sobota, 2 sierpnia 2014

11. My little secret

*Oczami Nialla*

Wszedłem do domu, a chłopaki siedzieli na kanapie. Rozwaliłem się na fotelu, a oni wbili we mnie wzrok. Niby jakim cudem to się dostało do Hope? Przecież nie ma takiej możliwości!
- No mów co się jej stało!- Ponaglił mnie Liam, a ja wreszcie się otrząsłem.
- Harry, możesz mi do cholery powiedzieć, co jeden z Twoich "zwierzaczków" robił u Hope?!- Wydarłem się na chłopaka. On popatrzył na mnie jak na idiotę, a później rozglądnął się po całym salonie.
- Jak to?
- Zwyczajnie! Wchodzę sobie, a on tam stoi i w dodatku trzymał Hope za kark przy ścianie! Ja się pytam, czy ty nie masz co z nimi robić, jak ich na nią nasyłać?!
- Ja im nie kazałem łazić i straszyć Hope! Myślisz, że nie mam innych problemów?!
- To co on kurwa tam robił?! Hope się cała trzęsła! Nie wiedziała o co chodzi!
- Ej, chłopaki...- Między mną a Harrym stanął Liam. W sumie dobrze zrobił, bo ja już ledwo wytrzymywałem. Ze Stylesa jest taki debil, jakich mało.- Ja bym się bardziej zastanawiał, co on tam robił i to w dodatku bez zgody Harry'ego.
- Co jej powiedziałeś?
- Ja...- Zająknąłem się.- Nic jej nie powiedziałem, wyszedłem...- Hazz na moje słowa dziwnie się uśmiechnął.
- No to skoro Ty ją zostawiłeś całkiem samą, to ja pójdę ją pocieszyć...
- Pieprz się Styles!- Rzuciłem się w jego stronę, ale Liam mnie chwycił pozwalając, żeby Harry zaśmiał mi się prosto w twarz.

*Oczami Hope*

Niall mnie zostawił, rodziny nie mam, przyjaciół tym bardziej! Zostałam sama z tym wszystkim... Siedziałam na krześle, a twarz miałam schowaną w ramionach, które leżały na stole. Bycie samotnym boli... Bardzo boli... Poczułam na plecach czyjąś dłoń. Momentalnie podskoczyłam.
- Przepraszam, nie chciałem Cie wystraszyć...- Przede mną stał Harry. Uśmiechnął się lekko.
- A Ciebie co tak bawi?- Mruknęłam.- W ogóle to co ty tu robisz?! Nikt Cię nie zapraszał!
- Daj spokój, Hope...- Styles wywrócił oczami.- Chodź tu...- Podszedł do mnie i mocno przytulił. Tego teraz potrzebowałam najbardziej... Żeby ktoś po prostu ze mną był...- Trzymaj się...- Szepnął mi do ucha. Chwycił mnie za uda unosząc do góry. Oplotłam nogami jego biodra, a głowę schowałam w zagłębie jego szyi. Harry zaczął wchodzić po schodach i zatrzymał się na samej górze.- Gdzie?- Pokazałam mu palcem uchylone drzwi. Weszliśmy do środka. Hazz posadził mnie delikatnie na łóżku. Położył się obok mnie i przyciągnął do siebie. Ponownie się w niego wtuliłam.
- Dziękuję...
- Nie masz za co...- Pocałował mnie w głowę. Niemal od razu zasnęłam. (Ha! Nic nie będzie zboczeńcy! Przynajmniej nie teraz xd)

Obudziłam się w tej samej pozycji, w której zasnęłam. Harry jeszcze spał... Powoli uwolniłam się z jego uścisku, który swoją drogą był dość mocny. Jak najciszej przeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej czyste ubrania. <KLIK>  Poszłam wziąć prysznic i czyściutka weszłam do kuchni. Zabrałam się za robienie śniadania. Powoli przygotowywałam naleśniki. Byłam jeszcze trochę zaspana, ale jakoś mi to szło.
- Ładnie to tak codziennie innego mieć w łóżku?- Na blacie kuchennym usiadł Nick.
- Ładnie to tak zostawiać mnie, kiedy jakiś jebnięty stworek próbuje mnie zabić?- Zapytałam z ironią.
- Co, kiedy?!
- Jesteś głupi, Nick... Gdyby nie Niall, to już by mnie tu nie było...
- No ale widzisz! Jednak jesteś cała i zdrowa!
- Ale od czego ty jesteś, do cholery?! Masz mnie chronić, a Ciebie zawsze nie ma, kiedy coś się dzieje!- Nick wywrócił oczami.
- Jakbyś potrafiła, tobyś się umiała sama obronić...
- Jakbyś się do czegoś nadawał, tobyś mnie tego nauczył...- Odgryzłam się. W kuchni zapadła cisza. Wcale mi to nie przeszkadzało. Powoli robiłam kolejne naleśniki i układałam je na talerzu.
- Patrz kto idzie...- Mruknął Nick, a ja się odwróciłam. Przede mną stał Harry w samych bokserkach.
- Nie masz mi za złe, że wziąłem prysznic, co?
- Nie... Śniadanie!- Podałam mu talerz.- Jak chcesz coś jeszcze, to grzeb w lodówce...- Hazz wyciągnął mleko. Starałam się jakoś specjalnie nie zwracać uwagi na to, że półnagi krząta się po kuchni w poszukiwaniu szklanki. Usiadł przy stoliku i zaczął jeść. Teraz cisza była niezręczna... Dokończyłam ostatniego naleśnika i sama wzięłam się za jedzenie.- Dziękuję, że ze mną zostałeś...- Spodziewałam się tego po każdym, tylko nie po Harrym. Ale to było miłe zaskoczenie. Przynajmniej on mnie nie zostawił całkiem samej.
- Nie ma sprawy...- Uśmiechnął się lekko pokazując swoje dołeczki.- Ale może w ramach podzięko...
- Jasne...- Też się lekko uśmiechnęłam.
- To świetnie! Czekaj, co?!- Hazz porzucił na chwilę jedzenie i patrzył na mnie jak na idiotkę.
- No tak, umówię się z Tobą...
- Ty to chyba dalej jesteś niestabilna psychicznie...- Jego mina była bezcenna.- Albo zapomniałaś co masz mówić... Pamiętasz? Powinnaś mi powiedzieć, że jestem kompletnym idiotą, że w ogóle mam nadzieję i że nigdy się ze mną nie umówisz, a ja bym wtedy powiedział "No weź!" A ty byś mi odburknęła "Chyba w snach!" I zostawiła samego! Pamiętasz już?- Zaczęłam się z niego śmiać.
- No dobra, skoro chcesz...
- Nie!- Harry był teraz jak małe, zdziwione dziecko. Małe, zdziwione dzieci są słodkie i śmieszne.
- Ale bez tych Twoich zboczonych zapędów...
- Będę grzeczny!- Wróciłam do jedzenia.- Dzisiaj wieczorem?- Kiwnęłam głową. Zjadłam wszystko i talerz odłożyłam do zmywarki. Tak samo zrobił Hazz. Ja jeszcze ogarniałam trochę kuchnię, a on poszedł na górę się ubrać.- To jak? Do zobaczenia wieczorem?- Stanął w progu.
- Do zobaczenia...- Odpowiedziałam. Harry wyszedł, a ja walnęłam się na kanapę. Zaczęłam bawić się telefonem. Chciałam porozmawiać z Niallem, ale nie chcę go widzieć po tym wszystkim. Może skoczę kupić coś na dzisiejszą "randkę" z Harrym. Boże po co ja się na to zgadzałam?! Chyba mi na mózg padło! Tak Hope! Pierwsze się myśli, a później robi, nie na odwrót! Ale raczej nie ma już odwrotu... A z resztą udowodnił mi coś tym, że przyszedł, że ze mną został... No dobra! To idziemy się zapytać gdzie mnie zabiera! Podniosłam się z kanapy i wyszłam przez taras do ogrodu. Przeszłam przez furtkę kierując się w stronę wejścia. Zostawili otwarte, to weszłam do środka. W salonie nie było nikogo, a w domu panowała cisza... Jak na nich to niezły wyczyn! Przecież drą się jak upośledzeni! Rozglądnęłam się i zobaczyłam schody. Weszłam na górę, a moim oczom ukazał się długi korytarz. No fajnie! To pewnie ich sypialnie, a ja nie wiem, która jest Hazzy! Tylko ja muszę mieć takie szczęście? Podeszłam do pierwszych drzwi na prawo. Zapukałam i nie dostałam odpowiedzi. To znaczy, że mogę wejść czy mam tu dalej stać? Uchyliłam powoli drzwi i weszłam do środka. Na łóżku leżał Niall, kiedy tylko usłyszał jak zamykam drzwi popatrzył na mnie.
- Co ty tu robisz?- Podniósł się i dziwnie się skrzywił.- Kto Cię wpuścił?
- Sama weszłam...- Zapadła chwila ciszy. To było co najmniej dziwne. Kiedyś potrafiliśmy rozmawiać o największych głupotach, a teraz? Czuję się niezręcznie w jego obecności... Nadal nie wiem do czego między nami doszło... Wiem, że Niall się zmienił... Forever Togheter, kurwa... A zostawił mnie, kiedy go najbardziej potrzebowałam... Potrząsnęłam głową, żeby wrócić do rzeczywistości.- Em...- Poprawiłam włosy.- Gdzie znajdę Harry'ego?
- Harry'ego?- Zapadła chwila ciszy.
- To?- Niall podniósł się z łóżka i podszedł do mnie. Nie miałam bladego pojęcia o co mu chodzi, więc stałam w miejscu i gapiłam się na niego. Blondyn chwycił moją twarz w dłonie.- Yyy... Słucham?
- Przepraszam, nie powinienem wczoraj tak wychodzić... Potrzebowałaś czyjejś obecności, a ja zwy...
- Wiesz co? Jakoś nie bardzo mam ochotę z Tobą rozmawiać... Powiesz mi gdzie znajdę Hazzę, czy mam sama szukać?
- Ostatnie drzwi po prawej...- Mruknął i odsunął się ode mnie. Widocznie posmutniał, a mi zrobiło się głupio, że na niego naskoczyłam. Trudno, sam na to zapracował. Odwróciłam się na pięcie i wyszłam z jego pokoju. Przeszłam przez cały korytarz i stanęłam przed ciemnymi, drewnianymi drzwiami. Zapukałam i nie czekając na odpowiedź weszłam do środka.
- Harry, bo ja się chciałam zapy...- Rozglądnęłam się po pokoju, ale jego tam nie było.
- Chciałaś się zapytać, co?- Odwróciłam się szybko, a za mną stał Hazz. Ciekawe jak on to robi...
- Chciałam się zapytać gdzie mnie zabierasz, bo nie wiem co mam ubrać...
- Na pewno nie sukienkę... Widzę, że przygotowania idą pełną parą...- Zaśmiał się pod nosem.
- Jeszcze czego! Nadal Cię nie lubię, a spotykam się z Tobą w ramach podziękowań...
- Ja mam o tym trochę inne zdanie...- Wywróciłam oczami.
- Czyli nie sukienkę?
- Nie lubię tych obcykanych spotkań typu restauracja, kino itd. Zabieram Cię w teren...- Zaśmiał się pod nosem. Nadal staliśmy w progu. Harry blokował mi przejście i nie miałam jak wyjść...
- Więzisz mnie czy co?- Styles stał w miejscu z głupim uśmieszkiem i nawet nie miał zamiaru się ruszyć.
- Może...
- Mam wyskoczyć przez okno?- Już się trochę niecierpliwiłam! Jestem z osób, które chodzą po sklepach godzinami! Jak on chce się ze mną dzisiaj spotkać, to niech mnie lepiej wypuści.
- Bez przesady, ale nie ma nic za darmo...
- O czym ty do chole...- Urwałam na chwilę i pozbierałam wszystkie myśli.- Nie! Nie ma nawet takiej opcji! Jesteś psychiczny!- Wycofałam się w głąb pokoju i chwyciłam poduszkę z jego łóżka.
- Czyli tu sobie posiedzisz...
- Oj no weź!- Będzie stał jak ten kołek i nie ruszy łaskawi dupy, żeby mnie wypuścić. Jak ten chłopak mnie irytuje!- Nie cierpię Cie.- Warknęłam pod nosem.- W policzek...- Harry zaczął się zastanawiać.
- Niech Ci będzie...- Wywróciłam oczami i podeszłam do niego. Nadstawił tą swoją buźkę. Wspięłam się na palce, żeby jakoś dosięgnąć do jego policzka. Sama nie wierze, że to robię! Moje usta były coraz bliżej skóry Hazzy i kiedy miały się ze sobą zetknąć on obrócił głowę. Zdążyłam się w porę odsunąć i przyłożyłam mu poduszką, którą nadal miałam w ręce.
- Wiedziałam!- Zaczęłam go okładać z każdej strony, aż po całym pokoju latało pierze. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że on się śmiał. Tak! Wielki pan Harry dupek Styles z nadętym ego zaczął się śmiać! Jakoś tą poduszką wykurzyłam go z progu i spokojnie wydostałam się na korytarz.- A teraz nic nie dostaniesz!- Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam powoli kierować się w stronę schodów. Zanim zdążyłam do nich dojść ktoś złapał mnie w pasie. Mówiąc ktoś mam na myśli Harry. Przerzucił mnie przez ramię, a ja standardowo miotałam się jak głupia.
- Należy mi się coś...
- Pff, chyba w snach! Odstaw mnie na podłogę, bałwanie!
- Będziesz mi na każdym kroku dogryzać?
- Będziesz mnie na każdym kroku dotykał, podrywał, macał, całował, mam wymieniać dalej?- W jakiś sposób odchyliłam się tak, że widziałam jego twarz.
- Wygrałaś...- Zaczęłam się śmiać, a Hazz odstawił mnie na ziemi.
- Do zobaczenia...- Odwróciłam się na pięcie i zeszłam na dół. Wróciłam do siebie, gdzie wskoczyłam po schodach do sypialni. Zaczęłam grzebać w szafie w poszukiwaniu jakiś ciuchów, w których mogę wyjść do ludzi. Ubrałam skompletowany zestaw <KLIK> Zeszłam do kuchni. Zabrałam telefon i pieniądze i wyszłam z domu kierując się w stronę centrum handlowego. Teraz do końca życia będę sobie wypominać, że się na to zgodziłam! Nie wiem jak wytrzymam z Harrym sam na sam. Szczerze, to sama nie wiem co mam o nim myśleć... Zmienia się i to bardzo... Raz jest chłodny, arogancki, a raz opiekuńczy i miły. Czy ludzie mogą się tak zmieniać? Tsa, jacy ludzie? A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie wiem, która jego strona jest tą prawdziwą. Dobra Hope! Przeżyjesz, chyba... Zostaje mi tylko sprawa Nialla... Muszę z nim porozmawiać, bo to nie daje mi spokoju... A co gorsza nie wiem jak mam się zachowywać w jego towarzystwie. Mogłabym go unikać, ale to nie wchodzi w grę... Mieszkamy obok siebie! Nie mogę też zwlekać z tą rozmową, bo prędzej czy później ona i tak nastąpi. Weszłam przez duże przeszklone drzwi do budynku. Skierowałam się do pierwszego lepszego sklepu, bo znając mnie i tak obejdę wszystkie.

