już, spokojnie...- Kucnęłam, przybliżając się coraz bardziej. Wystawiłam dłoń, delikatnie dotykając jego nosa. Usiadłam, głaskając go po głowie.- Co tu robisz, mały? Hm? No nie taki mały!- Wilczek ułożył się na moich kolanach. Miał miękkie futro, którego śnieżno biały kolorek był wręcz niesamowity! Przytuliłam się do niego...- Czego chciałeś ode mnie? Nie odpowiesz, prawda?- Zaczęłam czochrać mu sierść na czubku głowy.- O ty łobuzie! Polowałeś sobie na mnie!- Zmarszczyłam nos, robiąc dzióbek. Chwyciłam jego uszy i pociągnęłam je delikatnie w dół, tak żeby nie zrobić mu (Albo jej) krzywdy.- Puszek... Taki niewinny pieseł...- Zaczęłam się śmiać i styknęłam swój nos z jego.- Mokry! Szkoda, że nie gadasz... Wzięłabym Cie do domu! Ale odprowadzisz mnie, prawda?- Wilk polizał mnie po twarzy.- Muszę wracać... Chcesz wody? Mam wodę!- Zabrałam butelkę z domu, zawsze tak robiłam. Przynajmniej kiedy byłam na wolności.- Masz...- Nalałam trochę na rękę i podsunęłam pod jego pyszczek.- Wracam już... Przyjdę tu jeszcze kiedyś, będziesz? Nie udawaj, wiem że mnie rozumiesz!- Zaczęłam się chichrać jak małe dziecko. Gadam z przerośniętym psem!- Przyjdę jutro o... o 17.00 Będę na Ciebie czekać... Będziesz moim osobistym piesełem! Co ty na to?- Wilk ponownie polizał mnie po twarzy.- Biorę to za tak!- Podniosłam się i skierowałam w drogę powrotną.- Przyniosę Ci coś dobrego!- Zaśmiałam się i pomachałam do zwierzęcia, które nadal stało w miejscu i odprowadzało mnie wzrokiem.

Zaraz po powrocie do domu wzięłam się za malowanie mojego nowego "przyjaciela". Jeszcze nigdy nie rysowałam wilków... Na dworze było już ciemno, więc zapaliłam światło na tarasie i usiadłam na leżaku razem ze szkicownikiem. Starałam ująć jak najwięcej detali, żeby mój rysunek choć trochę przypominał prawdziwego wilka. Za moim domem jest las... Przed- ulica... Ciekawe miejsce! Kiedy dokańczałam ostatnie detale. poprawiając to nos, to układ sierści... W sumie muszę powiesić swoje rysunki! Wyrwałam rysunek ze szkicownika i weszłam do domu, zatrzaskując drzwi tarasowe. Weszłam po schodach do mojej sypialni i wybrałam kilka szkiców. Postanowiłam powiesić ich dość sporo w tym pokoju. Kilka zawisło na szafie, jeszcze inne na ścianach... Zbiegłam na dół do kuchni i przywiesiłam jeden wyjątkowy rysunek na lodówce.
Pierwszy mój szkic... Pierwszy... Wiąże się z nim długa historia, związana z Niallem... Znamy się? O tak! Mieliśmy ze sobą dużo wspólnego...