Wracałam z moją nową zdobyczą! Tyle dobrze, że toreb nie było aż tak dużo, więc mogłam sobie spokojnie spacerować. Poszłam okrężną drogą, bo szczerze powiedziawszy zakupy zrobiłam szybciej niż się tego spodziewałam. Po drodze kupiłam jeszcze kawę w Starbucksie. Swoim powolnym tempem doszłam do domu. Stanęłam przed drzwiami i otworzyłam je. Weszłam do środka rzucając torby w kąt. Zdjęłam buty i podniosłam zakupy. No może szłam powoli, ale i tak się zmęczyłam. Po psychiatryku mam zerową formę, więc nie ma się czemu dziwić. Skierowałam się do salonu, ale zatrzymałam się na rogu. Na kanapie siedział Niall i patrzył się na mnie.
- Mogę wiedzieć co ty robisz w moim domu?- Nie ukrywam, że byłam trochę zdenerwowana. Bez mojego pozwolenia wpakował mi się do salonu i siedzi jakby gdyby nigdy nic! Blondyn podniósł swoje cztery litery i podszedł do mnie.
- Możemy porozmawiać?
- W sumie też chciałam się Ciebie o coś zapytać...- Położyłam torby na stole i usiadłam na kanapie.- Niall, bo...- Urwałam. Jak mi jest cholernie głupio!- Co tak właściwie zaszło po tym wyścigu?
- No to widzę, że chcieliśmy rozmawiać o tym samym.- Uśmiechnął się.- Bo ja Ci chciałem wszystko wyjaśnić...
- Jezu Niall! Bez zbędnych informacji!- Wywróciłam oczami.- Prawda jest taka, że ja nic a nic nie pamiętam i nie wiem co ja ci mogłam powiedzieć, co robiłam, nic! I chciałam Cie jeszcze przeprosić, że tak na Ciebie naskoczyłam. Do czego między nami doszło?- Powiedziałam na jednym wydechu.
- Niczego...
- Co?!
- Do niczego...- Zaśmiał się.- Jesteś strasznie napalona, kiedy za dużo wypijesz...
- Czekaj, czekaj, czekaj!- Przerwałam mu.- Chcesz mi powiedzieć, że do niczego nie doszło? Nie pieprzyliśmy się?!
- No, nie...
- To jakim ja kurwa cudem byłam naga?- Nagle wszystko do mnie wróciło. Wszystko co się tam wydarzyło!

- Dobranoc.- Mruknął do mnie Niall, a ja go mocno przytuliłam. Nie miałam zamiaru go zostawić.- Puszczaj, pijawko!- Zaśmiał się.
- Dobranoc.- Odsunęłam się od niego, a on odwrócił się, żeby odejść. Wszedł do siebie, a ja szybko przeszłam przez salon i wyszłam na taras. Położyłam się na leżaku i patrzyłam w gwiazdy. Fajnie tak... Na tarasie chłopaków zapaliło się światło, a na zewnątrz wyszedł Niall. Z racji tego, że siedziałam po ciemku, to pewnie mnie nie zauważył. Powoli wstałam i podeszłam do płotu. Blondynek stał na środku ogrodu z rękami założonymi na karku. Stanęłam przed furtką, którą powoli otworzyłam.
- Nie śpisz?- Nialler odwrócił się w moją stronę i szybko do mnie podszedł.
- Nie mogę spać...- Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Jezu Hope! Jest późno, a ty jesteś kompletnie zalana! Idź spać!- Pokazał palcem mój dom.
- A pójdziesz ze mną?
- Na mózg ci padło...- Wywrócił oczami.
- Nie podobam ci się?- Zrobiłam smutną minkę. Byłam coraz bliżej chłopaka.
- Jesteś pijana, Hope...- W ogóle nie przejmowałam się tym co on do mnie mówi. Chwyciłam jego dłoń i zaczęłam ciągnąć w stronę domu.- Daj mi spokój...- Jęczał coś za mną, ale się nie opierał.- No Hope!- Tym razem się zaśmiał.
- Chodź...- Niemal siłą wepchnęłam go do salonu.
- Idź spać...- Wywróciłam oczami i popchnęłam go na kanapę. Usiadłam na nim okrakiem i zatrzymałam swoją twarz tuż przed jego. Delikatnie musnęłam jego wargi. Niall jakoś specjalnie się nie opierał.
- Hope...- Mruknął odsuwając się lekko. Pozbyłam się zarówno jego koszulki, jak i po chwili swojej.- Jesteś pijana...- Miałam wrażenie, że się zaciął. Ciągle tylko jedno i to samo. Powoli wstałam i zaczęłam go ciągnąć na górę. Weszliśmy do sypialni. Nagle zachowanie Nialla się zmieniło i to on zaczął mnie całować. Popchnął mnie lekko na łóżko. Zdjął moje spodenki i wrócił do ust. Cmoknął mnie delikatnie w nos i szeroko się uśmiechnął.- A teraz spać...- Zszedł z łóżka, a przynajmniej próbował.
- Chyba mnie tak nie zostawisz, hm?- Pociągnęłam go za pasek od spodni i chłopak upadł zaraz obok mnie. Usiadłam na nim i zdjęłam swój stanik.
- Hope! Ty tak serio tego nie chcesz!- Zaśmiałam się lekko i chwyciłam jego dłonie kładąc je na swoich piersiach. Blondyn szybko się wyrwał i odwrócił nas tak, że teraz ja byłam na dole.- Śpij...- Znowu spróbował zejść z łóżka. Ale oczywiście ja nie mogłam mu na to pozwolić. Jakimś cudem pozbyłam się jego spodni.
- Nie zostawiaj mnie...- Szepnęłam do jego ucha i zdjęłam swoje majtki.
- Jak tu z Tobą zostanę, to pójdziesz spać? Jak chcesz to mogę spać z Tobą, ale teraz to kończymy...- Westchnęłam ciężko.- Ok?- Wpiłam się w jego usta, ale po kilku sekundach się od niego odsunęłam.
- No dobra...- Wpakowałam się do łóżka, a Niall położył się obok mnie. Wtuliłam się w jego nagi tors, a on mocno mnie przytulił.- Dobranoc...
- Dobranoc...

- O kurwa!- Zakryłam usta dłonią.- Ja Cię tak strasznie przepraszam! Za to co ja robiłam i za to, że na Ciebie nakrzyczałam!- Jak ja się w ogóle mogłam tak zachowywać? Jak jakaś... Nawet kurwa nie wiem!- Nigdy więcej nie pije!- Niall cicho się zaśmiał.
- Nic się nie stało...- Chłopak mocno mnie przytulił.- To cieszę się, że sobie wszystko wyjaśniliśmy.- Uśmiechnęłam się lekko.
- Możesz pomyśleć, że Cię wyganiam, ale muszę się zbierać. Wychodzę z Harrym i...
- Jasne...- Blondyn wstał i powoli wyszedł.- Do zobaczenia!
- Pa...- Położyłam się na kanapie i przykryłam twarz dłońmi. Jaka ja jestem głupia! Jak mi wstyd!

------------------------------------------------------------

Po pierwsze: Nie spodziewaliście się takiego Harry'ego! XD Chcecie więcej tej dobrej strony Stylesa?
Po drugie: Sprawa z Niallem się wyjaśniła, jeeej! Ale nie cieszcie się, Horan nie jest tutaj najgrzeczniejszy.
Po trzecie: Na następny rozdział powrócę! Na razie jestem sobie nad Morzem. Władysławowo, Hel, może wpadniecie?
Po czwarte: Sama boję się ich randki. Harry to Harry, a Hope to Hope... Nie wiem co napiszę XD
Po piąte: Zdjęcia, komentarze, pytania i wszystko!
Po szóste: Crazy wakacji! XD
Po siódme: Po następnego <3
Po ósme: To najdziwniejsza moja notka o.O

środa, 30 lipca 2014

10. What have I done?

Obudził mnie straszny ból głowy i jeszcze te głupie słońce! Nieświadomie machnęłam ręką, żeby zasłonić okno i co najlepsze... Udało się! Podniosłam się i otworzyłam szeroko oczy.
- Wtedy kiedy nie trzeba?!- Krzyknęłam sama na siebie. A zza siebie usłyszałam ciche mruknięcie. Bałam się odwrócić. Moje serce momentalnie przyspieszyło. Ból głowy dawał o sobie wyraźny znak. Rozglądnęłam się po całym pomieszczeniu. Wszędzie leżały ubrania i to w dodatku nie tylko moje! Spojrzałam na siebie... Jestem naga... Kurwa, co ja zrobiłam?! Obróciłam się powoli, a moim oczom ukazał się śpiący Niall... Co do cholery?! Położyłam się z powrotem. Moje oczy musiały wyglądać jak piłeczki ping-pongowe! Chwyciłam się za głowę i patrzyłam ślepo w sufit. Próbowałam sobie cokolwiek przypomnieć. A Horan?! Dobrze kurwa wiedział, że ćpałam! I debil to wykorzystał!
- Czemu nie śpisz, kochanie?- Obrócił się w moja stronę i objął ramieniem. Pocałował mnie w ramię.
- Co?! Jakie kochanie?! Niall weź te ręce ode mnie!- Blondyn podniósł się zdezorientowany.
- Ej, Hope... Co jest?- Przeczesał włosy palcami. Cały jego tors był pokryty tatuażami, które teraz doskonale widziałam.- Posłuchaj.- Chciał mnie przytulić, ale ja go odepchnęłam.
- Co Ty tu robisz?! I dlaczego wszędzie są nasze ubrania?!- Powoli wszystko zaczęło do mnie docierać. Trochę to zajęło, ale lepiej późno, niż wcale!- Wynoś się stąd! Wynocha!
- Ale czekaj...
- Czego kurwa nie rozumiesz?! Wypierdalaj z mojego domu!- Opadłam na poduszkę i zasłoniłam twarz dłońmi. Więcej się nie odezwał. Usłyszałam jak zamyka za sobą drzwi. Przetarłam oczy i powoli zwlokłam się z łóżka. Musze zjeść jakąś tabletkę na tą cholerną głowę! Ubrałam szlafrok i zeszłam na dół. Tam też były moje ubrania... Wzięłam tabletkę i butelkę wody i wróciłam na górę. Popiłam tabletkę siadając na łóżku. Oparłam głowę o ścianę. Muszę sobie coś przypomnieć... Cokolwiek... Nic, kompletna pustka... Wiem tyle, że wracałam z Niallem i koniec... Później nie ma już nic! Przeczesałam włosy palcami i powoli zwlokłam się z łóżka. Może jak się przewietrzę to mnie olśni, a jak nie... To po prostu będę musiała porozmawiać z Niallerem. Tylko on jeszcze wie co tu się mogło wydarzyć. Podeszłam do szafy i zaczęłam w niej szukać jakiś ubrań. Wygrzebałam odpowiedni zestaw i szybko się w niego ubrałam. <KLIK> Zbiegłam na dół. Najpierw pozbierałam porozrzucane ciuchy, a później poszłam do kuchni, skąd zabrałam jakieś jabłko. Wyszłam przez drzwi tarasowe. Dom w sumie zwiedziłam cały, ale ogrodu nie bardzo. Widziałam tylko to co mogłam zobaczyć z tarasu. Na końcu ogrodu rosło kilka drzew. W sumie to czemu by tam nie podejść? Usiądę sobie na korzeniu czy coś i postaram się coś wymyślić. Poszłam tam i zatrzymałam się przy jednym z drzew. Nie wiedziałam, że tu wisi hamak. Jeszcze lepiej! Wpakowałam się na niego i patrzyłam na liście poruszane przez wiatr. No dalej Hope, musisz coś pamiętać! Miałam kilka przebłysków, ale nic nie składało się w całość. Nie pamiętam nic od momentu jak wracałam z Niallem, a bardzie jak wyszliśmy z tego tłumu...

Podeszliśmy pod dom... Pożegnałam się z Niallem i on odwrócił się, żeby odejść...