Jak zawsze siedziałam w parku pod drzewem, opierając się o jego pień... Byłam sama, ale to żadna nowość... Znów pokłóciłam się z rodzicami i tym razem jako 10 letnia dziewczynka wybiegłam z domu, trzaskając drzwiami. Nie pobiegli za mną, nie zatrzymywali mnie... To bolało najbardziej... Z plecaka, który zdążyłam wziąć ze sobą wyciągnęłam szkicownik. Zawsze uważałam, że nie umiem rysować, co jest prawdą! Nie mam talentu! Prawie na wszystkich kartkach były jakieś bohomazy... Najczęściej "mój" znak, przyozdobiony jakimiś sercami czy głupimi kwiatuszkami. Gdzieniegdzie pojawiały się napisy: "Chcę żyć, a nie istnieć...", "Żyję w cieniu innych... Szkoda, że ci inni to nie ludzie..." Beznadziejne, wiem! Ale były pisane, kiedy miałam 10 lat! Czego wy oczekujecie? Może jeden jedyny, który opowiadał moją historię, który znajdował się w każdym zeszycie... Opowieść mojego życia: "Przeklęta przez ludzi, kochana przez demony..." Przekartkowałam wszystkie bezsensowne słowa i "rysunki", otwierając na czystej stronie. No może nie była ona do końca czysta... Mały kąt i skulona dziewczynka, która w nim siedziała... Myślałam, że ten szkic jest już gotowy, ale zawsze mi czegoś w nim brakowało... Zaczęłam dorysowywać jakieś detale, a mianowicie demony i potwory... Zdarta ze ścian tapeta... Nagle dostałam w głowę piłką... Zerwałam się na równe nogi, rzucając szkicownik na ziemię. Cóż, jestem nerwowa...
- Patrz co robisz, idioto!- Zaczęłam krzyczeć na nie za wysokiego blondyna o niebieskich oczach i przenikliwym spojrzeniu...
- Przepraszam, ja tylko...
- Imbecyl!- Przerwałam mu i rzuciłam w niego piłką, która odbiła się mu od głowy i poleciała kawałek dalej. Sam chłopak przy tym uderzeniu się przewrócił. Kompletnie zapomniałam o mojej sile... Blondyn chwycił się za głowę i cicho jęknął, a mi zrobiło się strasznie głupio...- Jezu, przepraszam! Ja nie chciałam...
- Silna jesteś...- Zaśmiał się i wyciągnął do mnie rękę. Pomogłam mu się podnieść. Otrzepał ubranie, które było całe w pyle z ziemi.- Jestem Niall...- Uśmiechnął się szeroko...
- Emm...
- Em?
- Nie!- Zaprzeczyłam.
- To jak?
- Hope...- Wyciągnęłam swoją dość chudą dłoń. Wyglądałam wtedy jak tyka!
- Naprawdę?
- No tak! Jestem Hope, masz z tym jakiś problem?- Skrzyżowałam ręce na piersi i podniosłam jedną brew do góry...
- Nie... Ładne imię...- Zgiął się podnosząc z ziemi mój szkicownik. Szybko mu go wyrwałam, ale niestety kartka z rysunkiem została w jego rękach... Przeniósł swój wzrok na szkic, dokładnie analizując każdy szczegół. Uśmiechnął się delikatnie i spojrzał w moje oczy. Jego wzrok był naprawdę przenikliwy...- Ślicznie rysujesz...
- Dzięki?- Bardziej zapytałam niż podziękowałam, ale ok...

Tak zaczęła się moja przyjaźń z Niallem... Był dwa lata starszy ode mnie... Chodził do tej samej szkoły, ale wiadomo, że do innej klasy... Zawsze czekał na mnie po lekcjach i wracaliśmy razem do domu... Kiedy pokłóciłam się z rodzicami, zawsze mogłam do niego przyjść i najzwyczajniej w świecie się wypłakać... Niall wiedział o Nicku, co ważniejsze... Uwierzył mi... Można powiedzieć, że sam był dziwny... Zna moją przeszłość... Pewnie wie, że wylądowałam w psychiatryku... Dlatego też tak bardzo boję się, że może mnie rozpoznać... Swoją drogą bardzo się zmienił... Kiedyś był grzecznym ułożonym chłopcem... A teraz? Tatuaże, kolczyki... To na pewno nie ten sam Niall...

------------------------------------------------------------

No to pierwsze co chcę powiedzieć, że rysunek jest moim wykonaniem i myślę, że większość szkiców Hope będzie moimi pracami, ale jeżeli nie podołam wyzwaniu, to albo nie dodam (Tak jak rysunek wilka) albo znajdę w necie... Jeszcze, żeby nie było... Tekst, który jest najważniejszym zdaniem w tym blogu, a mianowicie "Przeklęta przez ludzi, kochana przez demony" jest wymyślony przez moją bff :) No to teraz rozdziały będą pojawiać się regularnie, czyli tak jak wcześniej w środy i soboty! Nie mogłam się doczekać tego 2 lipca i teraz jest ten wielki moment! Mam nadzieję, że będziecie komentować :) A tak w ogóle to jak wakacje?

poniedziałek, 23 czerwca 2014

1. Przeklęta przez ludzi, kochana przez demony...

Zanim zaczniemy, to mam prośbę.
Nie mogę się z Wami spotkać, więc...
Może zrobiłabym dla Was live'a na Youtube?
Napiszcie mi w komie, kiedy możecie wejść i oglądać :)
I przede wszystkim, czy podoba Wam się ten pomysł :)