No dobra... Skoro odszedł, to jak do cholery znalazł się w moim łóżku?! Przecież odszedł! O-D-S-Z-E-D-Ł! To się kupy ani dupy nie trzyma! Przetarłam twarz dłońmi... Później mam tylko króciutkie przebłyski... Twarze, miejsca... Ale nic się ze sobą nie łączy... Co ja wtedy robiłam?! Nigdy więcej nie będę ćpać! Nigdy! Wstałam powoli z hamaku i poszłam do domu. Wzięłam pluszaka oraz butelkę wody... Idę potrenować... I tak nic nie wymyśle... To jest tak, jakby ktoś mi czegoś dosypał do tego pierdolonego piwa! Szłam powoli przez las. Już prawie wychodziłam na polanę, kiedy w dość wysokiej trawie zobaczyłam znaną mi czuprynkę. Co Louis tu robi? Podeszłam bliżej drzewa, żeby mnie nie zauważył. W sumie nie wiem po co. Przecież on wie kim jestem. Nie wiedziałam czy powinnam podejść czy może wrócić do domu. Ostatecznie stwierdziłam, że jak już tu przyszłam, to wracać się nie będę! Skierowałam się w stronę głazu, przy którym siedział Lou. Odwrócił się, kiedy byłam w połowie drogi.
- Co tu robisz?- Wstał, podchodząc do mnie.- I to w dodatku z misiem?
- Jejuś! Jak Ci to wytłumaczyć...- Zaczęłam myśleć, bo nie mogłam jakoś obrać tego wszystkiego w słowa.- A z resztą nieważne... A ty co tu robisz?
- Siedzę... No mów po co Ci ten misio...- Dźgnął mnie w bok i wziął pluszaka do rąk.
- Ale ja nie umiem tego wytłumaczyć, no! Wyrwałam mu maskotkę
- Trenujesz, prawda?
- Nie rozumiem...- Odsunęłam się od niego, bo odległość jaka nas dzieliła, była dziwnie mała.
- Chcesz opanować swoje moce, tak?
- Skąd wiesz?
- Widziałem Cię wczoraj... Serio znalazłaś informacje o wyścigu w necie od tak? Bo mi się wydaje, że ktoś Cię naprowadził...- Musiałam się zrobić cała czerwona. Czyli on wiedział, że go podsłuchiwałam... A tak właściwie...
- To ty mnie śledzisz?
- Nie... Też tu przychodzę i tyle... Coś Ci z tym jabłkiem nie szło ostatnio...- Zaśmiał się pod nosem za co dostał z misia.- No ej! Chcesz to Ci pomogę...
- Poco? Sama dam sobie radę...
- Nie bądź taka, Hope... Nie udawaj na siłę niezależnej... Sam ryzykuję, tym że chcę Ci pomóc...
- Dlaczego?- To jest tak samo zagmatwane jak moje wczorajsze wspomnienia. Nie trzyma się kupy!- Skoro ryzykujesz, to poco mi pomagasz?
- Bo Cię lubię...- Uśmiechnął się do mnie.- Tylko nie mów nic Harry'emu ani chłopakom, bo jak się dowiedzą, to mam przejebane.
- Co? Dlaczego?- Teraz to było jeszcze gorsze do ogarnięcia.
- Nieważne...- Tak jakby się zmieszał.- Po prostu nie mów im...
- No dobra...- Mruknęłam.- To co mam robić?- Uśmiechnęłam się szeroko.
- Wiesz co, Hope...- Zabrał mi misia.- Problem jest w tym, że za bardzo się starasz.
- Pff, a co ty możesz wiedzieć?- Obok pojawił się Nick. Głupkowato się uśmiechał i podszedł do mnie. Stanął tuż obok. Nie wiem co chciał tym pokazać...
- A co ty możesz wiedzieć?- Louis nie dawał się sprowokować. Ja to bym już dawno się wydarła.
- Wychowałem ją... Myślisz, że teraz od tak oddam ją w ręce kogoś takiego jak ty? Co by oni powiedzieli, jakby dowiedzieli się, że jej pomagasz? Zrozum, że chociażbyś nie wiem co robił i tak będziesz jednym z nich...- Nie bardzo rozumiałam o co im chodziło. "Jednym z nich"? Jakich "nich"?
- Ona i tak zrobi jak uważa, a ty chyba jesteś od tego, żeby ją chronić, a nie jej rozkazywać...- Nick zaśmiał się ironicznie.
- Bez mojej zgody się nawet do niej nie zbliżysz...- Louis wywrócił oczami i kompletnie ignorując Nicka rzucił mi misia.
- Postaw go i zaczynamy...- Posadziłam pluszaka na kamieniu i stanęłam obok chłopaka.- No dalej... Posadź go na ziemi.- No dobra! Przecież to nie może być trudne! Co ja pieprze, to jest cholernie trudne! Powoli starałam się podnieść misia, ale ten wyleciał wysoko w powietrze i spadł przed nami.
- Nosz kurwa!- Krzyknęłam sama na siebie, a Louis za ten czas zaniósł go na jego stare miejsce.
- Hope...- Stanął za mną.- Za bardzo się denerwujesz i można powiedzieć, że ta siła się kumuluje i wybucha!- Zaśmiał się, z każdym słowem był coraz bliżej mnie.- Musisz się rozluźnić...- Położył dłonie na moich ramionach i zaczął je lekko masować. Musze powiedzieć, że to było niesamowicie przyjemne. Czułam jak stres mnie opuszcza. Oddech Lou łaskotał mój kark.- Miło, prawda?- Mruknęłam w odpowiedzi. Powinnam mieć ludzi od masowania mi plecków. To jest niesamowite! W jednej sekundzie zorientowałam się jak to musi wyglądać. Odskoczyłam od bruneta.
- Yyy...- Chciałam mu coś powiedzieć, ale zabrakło mi słów. Musiałam zrobić się cała czerwona! Znowu! Nienawidzę tego! Zawsze się rumienię, a to tylko może przekonać kogoś, że jest mi głupio... Że jestem słaba... Odruchowo spuściłam głowę, żeby włosami zasłonić policzki. Louis też był trochę zmieszany. Przeczesał włosy palcami i stanął obok mnie.
- Emm... Spróbuj jeszcze raz...- Pokazał palcem na misia.
- To nie ma sensu! Ja się nie nadaję do tego wszystkiego! Że do cholery musiało trafić na mnie! Wybranką nie mogła zostać jakaś inna dziewczyna?! Tylko ja?!- Nie nadaję się i tyle. Nie umiem... I pewnie nigdy się nie nauczę...
- Daj spokój, Hope... Skoro to ty jesteś wybranką, to musisz być wyjątkowa...- Lou chwycił moją twarz w dłonie. Jeszcze teraz na to wszystko Harry, Niall i on... Tego jest dla mnie zdecydowanie za dużo...
- Louis?- Odsunęłam się lekko, a on również odskoczył.- To nie najlepszy moment...
- Racja...
- Żaden moment nie jest dobry... Ja już wracam...- Mruknęłam i poszłam po pluszaka. Omijając Louisa skierowałam się do domu. Bałam się, że może będzie chciał wracać ze mną, ale na szczęście został na tej łące. Zwyczajnie nie wytrzymuje tej całej sytuacji. Harry nie daje mi żyć... Nie cierpię go! Nie rozumiem, jak można być tak zaborczym?  Do niego nie dociera, że nie jestem nim ani trochę zainteresowana! Obrał sobie mnie za jakiś swój cel i znając jego nie odpuści. Może jak umówię się z nim na jedno spotkanie i wyraźnie dam mu znać, że mnie nie interesuje, to zostawi mnie w spokoju? Nie, wątpię... Teraz jeszcze Louis i to jego zachowanie! Niech mi tylko nie mówi, że się we mnie zakochał, bo chyba zwariuję! I jeszcze na nowo trafię do psychiatryka! Lou jest fajny, naprawdę fajny, ale ja nie mogę im ufać... Ani jemu, ani Harry'emu, a nawet Niallowi. No właśnie, Niall... Z nim to jest najgorsza sytuacja. Nie mam pojęcia do czego między nami doszło! Niepotrzebnie też tak zareagowałam, on wydawał się bardzo zdezorientowany. Może nic między nami nie było? Ale dlaczego w takim razie byłam naga? Już chyba wolałam siedzieć w psychiatryku i straszyć pielęgniarki. Doszłam do domu i weszłam do środka. Rzuciłam misia na kanapę. Sama nie wiem co mam zrobić ze swoim życiem. Poszłam na górę i położyłam się na łóżku patrząc w sufit. Nie zostaje mi chyba nic innego jak porozmawiać z Niallem o tym co zaszło. Aż wstyd się przyznać, że nic się nie pamiętam! Leżałam jeszcze chwile w tej samej pozycji. Kątem oka przez uchylone drzwi zobaczyłam jakąś postać. Powoli się podniosłam i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je, ale nic takiego tam nie było. Usłyszałam natomiast jak ktoś zbiega po schodach.
- Nick! Debilu!- Wydarłam się. Ten idiota zawsze mnie tak straszył! Ale to zawsze! Zeszłam na dół. Na środku salonu stał jakiś mężczyzna. Był odwrócony tyłem do mnie. Miał posturę Liama.- Li?- Nie mogłam dokładnie ocenić kto to jest, bo uniemożliwiał mi to kaptur. Podeszłam bliżej i wyciągnęłam rękę, żeby położyć ją na ramieniu faceta. Niestety uprzedził mnie i odwrócił się w moją stronę. Nie znałam go, ale wiedziałam, że nie jest zwykłym człowiekiem. Za szybko się o tym przekonałam. Uśmiechnął się, a moim oczom ukazało się kilka rzędów ostro zakończonych zębów. Oczy miał zamglone. Zaczęłam krzyczeć, ale on chwycił mnie za szyję i przybił do ściany. Ciężko mi się oddychało. Facet zbliżył swoją twarz do mojego karku. Czułam jego oddech, a nawet zęby, które zahaczały o moją skórę. Zaczęłam płakać. Tak cholernie się bałam. Teraz on patrzył mi się prosto w oczy. To było okropne! On nawet nie wyglądał jak człowiek! Nie wiem kim był... Pierwszy raz widzę coś takiego! Zacisnęłam powieki byleby nie łapać z tym czymś kontaktu wzrokowego. Usłyszałam trzask i po sekundzie leżałam na ziemi. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Nialla. Stał  na środku salonu, a to coś się na niego patrzyło. Stali tak kilka sekund aż stwór zaczął wycofywać się w ciemność, która panował w jednym z pokoi. Zwyczajnie zniknął. Nialler podbiegł do mnie i mocno przytulił. Nie mogłam pohamować łez. Jeszcze nigdy się tak nie bałam. Wbiłam twarz w tors chłopaka.- Niall...- Wymamrotałam. Bezkarnie moczyłam mu koszulkę.
- Ci... Jestem tutaj...- Przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie i pocałował w głowę. Cała się trzęsłam.- Już wszystko dobrze...- Siedziałam na podłodze przez kilka minut zamknięta w uścisku blondyna. Uspokoiłam się trochę.- W porządku?- Kiwnęłam twierdząco głową. Powoli wstałam z pomocą chłopaka. Przetarłam dłońmi policzki pozbywając się ostatnich kropel łez.
- Co to było?- Stanęłam naprzeciwko Nialla, a on chwycił moją twarz w dłonie.
- Nieważne, Hope... To nie był człowiek...- Blondyn mnie przytulił. Chwile stałam zdezorientowana tą całą sytuację, ale ocknęłam się i wyrwałam.
- Jak to nieważne?! To coś chciało mnie zabić!- Blondyn dziwnie się zmieszał.
- Nie zabiłby Cię...
- A Ty skąd to wiesz?!- Teraz był jeszcze bardziej zmieszany. Podrapał się po karku... Skrzyżowałam ręce na piersi i czekałam na jego odpowiedź, która nie nastąpiła. Odwrócił się na pięcie i wyszedł. Zostawił mnie samą, wystraszoną... Usiadłam na krześle i schowałam twarz w dłoniach. To wszystko staje się jeszcze bardziej dziwne. Nie płacz kochanie, otrzyj łzy, dzisiaj jestem ja przy tobie, jutro będziesz ty... Rozglądnęłam się, nikogo nie było. Na policzku poczułam czyjś dotyk. To było całkiem dziwne... Głosy jeszcze zniosę, ale dotyk? Na nowo się popłakałam... Niall mnie zostawił, rodziny nie mam, przyjaciół tym bardziej! Zostałam sama z tym wszystkim... Siedziałam na krześle, a twarz miałam schowaną w ramionach, które leżały na stole. Bycie samotnym boli... Bardzo boli...

-----------------------------------------------------------

No to jestem sobie teraz na wakacjach, więc notka jest napisana wcześniej. Nie będę się rozpisywać i tylko przypomnę o zdjęciach, komentarzach, pytaniach i wszystkim :) Kolejny rozdział pojawi się tradycyjnie 02.08 Już się nie mogę doczekać, aż normalnie napiszę dla Was notkę ^^ Miłych wakacji! <3

sobota, 26 lipca 2014

9. Are you not afraid?

Teraz pozostaje nam czekać na ich powrót. Wyszło na to, że zostałam z Niallem. Reszta gdzieś się nam zgubiła.
Sokoro są chłopaki i jest Nathan, to pewnie większość z tych ludzi, to nie ludzie. A wracając do Horana, to między nami nie jest już tak, jak kiedyś. W sumie nie mam pojęcia dlaczego...
- Dlaczego tu przyszłaś? Skąd w ogóle wiedziałaś o tych wyścigach?- W końcu się do mnie odezwał.
- Znalazłam w necie.- Przecież mu nie powiem, że podsłuchałam rozmowę Louisa!- A poza tym, mam prawo sama decydować, co będę robić i gdzie będę chodzić.
- Mówisz, że to ja się zmieniłem, a jest zupełnie na odwrót... Co się z Tobą stało?
- Nic się kurwa nie stało! Muszę sobie jakoś radzić po tym psychiatryku!
- Przecież nie chcę Ci zrobić krzywdy... Przyjaźnimy się...- Podszedł bliżej mnie, a ja dopiero teraz zorientowałam się, że w mojej krwi płynie dość spora dawka alkoholu. To nie był najlepszy moment na taką rozmowę. Ja to zawsze muszę się wdać w jakieś niepotrzebne dyskusje i to w najmniej odpowiednich momentach. Ale pomimo alkoholu wiem, że już nie potrafię zaufać Niallowi... Nie jestem w stanie tego zrobić.
- Przyjaźniliśmy...- Mruknęłam i odwróciłam głowę w drugą stronę.- Okłamywałeś mnie... O wszystkim wiedziałeś i nic mi nie powiedziałeś... Sama zaczęłam wierzyć w to, że jestem wariatką... A teraz myślisz, że będzie tak jak dawniej?- Pokręciłam przecząco głową i odeszłam. Nie potrafię, nie potrafię tak zwyczajnie udawać, że wszystko jest ok... On został, a ja zwyczajnie poszłam w kierunku mojego domu. Nie chcę tu dłużej zostawać, mam już dość! Humor mi się zepsuł i tyle. Już prawie opuściłam tłum, kiedy zatrzymała mnie czyjaś dłoń.
- Już idziesz?- Odwróciłam się w stronę tej osoby, był to Louis. Uśmiechnął się do mnie.
- Tak, jestem zmęczona...
- Oj no zostań! Nie chcesz wiedzieć kto wygra?- Zaczął się śmiać. Na stówę coś wciągnął... Skrzywiłam się lekko.- Wiem o co Ci chodzi...- Wywrócił oczami, nadal się śmiejąc.- Chcesz też?
- Nie, wiesz? Jakoś potrafię się bawić bez tego... A poza tym, wracam do domu...
- Zostań!- Objął mnie w talii, a głowę oparł o moje ramie. Rozwala mnie to, że on cały czas się chichra!- No zostań, proszę!
- On ma rację, zostań...- Obok nas stanął Niall. Skrzywiłam się, bo nie chciałam jakoś specjalnie z nim rozmawiać.
- Niech wam będzie! A ty mnie puść!- Obróciłam się przodem do Louisa i położyłam dłoń na jego czole, żeby go odepchnąć. Skoczył jak jakiś idiota.
- Jej, Hope zostaje!- Po raz kolejny tego wieczoru wywróciłam oczami. Ciekawe co teraz będę tutaj robiła. Wzięłam od kogoś piwo i odwróciłam się w stronę Lou, którego już nie było. Czyli wracamy do schematu ja i Niall, świetnie!
- Ej no, Hope...- Dźgnął mnie lekko w ramię.- Co się tak dąsasz? Hm? Przecież mnie uwielbiasz!- Byłam dość niska, a Horan pochylił się tak, że byliśmy na równi twarzami.- Wiem, że mnie uwielbiasz...
- Pff, jeszcze czego...
- No chodź, nie gadaj! Zaraz pewnie przyjadą!- Chwycił moją dłoń i zaczął mnie ciągnąć przez ten tłum. Znalazłam się przy drodze, trzymając w ręce kolejne już piwo. Teraz to na stówę nie myślę racjonalnie, ale co tam! Z oddali było słychać warkot motorów! Jest noc, wokół panuje cisza, to ten charakterystyczny dźwięk roznosi się ulicami Londynu i nawet z dużej odległości do nas dociera. Zaraz pewnie będą.
- Jak myślisz, kto wygra? Bo ja chciałabym, żeby wygrał Nat! Nie lubię Harry'ego! Ktoś powinien mu uświadomić, że nie jest najważniejszy...- Zaczęłam nawijać jak najęta, a Niall się ze mnie śmiał. Nagle poczułam jak ktoś wpada na mnie od tyłu. Był to Louis, który objął mnie jednym ramieniem, a Niallera drugim.
- To jak czekacie sobie na Hazzę?
- Ja czekam na Nathana...
- Oj, to jest wiadome, że Harry wygra!- Lou zaczął się śmiać.
- Ile wciągnąłeś?- Zapytał sarkastycznie Niall.
- Tak trochę...- Przerwał na kilka sekund.- Trochę dużo!- I ponownie zaczął się śmiać. Sama nie mogłam już wytrzymać i śmiałam się razem z nim.- A ty coś brałaś, że taka wesoła? Hm?- Tommo zaczął dźgać mnie w brzuch, a że mam tam łaskotki, to mało się nie posikałam.
- No właśnie nie!
- A chcesz? Moja propozycja dalej aktualna...- Louis poruszył śmiesznie brwiami. Kiwnęłam twierdząco głową, na co on dziwacznie się uśmiechnął. Normalnie bym tego nie zrobiła, ale to wszystko przez ten alkohol! Wciągnęłam działkę i wróciłam do Nialla. Harry i Nat byli już na mecie. Wychodząc do nich złapałam kolejne piwo. Zatrzymałam się koło Hazzy, który rozmawiał z Nathanem, a wokół nich stała reszta chłopaków.
- I jak? Kto wygrał?- Uśmiechnęłam się szeroko.
- No przecież Ci mówiłem, że Harry wygra! Jak ty mnie słuchasz!- Krzyknął Louis obok mnie.
- Nie słucham Cię!- Zaczęłam się śmiać, a Tommo razem ze mną. Styles posłał Niallowi pytające spojrzenie.
- Wciągali, a co innego?- Powiedział to tak lekceważąco, że aż dziwnie zabrzmiało.
- Tomlinson, debilu! Dałeś jej?!- Hazz rzucił się na Louisa, a ten podniósł dłonie w geście obronnym.
- Sama chciała...
- Pojebało Cię?!- Zaczęli się bić. No świetnie! Jeszcze tego nam było trzeba! Nathan i Niall próbowali ich rozdzielić, a reszta zamiast pomóc, to stała i gapiła się jakby kurwa nie wiadomo co się działo! Dopiłam ostatnie kilka łyków piwa i wepchnęłam pustą butelkę w ręce Zayna.
- No to wkraczamy do akcji...- Mruknęłam pod nosem. Nat trzymał szarpiącego się Harry'ego, a Niall natomiast równie pobudzonego Louisa. Nie byli w stanie ich utrzymać. Stanęłam pomiędzy tą dwójką, przodem do Hazzy.- Ulżyło Ci?
- Nie wtrącaj się!- Styles wyrwał się Nathanowi.
- Zostaw go!- Teraz byłam pewna, że moje oczy się zmieniły. Normalnie nie panowałam nad tym i nadal nie panuję, ale teraz jestem tego w stu procentach pewna. Harry wywrócił oczami, ale było widać, że trochę się uspokoił.
- Nie będziesz za nim ciągle łaziła! I tak sobie jeszcze pogadamy!
- Bo ja się Ciebie boję...- Mruknął Lou za moimi plecami. Hazz nie wytrzymał i na nowo się rzucił. No prawie... Bo ja stałam mu na drodze... Teraz całkowicie przestałam panować nad tym wszystkim... Liczyło się tylko to, co płynęło w mojej krwi. Nie myślałam ani trochę. Kierował mną alkohol i chyba nic innego. Wspięłam się na palce i wpiłam w usta Stylesa. Lockers położył dłonie na moich biodrach, a później... Tak jakby urwał mi się film...

*Oczami Nialla*

Świetnie! Ta jest naćpana, ten napalony i będą się macać na środku ulicy! No lepiej być nie może, a znając Hope, to jutro nie będzie nic pamiętać! Podszedłem do nich i chwyciłem ją w talii, odciągając od Harry'ego.
- Co Ty robisz?- Odwróciła się w moją stronę.
- Podobno go nienawidzisz, hm?
- Oj no weź! Puść mnie!- Standardowo zaczęła się śmiać. Czyli Hope jest jedną z tych osób, które jak się najebią są mega napalone! Ja to mam szczęście! Znam Harry'ego i wiem, że nie odpuści takiej okazji.
- Puść dziewczynę, jeżeli Cie o to prosi, tak Niall?- Wywróciłem oczami. Wcale nie mam zamiaru tego zrobić, a Hope jakoś specjalnie się nie wyrywa, tylko chichra i tyle.
- Czyli będziesz czerpał satysfakcję z tego, że przespała się z Tobą po pijaku?- Ja nie wiem skąd się we mnie bierze tyle spokoju! Nathan stanął obok mnie i zaśmiał się pod nosem.
- No widzisz, Styles... A myślałem, że stać Cię na więcej...- Mruknął i zwyczajnie odszedł.
- No puść mnie, Niall! Proszę?- Uśmiechnęła się do mnie.- Będę grzeczna!
- Obiecujesz?- Kiwnęła energicznie głową. Puściłem ją, a dziewczyna stanęła obok mnie, nadal się śmiejąc.
- Może odprowadzę Cię do domu?
- Nie...Wiem...- Zaczęłam się bujać w przód i w tył.- Chyba zostanę, ale ty zostajesz ze mną!- Kiwnąłem głową. To nie jest najlepszy pomysł, żeby z nią tu zostawać, ale co ja mogę? Nawet jakbym spróbował siłą, to nie dam rady. Ona tu rządzi, a ja nie mam nic do gadania. Jedynym plusem jest to, że nie jest świadoma tego, co może zdziałać swoimi mocami. Chociaż tyle, bo jakby wiedziała, to żaden z nas nie miałby szans. Hope pobiegła w tłum się bawić, a ja zostałem z chłopakami i czekałem aż się jej znudzi. Popijałem jedno piwo za drugim, ale co tam... Irlandczycy mają moce głowy... Nie wiem ile jej to zajęło, ale w końcu przyszła, nadal wesoła... Z resztą, co ja myślałem, że ona nie będzie pić?!- Idziemy? Chcę iść do domu, Niall...- Zaczęła ciągnąć mnie za rękę. Odstawiłem butelkę i ruszyłem z nią w stronę domu. Jakby któryś się zorientował kim ona jest, jakby coś się jej stało... Ona musi być bezpieczna...- Co ty taki spokojny! Rób coś!- Nie mogłem powstrzymać śmiechu, ona zachowywała się jak małe dziecko.- Przytul...- Zrobiła smutną minkę.
- Nie powinnaś pić, Hope...
- Oj tam!- Sam nie byłem do końca trzeźwy, ale jeszcze jakoś myślałem.
- Nie oj tam, tylko tak!- Sam nie byłem do końca trzeźwy i zacząłem się z niej śmiać.
- Nie przytuliłeś...- Stanęła w miejscu i zaczęłam się na mnie patrzeć z wyrzutem.
- Chodź.
- Nie!- Uśmiechnęła się.
- Pamiętasz Hope, jak nosiłem Cie na barana po tamtej łące i się potknąłem? Wylądowałem twarzą w błocie, a Ty zamiast mi pomóc, to skręcałaś się ze śmiechu?
- Ciężko to zapomnieć.- Sam nie wiem, co mnie wzięło na wspomnienie, ale ta sytuacja strasznie przypomina mi tamtą. Hope też stroiła te swoje artystyczne fochy.
- Chcesz na barana?- Zaśmiałem się, a dziewczyna podbiegła do mnie i wskoczył na plecy. Ruszyłem w stronę domu. Brunetka oparła brodę o moje ramię. Po kilku sekundach pocałowała mnie w policzek i zaczęła coś sobie nucić pod nosem. Doszliśmy na miejsce, a ja odstawiłem Hope dopiero przy drzwiach.
- Dobranoc...- Przytuliłem ją mocno, ale ona chyba nie miała zamiaru puścić. Zacząłem się śmiać.- Pijawko, puszczaj!
- Dobranoc...- Odsunęła się ode mnie. Odwróciłem się, że pójść do siebie.

--------------------------------------------------------------

Kolejny rozdział i notka pisana w tym samym dniu, w którym pisałam notkę z zeszłego rozdziału, czyli 18 lipca. Dlaczego? Bo wcześniej Was nie informowałam, że wyjeżdżam na wakacje i były przygotowania i w ogóle, więc nie miałabym czasu na pisanie notek i sprawdzanie rozdziałów. Dlatego robię to w dzień wolny. Wyjeżdżam jutro w nocy :) Nie macie się czym martwić, bo nie ma mnie tylko tydzień, a rozdziały się pojawią! Pofarbowałam włoski *o* Nie będę już przedłużać. Przypominam o ankiecie, komentowaniu, zdjęciach (Wasza fotka z kartką z napisem "Woman With a Demons" Wysłana na <directioner055088@gmail.com> Mój mail, na który możecie się ze mną kontaktować jest podany po lewej stronie pierwszy zaraz pod nagłówkiem) Pytajcie na Asku. Życzę szalonych kolejnych dni wakacji! Papa <3 A teraz na sam koniec filmik na życzenie Asi, która chciała zobaczyć jak mi mija dzień wakacji :) Niestety byłam za dużym leniem, żeby to zmontować, więc macie kilka filmików :) Kto chce niech nie ogląda  :) I jak mówiłam na nagraniach, jeżeli ładnie skomentujecie, to w vlogu z wakacji znajdziecie mojego brata zakopanego po szyję w piachu :) Miłego oglądania <3