Siedzę w małym pokoju... W rogu stoi biurko, na którym leżą moje rysunki... Kocham rysować, to jedyne co mogę tutaj robić. Jedna ze ścian jest zapełniona moimi szkicami. Oprócz biurka jest jeszcze łóżko, małe krzesełko i najzwyczajniejsza komoda, w której mam jakieś ubrania... Psychiatryk... Mały pokoik, który od najmłodszych lat jest moim domem... Jak się tu znalazłam? Ile lat tu siedzę? Jestem wariatką? Nie, nie zwariowałam, po prostu jestem inna...
- Będziesz pozwalała, żeby nas trzymali w zamknięciu?- Na łóżku usiadł Nick. Tak go nazwałam, kiedy miałam chyba 5 lat.
- To ja tu jestem zamknięta, przez ciebie...- Szepnęłam wbijając wzrok w okno.
- Nie musisz tu być, kochana... Przecież dobrze wiesz, że możesz rozpierdolić te drzwi i zabić każdego kto stanie ci na drodze do wolności...
- Spierdalaj! Nie chcę Ciebie! Jakbym mogła już dawno bym się ciebie pozbyła!- Krzyknęłam, zeskakując z parapetu.
- Nie pozbędziesz się mnie! Nigdy...- Zniknął, jak zawsze... Wzięłam szkicownik i usiadłam na łóżku, malując pierwsze co mi wpadło do głowy...
- Znowu rozmawiała sama ze sobą...- Usłyszałam głos z korytarza. Uśmiechnęłam się do siebie. Gdyby tylko wiedzieli... Kim jest Nick? Co tu robię? Już wam opowiadam...

Byłam małą dziewczynką... Miałam może 7 lat. Jak zawsze bawiłam się z moim przyjacielem- Nickiem. Nigdy nie chciał powiedzieć jak ma na imię, ale wysiliłam się i je wymyśliłam. Bardzo mu się spodobało. Nick był w moim wieku... Chłopczyk z kruczoczarną grzywką opadającą mu na oczy, które miały śliczny jasnoniebieski kolor. Czasem miałam wrażenie, że to po prostu niemożliwe, żeby mieć tak jasne oczy, ale później się przyzwyczaiłam.
- Mamo! Chce nam się pić! Zrobisz mi i Nickowi koktajl truskawkowy? Proszę!- Wbiegłam do domu po długim graniu w piłkę z szatynem.
- Hope! Tyle razy Ci już powtarzałam, że Nick nie istnieje! Wymyśliłaś go sobie! Dorośnij w końcu! Chodzisz już do szkoły! Ludzie wytykają nas palcami!- Mama zaczęła kolejną awanturę. Ale miała rację... Nie miałam przyjaciół, a inne dzieci się ze mnie śmiały.
- Ale Nick istnieje! Wcale go nie wymyśliłam!- Krzyknęłam i jak to małe dziecko, od razu się rozpłakałam. - Dlaczego wy mi nie wierzycie?
- Bo bredzisz!
- Wcale nie! Chciałabym, żeby spotkało Cię coś złego!- Byłam malutka, nie wiedziałam co mówię... Ale wtedy pierwszy raz odkryłam swoją moc. Kończąc ostatnie słowo przez okno wpadł kamień i uderzył w moją mamę. Szyba oczywiście potłukła się na małe kawałeczki... Mama leżała przez kilka dni w szpitalu ze wstrząśnieniem mózgu. Policja szukała sprawcy, próbowali wszystkiego, ale nic nie znaleźli. Sprawdzając miejski monitoring, nie było widać żadnej osoby w pobliżu. Nie było widać nawet tego kamienia, tylko rozbijającą się szybę. Później wszystko wróciło do normy. Dalej przyjaźniłam się z Nickiem, nie przejmując się zdaniem mamy. Pewnego dnia poszłam do szkoły i oczywiście już przy wejściu zostałam wyśmiana. Zawsze tak było...
- Patrzcie, idzie nasza czarownica! Co widzisz dzisiaj? Może za mną stoi straszny pan w kapturze? Hm?- Czarownica, jasnowidz najczęstsze oszczerstwa rzucane w moją stronę. Jakbym była wtedy większa, w ogóle bym się nimi nie przejmowała, ale byłam dzieckiem... Wszystko doprowadzało mnie do płaczu.
- Daj mi spokój! Ja jestem wyjątkowa, a wy wszyscy nie jesteście po prostu warci tego, żeby widzieć to co ja!
- Haha! Kto ci tak powiedział?
- Nick...
- Hahaha! Nasza wariatka! Jakie ma poczucie humoru!- Caroline zaczęła głośno się śmiać, a w ślad za nią poszli wszyscy zebrani na korytarzu. Ominęłam ją i poszłam do sali gimnastycznej, gdzie była pierwsza moja lekcja. Zadzwonił dzwonek i wszyscy weszli do szatni. Zawsze przebierałam się najwolniej. Już miałam wychodzić, kiedy zza drzwi wychyliła się uśmiechnięta twarz Caroline.
- Posiedzisz tu sobie...- Szybko zamknęła drzwi na klucz i poszła na  lekcje! Bałam się, jak to dziecko. W pewnym momencie z całych sił kopnęłam w drzwi, które wyleciały z zawiasów i z impetem uderzyły o podłogę. Zbiegli się nauczyciele. Miałam później dużo problemów... Sama nie wiedziałam jak to zrobiłam! Nie miałam na tyle siły, żeby wyważyć drzwi! Dorastałam i kiedy miałam 11 lat, zaczęłam dokładnie dostrzegać swoje umiejętności... Wszystko się wtedy nasiliło... Miałam dziwne sny, widziałam coraz więcej, słyszałam głosy... Czasem rozmawiałam z różnymi ludźmi, którzy do mnie przychodzili. Raz pod wpływem impulsu zamalowałam cały pokój w jednym znaku, który pojawiał się w każdym moim śnie. Miałam o to niesamowitą jazdę! Kiedyś siedziałam przed telewizorem razem z rodzicami. Znowu się pokłóciliśmy. Machnęłam wtedy ręką i tym samym rzuciłam w mamę wazonem, wcale go nie dotykając. To o wszystkim przesądziło. Rodzice uznali, że jestem wariatką... Oddali mnie do psychiatryka, kiedy miałam 11 lat...

Teraz mam już 19. Siedzę tu okrągłe 8 lat! I wszyscy mają mnie za wariatkę! Rodzice ani razu mnie nie odwiedzili, wyparli się mnie. Jak tu trafiłam nie za bardzo wiedziałam gdzie jestem. Dlaczego tu jestem... Ale Nick przyszedł tu razem ze mną. Wytłumaczył wszystko... Wybrały mnie... Demony... Z wiekiem nauczyłam się panować nad swoimi mocami i kompletnie z nich zrezygnowałam. Nie podnoszę rzeczy bez ich dotykania, bo nie chce mi się ruszyć dupy. Nie czytam w myślach innych ludzi... Pozbyłam się tego... Znienawidziłam Nicka, bo w końcu zrozumiałam kim jest! Jest moim największym koszmarem... Jest demonem, który towarzyszy mi od urodzenia... Wiem czego chce, wiem po co tu jest... Chce mnie... Ale ja nigdy się nie dam! Puki żyję z nim w zgodzie, jestem "bezpieczna" Wiem, że on nie może mi zrobić krzywdy, bo jestem jego największym skarbem. Jestem czymś czym się żywi... Oprócz tego, że jest "pasożytem" żerującym na mnie, musi mnie chronić... Sam mi to powiedział... Jestem wyjątkowa... Czysta... Wiem, że na świecie nie żyją tylko anioły i demony, są jeszcze inne, złe stworzenia, które tylko na mnie czyhają... Ale to wcale nie znaczy, że jestem wariatką! Zachowuję się normalnie, nie robię nikomu krzywdy! Jestem normalną dziewczyną z "przyjacielem" Kilka lat temu zmarła moja babcia. Jedyna osoba, która wiedziała kim jestem. Sama taka była... Zostawiła mi w spadku cały swój majątek... Teraz wiem, że to jest już koniec! Nie będę siedzieć więcej w psychiatryku! Zacznę wszystko na nowo. Podeszłam do biurka i odłożyłam na nie rysunek, a bardziej napis. "Na świecie są rzeczy, o których nawet nie śnicie. A osoby, które mają zaszczyt je widzieć zamykacie w psychiatryku. Z naszego punktu widzenia, to WY jesteście wariatami!" Zerwałam wszystkie swoje rysunki ze ścian i wpakowałam je do teczki.
- Nareszcie zmądrzałaś, kochanie...- Nick stanął za mną i zaczął bawić się moimi włosami. Widziałam miny pielęgniarek zza szyby, przez którą zazwyczaj mnie obserwowano. One go nie widzą... Widzą tylko unoszone w powietrzu włosy...- Wszystko będzie dobrze, Hope... Zaczniemy od nowa, nikt nas nie znajdzie...
- Przecież wiem, Nick...
- Dobrze, że teraz Cię na to wzięło. Tutaj nie jesteśmy już bezpieczni...
- Jak to?- Odwróciłam się w jego stronę.
- Wiedzą, że tu jesteśmy. Popatrz...- Podszedł ze mną do okna, gdzie stał jakiś facet. Patrzył się w moje okno. Na głowie miał kaptur od bluzy, w której chował ręce.
- Kto to?
- Mówiłem ci już... Jesteś czysta, a na świecie nie istnieją tylko demony, takie jak ja... Świat magii, wilkołaki, wampiry... Jesteś dla nich cenna... Chcą twojej krwi...
- Ale ten, to kto?
- Na pewno nie jest tu, żeby Cię odwiedzić...
- A co będzie jak wyjdę i on tam będzie?