środa, 23 lipca 2014

8. I telling you I hate you, but I'm perfect liar...

Wepchnął mnie z powrotem do środka i przyparł swoim ciałem do ściany. Jego wzrok skupił się na mojej zakrwawionej dłoni. Nie mogłam wydusić z siebie najmniejszego dźwięku. Tym bardziej, że on głupkowato się uśmiechał. Dopiero gdy zobaczyłam Nicka, zrozumiałam, że to ja rządzę tym światem. To ja jestem najmocniejszym ogniwem. Beze mnie, nie ma ich... Zaczęłam się śmiać, co go zdezorientowało.
- I co? Zabijesz mnie? Proszę bardzo... Ja na tym nic nie stracę, co innego wy...- Wywróciłam oczami. Kpiłam z niego! Tak! Jesteś wielka Hope! "No i to mi się podoba!" Usłyszałam głos Nicka.
- Ktoś tu nabrał pewności siebie...
- Co Ty kurwa robisz w naszym domu?! Do końca Cię popierdoliło!- Zza rogu wyszedł Harry, pewnie usłyszał naszą rozmowę, a zaraz za nim przyszli chłopcy.
- Dalej się przy niej upierasz?! Kto tu jest popierdolony?!- Puścił mnie i podszedł bliżej Hazzy, ale nie za blisko. Widocznie się go bał.- Co ta laska ma takiego, że na nią lecisz? Jest taka jak wszystkie inne, z którymi "byłeś"! A bardziej, jest taka jak wszystkie, które przeleciałeś! Wiesz ile daliby za jej krew! Ale nie! Bo wielki pan Styles się zakochał!- Widziałam jak Harry nie wytrzymuje. Zaciskał pięści, żeby w jakikolwiek sposób się powstrzymać. Ja też starałam się powstrzymać... Przed śmiechem! No tylko ja nie potrafię zachować powagi...
- Błagam Cię! Styles ma rację, to ty musisz być popierdolony! Która by go chciała!- Krzyknęłam do tego faceta. Mało się nie posikałam. Łzy śmiechu leciały po moich policzkach. Chwyciłam się za brzuch, który zaczął mnie boleć.- Ale się uśmiałam! Łuhuhu!- Wytarłam łzy i w końcu się wyprostowałam.- A teraz pozwólcie, że skoro macie tu sobie żartować, to ja pójdę do domu, bo jak tak dalej pójdzie, to popuszczę! Styles i dziewczyna! Chyba dmuchana!- Oparłam się o ścianę i zjechałam po niej na podłogę, nie mogąc powstrzymać śmiechu.- Wiesz co, już Cię lubię! Poczucie humoru to ty masz zajebiste!- Wyciągnęłam do niego swoją pięść.- Żółwik! Mój człowiek!- Widziałam, że cała reszta jest nieźle zdezorientowana. Nie wiedzieli nawet czy się odezwać czy nie. Jak już uspokoiłam downa, to wstałam z podłogi.
- Już, skończyłaś?- Zapytał sarkastycznie Harry. Zacisnęłam usta, żeby nie wybuchnąć kolejną dawką śmiechu. Z oczu same leciały mi łzy. Kiwnęłam lekko głową, starając się za wszelką cenę nie roześmiać.
- A tak właściwie, to kim ty jesteś?- Już się uspokoiłam. Ale zapomnieć tego, nie zapomnę!
- Nathan...- Kiwnęłam głową. On mnie zna, to poco się przedstawiać?- Lubisz go wkurzać, no nie?
- Pff i to jeszcze jak! Ty chyba też, co?
- Jego jest łatwo zdenerwować...
- Będziecie tu sobie tak gawędzić?- Harry nadal był wkurzony, a Nat podsunął mi pewny pomysł. Skoro Styles na mnie leci, to czemu by tego nie wykorzystać?
- Aaa, to my już pójdziemy! Co, Nathan? Możemy iść do mnie, pogadamy trochę, co?- Byłam aż nadzwyczaj miła, ale ja mam takie humorki. Tym bardziej, jeżeli mogę wkurwić Stylesa.
- Nigdzie z nim nie pójdziesz...- Wysyczał przez zęby. Prychnęłam pod nosem i odwróciłam się na pięcie, łapiąc Nathana pod rękę. Za to Harry zdążył chwycić mnie za nadgarstek w drugiej ręce. Pociągnął mnie w swoją stronę.- Nigdzie z nim nie pójdziesz...- Powtórzył.
- Bo co? Bo pan Styles jest zazdrosny? Zrobię co zechcę i nikt mi nie będzie rozkazywał, a już na pewno nie ty...- Przygryzłam kokieteryjnie dolną wargę i uśmiechnęłam się chytrze do Harry'ego. Niech nie myśli, że wszystko mu wolno. Chce się bawić w tą grę? Ok... Tylko ja nigdy nie przegrywam... Styles wywrócił oczami.
- Chciałabyś, żebym był zazdrosny...- Prychnęłam pod nosem i odwróciłam się na pięcie. Podeszłam do Nathana i wpiłam się w jego usta. Nie opierał się, też chciał dopiec Stylesowi. Z każdą sekundą nasz pocałunek stawał się bardziej namiętny, aż w końcu się odsunęłam.
- To ja się nie dziwię, że Cię tak bronią...- Zaśmiał się brunet.
- Chodź, pójdziemy do mnie...- Wyszłam z domu chłopaków, a Nat szedł zaraz za mną. Jak tylko przekroczyliśmy próg mojego domu, oboje wybuchliśmy śmiechem.
- To było piękne, mała! Jeszcze nigdy nie widziałem go tak wkurwionego, jesteś wielka!- Przybiliśmy sobie piątkę, nadal nie mogąc powstrzymać śmiechu. Z wroga do przyjaciela. Jestem sprytniejsza niż się im wszystkim wydaje...
- Boże, nic tak nie bawi człowieka, jak wkurwiony Styles... To jak, zostajesz?
- Nie... Jak się dowie, że zostałem, to mi oczy wydłubie...
- Jasne, ale mam nadzieje,że już mnie nie będzie straszył, co?
- Postaram się... Jesteś naprawdę w porządku...- Uśmiechnęłam się do niego.- Bywały o wiele gorsze "wybranki". Byłaby wielka szkoda, gdyby Ci się coś stało... Mam nadzieję, że Nick się spisuje...
- Skąd wiesz o Nicku?
- Mugole go nie widzą!- Powiedział to strasznie niskim głosem i otworzył szeroko oczy. Śmiesznie wyglądał.
- Ktoś tu za dużo Harry'ego oglądał...
- Boże, nie oglądałem Harry'ego!- Zasłonił oczy. Teraz to nie wytrzymałam ze śmiechu.
- Cieszę się z tego powodu i cieszę się również, że ja go nie musiałam w żadem sposób oglądać...
- Mam nadzieję, że do zobaczenia, hm?
- Jasne! Po wkurzamy go jeszcze kiedyś!- Dźgnęłam Nathana w brzuch, a on zwyczajnie wyszedł. Przeszłam w głąb domu. Pierwsze poszłam przemyć dłoń z krwi. Rana nie była jakoś głęboka, po prostu powierzchowne draśnięcie. Było już późno... W sumie mogę pójść spać.