- Nic Ci nie zrobi, dopóki jesteś ze mną...- Nick mnie przytulił.- A teraz wychodzimy!- Gwałtownie się obrócił i ruchem ręki wyważył drzwi. Uśmiechnęłam się i wolnym krokiem ruszyłam w stronę wyjścia. Pielęgniarki patrzyły na mnie ze strachem w oczach. Nick szedł powoli za mną, nigdy nie zostawiał mnie samej w takich sytuacjach. Lubił patrzeć jak robię ludziom krzywdę, jak używam swoich mocy. Pielęgniarki tak bardzo się wystraszyły, że stały oparte o ścianę. Spojrzałam na Nicka i szeroko się uśmiechnęłam.
- Kim ty jesteś?- Odezwała się jedna z nich. Podeszłam bliżej i zatrzymałam swoją twarz przed jej twarzą. Spojrzałam tej babie głęboko w oczy, nie chciałam ich straszyć, ale musiałam. Inaczej znowu by mnie zamknęli.
- Waszym największym koszmarem...- Zaśmiałam się cicho, odsuwając od pielęgniarek.- Nawet nie próbujcie dzwonić po tych drągali, bo i tak wam się nie uda mnie zamknąć.
- Pomocy!- Krzyknęła jedna z nich, kurwa! A szło tak dobrze! Do sali wbiegli napakowani murzyni z kaftanem bezpieczeństwa.
- No dalej, Hope... Wiesz co masz zrobić...- Szepnął Nick i staną w rogu. Dajesz Hope!
- Ale proszę pani ja tylko chciałam wyjść na dwór...- Rozpłakałam się i usiadłam na podłodze, chowając twarz w dłoniach.
- Nie wierzcie jej!
- Wystarczyło powiedzieć i wróciłabym do swojego pokoju...- Skuliłam się na tyle, na ile było to możliwe... Musiałam trochę poudawać...
- A co się stało z drzwiami?- Ten murzyn był teraz nieźle zdezorientowany. Kucną przy mnie.- No już spokojnie...- W ich oczach byłam jak skrzywdzone dziecko. Podniosłam twarz uśmiechając się. Popchnęłam go, tak że wpadł na drugiego. Mam nadnaturalną siłę, a uderzenie było tak mocne, że ci faceci stracili przytomność. Nie chcę tego robić, ale nie chcę też tu siedzieć.
- Nic im nie będzie...- Odwróciłam się do pielęgniarek. I wyszłam z pomieszczenia, biegnąc przez korytarz.
- Musimy częściej robić takie akcje!- Nick znalazł się obok mnie.
- Nie chcę ich krzywdzić!- Zwolniłam, wychodząc z budynku. Ten zakapturzony chłopak nadal tam stał.
- Chodź...- Nick pociągnął mnie za rękę.
- Czekaj...- Wyrwałam się, taka już jestem. Strasznie ciekawska, muszę widzieć co to za facet. Na szczęście nie musiałam do niego podchodzić, bo sam to zrobił.
- No, no, no... Nick, kogo ty tu masz?- Odezwał się.
- Ty, ty go widzisz?
- Nie tylko jego, Hope...- Uśmiechnął się i zobaczyłam jego białe kły... Wampir...
- Ty mnie znasz?- Chciałam podejść bliżej, żeby zobaczyć jego twarz, ale Nick pociągnął mnie za rękę.
- Zostań...- Powiedział bez uczuciowo, patrząc na tego faceta.
- Dobrze Ci radzi...- Znowu się uśmiechnął pokazując swoje kły.- Uciekaj...- Szepnął i po prostu zniknął. Nie przejmowałam się teraz jego osobą. Podeszłam do pierwszego lepszego samochodu i go otworzyłam. Nie pytajcie jak, bo po prostu wystarczy, że tego bardzo chcę, a to się stanie. Odpaliłam samochód, nie umiem prowadzić, ale szybko się uczę. A z resztą nic mi się nie stanie... Nie może...

Dotarłam jakoś do Londynu. Raz pociągiem, raz zabierając się z jakimiś ludźmi, ale grunt, że dotarłam! Podeszłam pod dom mojej babci, a tak właściwie mój. Mam wszystko dom, pieniądze. Idealny start! Stanęłam przed drzwiami dokładnie oglądając dom.
- Łap!- Nick rzucił mi klucze. Otworzyłam drzwi, wchodząc do środka. Muszę powiedzieć, że babcia miała świetny gust. Wszystko było urządzone w nowoczesnym stylu. Myślałam, że będzie bardziej babciowo XD Czyli nie muszę kupować żadnych mebli, niczego. Jedyne czego potrzebuję to ubrania. Więc na zakupy!

Wróciłam obładowana torbami po same uszy. Kupiłam miliony ciuchów! Skoczyłam jeszcze do supermarketu i kupiłam sobie jedzonko.
- Tu będzie się mieszkać zajebiście!- Krzyknął Nick rozglądając się po całym pokoju. Był jak normalny człowiek, tylko nie każdy go widział.
- Zaczynamy od nowa! Nowe miejsce, nowe życie!- Usiadłam na kanapie i wzięłam się za jedzenie kanapek.- Dasz mi żyć normalnie, prawda? Chyba chcesz, żebym była szczęśliwa, tak?
- Jasne! Nikt Ci nie każe ze mną rozmawiać, ale w domu nikt Cię nie widzi.- Nick usiadł obok mnie.
- Idę spać... Jest już późno.- Wstałam odkładając talerz do zlewu w kuchni. Weszłam po schodach na piętro, gdzie znajdowała się moja sypialnia.
- Babcia miała gust!- Zaśmiałam się. Wzięłam szybki prysznic i wskoczyłam w piżamkę :) Zanim poszłam spać na szafie powiesiłam kilka moich rysunków.
Tak już mam... Muszę je widzieć... Wiem, że jeden pokój tego domu obkleję w swoich pracach, ale to jutro, bo dzisiaj nie mam już siły. Wlazłam do łóżka i zasnęłam.

Obudziłam się dzięki promieniom słonecznym, które wkradały się do mojego pokoju przez niezasłonięte okno. Przeciągnęłam się i wyszłam na balkon. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów nie miałam koszmarów. Oparłam się o barierkę. Dzisiaj pogoda będzie świetna! Wiem, że babcia była dziana, dlatego za domem zobaczyłam taras, który prowadził do basenu. Dziwne, że wszystko tutaj jest zadbane, ale nie wnikam... Ciekawe czy są tu jacyś sąsiedzi... Rozglądnęłam się i szczerze powiedziawszy tylko jeden z domów mnie zaciekawił. Był duży, zadbany... Na pewno mieszka tam dużo osób... Weszłam z  powrotem do sypialni i szybko przebrałam się w strój kąpielowy <KLIK> Nie tracę ani chwili! Cały dzień smarze się na słońcu! Zbiegłam po schodach.
- Cześć Nick!- Krzyknęłam wbiegając do kuchni.- Zaraz! Co ty tu tak wcześnie robisz?
- Mieszkam?- Zapytał ironicznie. Zrobiłam facepalma i wzięłam sobie jabłko, wychodząc na taras.- Co ty tam robisz?!
- Opalam się!- Krzyknęłam...