Obudziłam się, ale na pewno nie miałam zamiaru wstawać. Obróciłam się na bok, twarzą w stronę okna.
- Pierdolone słońce!- Syknęłam pod nosem i lekko otworzyłam jedno oko. Zasłony są tak daleko... A czemu by nie... Usiadłam na rogu łóżka i zaczęłam oglądać swoje dłonie. Nigdy nie używałam swoich mocy od tak i obawiam się, że coś spieprzę, ale co tam! Raz się żyje, nie? Tylko jak to zrobić? Czułam się jak mała dziewczynka, która dopiero uczy się jeździć na rowerze. To jest jeszcze gorsze niż wstać i samemu to zasłonić! Wyciągnęłam lekko swoją rękę przed siebie i machnęłam nią w stronę, w którą miała przesunąć się zasłona. Tylko coś tak jakby nie poszło po mojej myśli... Zasłona przesunęła się z taką siłą, że została zwyczajnie wyrwana. Dobrze, że karnisz był cały! Zasłoniłam usta dłonią. Dobra, to nie był najlepszy z pomysłów. Kiedyś się nauczę, przynajmniej będę mogła bronić się przed takimi idiotami, jak Styles.
- Coś ty tu zrobiła?- W sypialni pojawił się Nick.
- Bawiłam się w telekinezę, czy tam psychokinezę, jeden chuj! Będę Hermioną!
- Sądząc po efektach, to Hermioną raczej nie zostaniesz.
- Ej! Nauczę się!- Rzuciłam w niego poduszką, którą złapał.- A teraz to napraw, bo chce spać!
- Ja jestem Twoim opiekunem, nie służącym...- Wywróciłam oczami i na nowo klapnęłam na poduszkę.
- Chcesz, żebym znowu zaczęła używać mocy i żeby dom poszedł z dymem?
- Dobra! Już to naprawiam!- Zaśmiałam się i wbiłam twarz w poduszkę.- Powiedz mi jak to jest, że kiedy nie chcesz, to ci wychodzi, a jak chcesz, to nie bardzo?
- A ja wiem?! Będę musiała poćwiczyć, ale nie w domu...
- To gdzie, przecież wszędzie są ludzie!
- W lesie, tam gdzie spotykałam się z Niallem.
- Nikt tam nie chodzi?- Kiwnęłam przecząco głową i powoli wstałam. Podeszłam do szafy i zaczęłam w niej grzebać.
- Najlepiej zacząć od zaraz!- Wyciągnęłam jakieś ubrania <KLIK> i poszłam do łazienki się ogarnąć. Zjem śniadanko, wezmę szkicownik, jedzonko i tam pójdę. Spędzę tam cały dzień, bo co? Nikt mi nie zabroni! Dzisiaj jest wyjątkowo ciepło, ale w lesie nie powinno być aż tak gorąco. Zeszłam na dół do kuchni i zrobiłam sobie kanapkę. Zjadłam ją i poszłam po torbę sportową. Wpakowałam tam dwa jabłka i kilka marchewek oraz dwie duże butelki wody, do tego szkicownik, węgiel, sepie, ołówek i chyba to by było na tyle. Nie wliczałam już telefonu, który zawsze muszę mieć obok siebie.  Zamknęłam drzwi i obeszłam mój dom, wchodząc do lasu. Szłam powoli, bo w sumie nigdzie mi się nie spieszyło.
- To jak, robimy sobie dzisiaj dzień nauki?- Obok mnie znalazł się Nick, który przez resztę drogi dorównywał mi kroku.
- Kiedyś trzeba... Już nie jestem taka bezpieczna, jak w psychiatryku...
- To jest fakt, ale masz mnie!- Krzyknął entuzjastycznie. Po kilku minutach drogi znaleźliśmy się na polanie. Rzuciłam torbę pod jakiś kamień i wyciągnęłam z niej jabłko. Postawiłam je na tym samym głazie i stanęłam około 2 metrów od niego.
- Co ja mam kurde robić?- Byłam zielona jeżeli chodziło o te sprawy. To brzmi co najmniej dziwnie, przecież się z tym urodziłam, nie ma szans, żebym nie umiała tego robić! Mam to we krwi! (Czujecie to drugie dno tej wypowiedzi?)
- Skup się...- Kiwnęłam lekko głową i poszłam za radą Nicka. Tylko ja i jabłko... Przecież to brzmi idiotycznie! Ale co mogę zrobić? Wyciągnęłam rękę przed siebie skupiając wzrok na owocu. Starałam powoli się je podnieść i chociażby całe odłożyć na ziemię, ale nie! Bo poco?! To było oczywiste, że mi się nie uda! Jabłko poleciało w górę i z impetem spadło na ziemię. Nick zaczął się śmiać.
- Żebyś się nie posikał przypadkiem! To nie jest śmieszne!- Zamachnęłam się, żeby go uderzyć ale stał za daleko. Za to... Prawie dostał jabłkiem w głowę, na szczęście na czas się schylił. Wyprostował się z powrotem i spojrzał na mnie przerażonym wzrokiem.- Teraz, kurwa?!- Krzyknęłam sama na siebie i chwyciłam w dłoń kamień, który leżał przy mojej nodze. Rzuciłam nim z impetem, żeby się jakoś wyładować.
- Widzisz! Jak nie chcesz, to potrafisz! Dajesz jeszcze raz.- Nick usiadł po turecku na trawie.
- Jak tak dalej pójdzie, to nie będę miała czego jeść. Może skoczymy gdzieś po pluszaka? Pluszak się nie rozbije, ani nic mu się nie stanie...
- Chyba, że go rozszarpiesz...
- Myślisz, że będzie aż tak źle?- Skrzywiłam się lekko, a ten tylko zaśmiał się pod nosem.
- Nie, chyba nie.
- To jak?
- Jak chcesz, mi się nie chce wracać...
- A ja wręcz przeciwnie!- Podniosłam torbę z ziemi i ruszyłam w stronę przeciwną do mojego domu. Chce zobaczyć co tam dalej jest. Nie musiałam długo czekać, aż Nick do mnie dołączy. Na początku droga była przyjemna, ale w pewnym momencie z każdej strony były gęste krzaki. Jak już tu przyszłam to nie zrezygnuję! Przecisnęłam się pomiędzy nimi i moim oczom ukazał się piękny obraz. Dość spore pole i kilka drzew w oddali, ale najważniejsze w tym wszystkim było małe jeziorko.- Wracamy!- Krzyknęłam do Nicka i ruszyłam w drogę powrotną.
- Ale dlaczego, gdzie?
- Jadę po płótno, sztalugę i farby! Musze to namalować!- Jeszcze nigdy tak szybko nie szłam. Nick nie mógł za mną nadążyć. Praktycznie rzecz biorą to prawie biegłam. Wpadłam do domu jak poparzona i wbiegłam na górę, żeby się przebrać. <KLIK> Zabrałam pieniądze i telefon i ruszyłam w stronę centrum, gdzie na pewno znajdę sklep z artykułami malarskimi. Głupi papierniczy się nada! Teraz Nicka ze mną nie było, bo kto widział gadać z powietrzem idąc przez miasto. Już prawie byłam przy sklepie, kiedy moją uwagę przykuła pewna postać stojąca w zaułku. Nie chciałam tam iść, bo to mogłoby być niebezpieczne, ale oczywiście ciekawość dała górę. Stanęłam bardziej z boku podsłuchując rozmowę, jak się okazało Louisa i jakiegoś gościa.
- Dzisiaj? Czemu nikt nam nic nie powiedział? Trzeba bronic tytułu, no nie?- Jakiego tytułu?
- Myślisz, że im to jest na rękę, jak przyjedziecie?
- Fakt, to o której i gdzie?
- Dzisiaj o 22.00 na starej drodze, tam gdzie zawsze.
- Jasne, będziemy...- Już powoli kończyli rozmowę, więc szybko odeszłam i skierowałam się w swoją stronę. Ciekawe o czym oni mówili... Poszperam dzisiaj w necie, może będzie jakaś informacja, a jak nie, to zostaje mi ich śledzić. Moja ciekawość nie zna granic... Weszłam do sklepu i zaczęłam się rozglądać. Stanęłam przy wystawie, a przez wielkie okno widziałam przechodzących ludzi. Gdzieś mrugnął mi Louis, który po sekundzie znalazł się w sklepie, czyli musiał mnie zauważyć.- Hej, co ty tu robisz?
- Mogłabym zapytać o to samo...- Odburknęłam. Co innego, gdy jestem sama albo z Nickiem czy Niallem, ale im nie mogę pokazać, jaka jestem. Nie ufam im do końca.
- Ej, Hope... Nie jestem Harrym, nie musisz się na mnie wyżywać...
- Mieszkasz z nim pod jednym dachem, to mi wystarcza...
- To co tu robisz? Malujesz?- Czyli kompletnie mnie zignorował. No ok... Może warto być miłą, może będzie jakąś wtyką?
- Tak, maluję i obecnie pilnie potrzebuję płótna, farb i sztalugi.- Słuchał mnie, ale w między czasie dostał smsa i zdążył go sprawdzić.
- Zostałbym z Tobą, ale mam coś do załatwienia... Do zobaczenia...- Szybko wyszedł. To było co najmniej dziwne, ale oni nie są normalni, tak jak ja... Kupiłam potrzebne mi rzeczy i po drodze zdążyłam jeszcze załatwić mojego misia do ćwiczeń. W razie co kupiłam dwa i poszłam do domu. Droga zleciała mi bardzo szybko, chociaż tyle. Rozpakowałam rzeczy i usiadłam na kanapie z laptopem. Musze poszukać jakiś informacji odnośnie tego dzisiejszego czegoś. W sumie nie było to aż tak trudne jak myślałam. Jedno z dość znanych forów aż huczało o dzisiejszym, nielegalnym wyścigu, gdzie swojego tytułu ma bronić sam Harry Styles! W sumie zaskoczenie nie duże, ale mam pomysł. Niby czemu się tam nie wybrać? Skoro przyjdzie tam Styles i cała reszta, to znaczy, że może nie wszyscy będą zwyczajnymi ludźmi? Pójdę tam! Zamknęłam laptopa i wstałam. Zaczęłam zbierać potrzebne rzeczy, bo najpierw idę malować. Misia dzisiaj odpuszczam, nie mam na to siły i przede wszystkim nerwów! Wyszłam z domu i skierowała się w wyznaczone miejsce. Jakoś przeszłam przez te krzaki i rozłożyłam się ze sztalugą. Trochę mi to zajmie... Akurat, żeby wyrobić się na ten wyścig. Dokładnie odtwarzałam otaczający mnie krajobraz. Natomiast dałabym sobie rękę uciąć, że ktoś mnie obserwował. Teraz jakoś bardzo się tym nie przejmuję... Skończyłam malować i zaczęłam zbierać farby i inne duperelki.
Teraz to donieść do domu, przez te krzaki! Świetnie Hope! Naprawdę myślisz tą swoją makówką! Trudno jakoś damy radę. Najwyżej znowu użyję moich "genialnych" mocy i wszystko wyleci w powietrze! Puff! No dobra jakoś się przedostanę nie uszkadzając mojego dzieła. Skierowałam się w stronę krzaków i przeszłam wzdłuż nich, żeby znaleźć jakąś lukę, czy może przejście! To by było wspaniałe! Przejście w tych krzaczorach! Znalazłam dość sporą lukę i przecisnęłam się przez nią. Na szczęście nic się nie stało z moim obrazem! Jestem wielka! Skierowałam się w stronę domu. Teraz szłam trochę wolniej uważając na każdy krok. Jakbym się potknęła, tobym się chyba zabiła! Jakimś cudem dotarłam do domu. Na środku salonu postawiłam sztalugę i na niej obraz. Będzie sobie sechł, a ja za ten czas zobaczę czym zajmują się nasi chłopcy. Weszłam po schodach na górę i zaczęłam grzebać w szafie. Muszę znaleźć coś w czym będę wyglądać co najmniej normalnie. Chociaż tyle, że jest dzisiaj ciepło i nie będę wyglądała jak bałwan. <KLIK> To będzie idealne! Już widzę minę Stylesa jak mnie zobaczy! Haha! Jestem nienormalna ;-; Ubrałam się i jakoś umalowałam. Dochodziła 21.00 Wyścig zaczyna się o 22.00 Więc chyba mogę być tam wcześniej? Pozbierałam najpotrzebniejsze rzeczy i zeszłam na dół. Przeglądnęłam się jeszcze w lustrze.
- Wychodzisz?- Nick stanął obok mnie. Nie widziałam jego odbicia w lustrze.
- Tak...
- Gdzie?
- Na nielegalny wyścig...
- Jesteś niegrzeczna Hope! A gdzie ta ułożona dziewczynka, która wszystkim pomagała?
- Grzeczne dziewczynki nic nie osiągną w tym świecie...- Mruknęłam i wyszłam z domu. Powoli zaczęłam kierować się w stronę opuszczonej drogi koło lasu. W miarę wiedziałam gdzie to jest. Muszę sobie załatwić samochód czy chociażby rower! W sumie droga nie może być opuszczona, co najwyżej nikt po niej nie jeździ. Byłam już mniej więcej w połowie trasy, kiedy minęło mnie pięć motocykli. Dam sobie rękę uciąć, że to chłopaki! Widziałam już w oddali jakieś światła, a do moich uszu zaczęła docierać muzyka. Doszłam na miejsce i ktoś od razu wepchnął mi butelkę piwa w rękę. To się nazywa impreza! Zaczęłam przeciskać się przez ludzi, żeby zobaczyć kto jest na starcie. Co chwila popijałam po łyku piwa. Jakoś dotarłam do startu i zobaczyłam Harry'ego przy motorze, a wokół niego chłopaków. Gadali o czymś... Nie zauważyli mnie...
- Hope?!- Przede mną stanął Nathan.- Co ty tu robisz?!- Muzyka była bardzo głośna i musieliśmy krzyczeć sobie do uszu, masakra... Zraz! Skąd tu muzyka?!
- Przyszłam sobie!
- To nie jest odpowiednie miejsca dla...- Na chwilę się zaciął.- Dla Ciebie...
- Nie panikuj, chcę zobaczyć, jak daje sobie radę Styles! Podobno ktoś chciał go pokonać czy coś tam...
- Ty to obeznana jesteś, co?- Nat zaśmiał się i obrócił w stronę gościa, który szedł za nim trzymając w ręku dwa piwa. Zabrał mu je i posłał głupi uśmieszek. Jedną butelkę podał mi.
- Startujesz?
- Tak właściwie, to ja mam zamiar pobić Stylesa!
- Świetnie! Kibicuję Ci!- Upiłam łyk piwa.
- Chcesz zobaczyć mój motor?- Uśmiechnął się lekko.
- Jasne, czemu nie!- Ruszyliśmy w stronę jednego z motocykli przy których nikt nie stał. Minęłam chłopaków, nadal kierując się za Nathanem. Wiedziałam, że chłopaki mnie zobaczyli, bo specjalnie uśmiechnęłam się do nich wyzywająco. Podeszłam z Nathanem do maszyny, a zaraz za nami przyszli chłopcy.
- Co Ty tu robisz, Hope?! Pogięło Cię!- Niall zaczął się na mnie drzeć. Uśmiechnęłam się szeroko i podeszłam bliżej niego.
- Dam sobie radę!- Cmoknęłam go w policzek.- Wy też startujecie, czy tylko szanowny pan Styles?
- Tylko on...- Odpowiedział za nich Nat.
- A reszta?
- Można powiedzieć, że dzisiaj jesteśmy w asyście.- Zayn stanął obok mnie.
- Wygraj to Nat!- Rzuciłam się na niego i mocno przytuliłam, widząc że reszta już się powoli ustawia.- Idę stanąć z boku!- Pomachałam mu i ruszyłam w stronę ludzi. Nawet nie zauważyłam, że Harry idzie za mną. Zatrzymał mnie w połowie drogi. Pochylił się nade mną.
- Lubię jak próbujesz wywołać u mnie zazdrość...- Mruknął mi do ucha, a ja tylko wywróciłam oczami. Ustawiłam się z boku dopijając resztkę piwa. Od jednego gościa wzięłam następne i czekałam, aż wystartują. Wszyscy ustawili się na miejscach, a obok mnie znalazła się reszta chłopaków. Po kilku minutach wystartowali.