Leżałam sobie może ze dwie godzinki, kiedy z tego dużego domu wybiegło kilku chłopaków. Strasznie się darli, co doprowadzało mnie do szału. Wściekła zerwałam się z leżaka. Podeszłam do płotu i się na niego wspięłam, tak że zaczęła wystawać mi głowa. Oglądałam ich chwilę. Każdy miał na sobie tylko spodenki, dzięki czemu mogłam zobaczył ich wytatuowane ciała. Mieli kolczyki i tunele... Na grzecznych nie wyglądali, chodź zachowywali się jak dzieci. Co ważniejsze, było ich czterech! I wszyscy mieszkają razem?! Normalna dziewczyna by się ich wystraszył, ale nie ja... Przecież ja nie jestem normalna.
- Zamkniecie się ciołki?! Nie jesteście tu sami!- Krzyknęłam, a oni jak na zawołanie przestali biegać i odwrócili się w moją stronę... Mieli nietęgie miny, ale nie wnikam dlaczego...
- Co jest?- Z domu wyszedł jeszcze piąty, a jego głos brzmiał dziwnie znajomo...
- Kim jesteś?- Odezwał się lockers.
- Nową sąsiadką...
- Przecież tu nikt nie mieszka od 5 lat...- Tym razem głos zabrał mulat.
- Teraz już mieszka! Ten dom jest oficjalnie mój i chcę mieć trochę spokoju!
- Stara lokatorka nie miała takich problemów...- Mruknął kolejny.
- Stara lokatorka nie żyje i teraz jestem ja, więc sory!
- Co jest?- Obok mnie stanął Nick. Nie mogę mu odpowiedzieć, bo się pokapują. Posłałam mu tylko złowrogie spojrzenie (I tak za dużo)
- Chcę mieć trochę spokoju, więc łaskawie przestańcie się drzeć!
- Nie za dużo wymagasz? W końcu drzemy się na swoim terenie...- Zaśmiał się lokaty. Uśmiechnęłam się pobłażliwie i zeszłam z płotu pokazując im fucka. W dupie mam takich ludzi, nie chcą żyć w zgodzie, to będzie wojna! Dam sobie radę!
- Fajna jest!- Powiedział jeden z nich. Specjalnie się wydarł, żebym usłyszała... Paranoja!
- Co jest, no?!- Nick usiadł obok mnie...
- Kretyni... Krzyczą jak pojebani...
- Hahaha! Nowe miejsce, nowe znajomości!
- Nie śmiej się! Idioto!- Skrzywiłam się i zobaczyłam wyglądające zza płotu czupryny, tych dekli.
- Z kim ty rozmawiasz?- O kurwa! Nick zajebie cię!

---------------------------------------------------------------

No nie mogłam Was zostawić na tak długo! Czuję wewnętrzną potrzebę dodania dla Was rozdziału. Ale to nie znaczy, że przerwy nie będzie, bo będzie! Daje Wam tylko taki przedsmaczek! Zdjęcie powyżej to Nick. Tak sobie myślę, że skoro rozdział jest teraz to i tak zostawiam zasadę, że regularne publikowanie będzie dopiero od 2 lipca, czyli od pierwszej środy w lipcu XD Kocham Was mordki i mam nadzieję, że będzie Was przybywać!

sobota, 21 czerwca 2014

~ Prolog

Dzieciństwo? Cóż... Moje było bardzo... Specyficzne... Zawsze myślałam, że jestem taka jak każda inna dziewczynka. Myślałam, że wszyscy widzą to co ja, ale się myliłam. Mój "przyjaciel" wszystko mi wytłumaczył. Jestem wyjątkowa, inna... Widzę rzeczy, których nie widzi nikt inny... Mam umiejętności o których inni mogą tylko pomarzyć, ale ich nie wykorzystuję. Wy chcielibyście być wyjątkowi... A ja? Chcę być normalna... Opowiem wam moją historię... Chciałabym móc powiedzieć, że jest ona zwyczajna, przeciętna... Eh... Ale wcale taka nie jest! Każdy człowiek skrywa tajemnicę, która nigdy nie powinna wyjść na jaw... Moja jest straszna... Ich była niesamowita... Dwa różne światy... Moje cierpienie, ich szczęście... Mój brak zaufania i ich otwartość... Ich troska, mój strach... Jego miłość... Moja ucieczka...

~ Hope Wilson

niedziela, 16 marca 2014

~ Zapowiedź!

Mam dla was zwiastun, miśki!