------------------------------------------------------------

Na początek tak z góry. Obraz jest wykonaniem mojego dziadka! I między nami, to perfidnie go wykorzystam XD Mamy zamiar w najbliższym czasie się przeprowadzać i w ogóle, a jak już się przeprowadzimy, to dziadziuś namaluje mi obraz chłopaków, albo któregoś z chłopaków :3 Niecny plan, a on biedaczek nie będzie miał wyboru :( I teraz coś co Wam powiem w tajemnicy XD Tą notkę piszę w dniu 18 lipca. Trochę wcześnie, ale co tam :) Grunt, że jest! WYSYŁAJCIE MI TE ZDJĘCIA MISIAKI! Dla niewtajemniczonych chodzi o Waszą fotkę z kartką z napisem "Woman With a Demons" Na adres <directioner055088@gmail.com> Podany jest również w informacjach u góry po lewej, zaraz pod nagłówkiem. Komentujcie, zdawajcie pytania na Asku. Nie czepiam się o komentarze, bo wakacje i inne takie. Ludzie odpoczywają, a możliwe, że Wy czytacie rozdział na plaży czy coś, więc na razie się nie czepiam, ale później pewnie zacznę XD Takie moje humorki. No to co? Wybawcie się przez te kolejne dni wakacji! Jakieś ognisko? Może nad wodę? Chętnie wpadnę XD Do następnego, Mordki <3 Czekaj! Ja się patrzę na datę, kiedy będzie opublikowany ten rozdział, a tu 23 lipca! To wypada jeszcze powiedzieć coś o Naszej rocznicy! <3 4 Latka, chyba się popłaczę ;-; Nie wiem jak Wy, ale ja mam taką schizę, że z każdym następnym rokiem, miesiącem, dniem, godziną, minutą, sekundą zamiast cieszyć się, że chłopcy nadal grają, to co ja robię?! Uświadamiam sobie, że jesteśmy coraz bliżej końca ich kariery. Nienormalna jestem, wiem ;-; Wiem, że będą jeszcze długo grali, a przynajmniej mam taką nadzieję, ale koniec i tak kiedyś nastąpi. <3 Ale Directioners jest się całe życie. Z idola się nie wyrasta, tylko z idolem się dorasta <3 Nie muszę być z nimi od początku, ale ważne, że do końca. Miałam taki okres, że szukałam "swojej" muzyki i przez miesiąc byłam wielka fanką GrubSona, później dwa miechy z MattyB Raps czy jakoś tak, już nawet nie pamiętam, później był Manu Rios, aż w końcu w magiczny sposób do One Direction. Po prostu byłam "wielką fanką" na kilka miesięcy. Jak spotkałam się z 1D to sama byłam przekonana, że na kilka miesięcy, tak jak to było, ale jednak nie. Jestem z nimi już rok i ok. 3 miesiące i jestem dumna. Dumna z chłopaków, dumna z sióstr i braci i oczywiście dumna z siebie. Nie znudzili mi się i nigdy nie znudzą, bo zajęli specjalnie miejsce zarówno w moim sercu, jak i gdzieś w mojej psychice. Zostaną tam na zawsze <3 Nawet jak będę starą pomarszczoną babcią, to kiedyś sobie przypomnę jak to fajnie były, kiedy uśmiechałam się na ich widok. Wystarczył głupi napis Harry w książce, Louis w sklepie, Zayn na szyldzie, Niall, a dokładniej wystarczyło "Nail" na lakierze do paznokci, Liam gdzieś w internecie, ich plakat, zdjęcie, piosenka i za każdym razem się uśmiechałam, bo wiedziałam ile dla mnie znaczą. Jezu! Najdłuższa notka na świecie! Nie zdziwię się jak porzuciliście mnie już w połowie. Ale podsumowując. Ja ten wyjątkowy dzień spędzę z bff w kinie <3 I na pewno na każdym kroku chociaż w tym jednym dniu, będą mi towarzyszyć cały czas. No to kończę i życzę świętowania <3 Trochę się popłakałam, ale trochę XD Jak ja dzisiaj usłyszę Story of my life, to nie odpowiadam za powódź!


MIAŁ BYĆ FILMIK, ALE BĘDZIE W SOBOTĘ <3 Asia :)

sobota, 19 lipca 2014

7. I'm a fucking monster!

Widziałam to zdziwienie w ich oczach i nic nie mogłam powiedzieć. Poco ja to zrobiłam?!
- Hope...- Niall wyrwał się Harry'emu i podbiegł do mnie. Czułam się okropnie... Ja nigdy nie używałam swoich mocy... Starałam się o nich zapomnieć, a teraz? Nialler chciał chwycić moją twarz w dłonie, ale ja się odsunęłam.- Ej, Hope...
- Wyjdźcie stąd...
- Nie rozkazuj mi!- Krzyknął Harry. Nadal miał ciemne oczy i było widać, że jest wściekły.
- Powiedziałam...- Podeszłam bliżej niego i stanęłam z nim twarzą w twarz.- Wyjdź.stąd.
- Wiesz, że się Ciebie nie boję...- Przejechał palcem po moim policzku.
- A powinieneś...- Nigdy nie pozwalałam swojej "ciemnej" stronie na aż takie ujawnienie. Nie wiedziałam co się może ze mną stać. Jedyna rzecz, do której kiedyś dopuściłam to dziwna zmiana koloru oczu.

Szłam powoli przez szkołę, wsłuchując się w szepty ludzi. Dzień wcześniej postanowiłam, że przekonają się kim jestem i do czego jestem zdolna. Usłyszałam dzwonek na lekcje. Skierowałam się do klasy, w której miałam matematykę- pierwszą lekcję. Nauczycielka się spóźniała, więc reszta klasy zaczęła biegać po całej sali i robić różne głupie rzeczy. Ja wolałam powtórzyć materiał, bo babka od matmy to straszna żyleta, więc jak nie odpowiem jej na jedno pytanie, to jedynka i uwaga murowane. Wtedy byłaby awantura w domu, a ja mam już dość problemów.
- Te! Kujon!- Dostałam jakąś papierową kulka w głowę. Odwróciłam się szybko i zobaczyłam uśmiechniętą Caroline.
- Czego chcesz?- Odpowiedziałam obojętnie, zupełnie się nią nie przejmując.
- No, no, no...- Usiadła na krześle zaraz obok mnie.- Widzę, że ktoś nabrał pewności siebie. Jeszcze Ci się ten humorek zmieni...- Wstała powoli i wyszła z sali. Z czystej ciekawości ruszyłam za nią. Znalazłam Caroline stojącą na środku korytarza. W ręce miała mój telefon. Zupełnie nie wiedziałam skąd go ma! Musiała mi go wyciągnąć z kieszeni bluzy, kiedy usiadła obok mnie. Telefon był wtedy najważniejszą dla mnie rzeczą. Dzięki niemu mogłam przez cały czas kontaktować się z Niallem, a miałam tylko jego. W telefonie miałam najbardziej osobiste informacje! A ona ma go teraz w swoich łapach. Na jej twarz wkradł się głupi uśmieszek.
- Masz tu bardzo ładne zdjęcia z tym Twoim Niallem...- Podeszła bliżej mnie.- Myślisz, że ktoś taki jak on, zainteresuje się Tobą? Nie masz u niego szans!- Zaśmiała się pod nosem.- Ciekawe co powiesz na to...- Rzuciła mi mój telefon. Miałam na nim jedną wiadomość, zapewne od niej. Nie wiedziałam o co może chodzić, ale zobaczyłam co to jest. Moim oczom ukazało się zdjęcie Caroline i Nialla, jak się całują. Zabolało... Nialler był dla mnie bardzo ważny, a teraz? Nie to, że byłam w nim zakochana, tylko to, że nawet mój największy wróg dał radę przeciągnąć go na swoją stronę, to bolało... Rzuciłam telefonem o ścianę, co spowodowało, że rozbił się na kilka kawałków. Caroline śmiała się ze mnie, ale ja dałam się ponieść emocją. "Możesz ją skrzywdzić..." Usłyszałam głos Nicka. Poniosło mnie. Podeszłam do niej, stając z nią twarzą w twarz. Widziałam, że się boi. W jednej sekundzie chciała zacząć krzyczeć.
- T-t-twoje oczy...- Wydukała. Nie wiedziałam o co chodzi, więc zostawiłam ją w spokoju, pozbierałam telefon i pobiegłam do łazienki. Były lekcje, a Caroline wystraszona wróciła do sali, więc byłam sama. Podeszłam do lustra. Moje oczy były czarne. Całe białko, jak i tęczówka oraz źrenica były kruczoczarne. Sama się wtedy wystraszyłam. Mrugnęłam kilka razy i za którymś moje oczy wróciły do normy. Nie wróciłam na lekcje. Uciekłam na łąkę...



Teraz nie wiem czy moje oczy są normalne czy nie, nie czuje tego. Nie chcę narażać ani Nialla, ani nikogo innego. A najgorsze jest to, że nie potrafię panować nad swoimi mocami.
- Nie sądzę...
- Spierdalaj!- Krzyknęłam i pokazałam palcem drzwi, które pod wpływem ruchu mojej ręki same się otworzyły. W rogu pokoju zobaczyłam uśmiechającego się Nicka. Nie wiem dlaczego tak bardzo lubi, kiedy krzywdzę innych, kiedy jesteś świadoma swoich możliwości i je wykorzystuje. Wiem, że karmi się mną, ale czym konkretnie? Może właśnie tym? Może krzywdą ludzką? Na swoim ramieniu poczułam dłoń Nialla, który pociągnął mnie w swoją stronę. Stałam z nim twarzą w twarz, tak samo jak wcześniej z Harrym.
- Popatrz na mnie, Hope.- Nie odpowiedziałam tylko wykonałam jego polecenie.- Uspokój się, on mi ani Tobie nic nie zrobi, tak?- Przytulił mnie mocno, a ja wreszcie zaczęłam nad sobą panować. Odsunęłam się od blondyna i chciałam spojrzeć mu w oczy, ale on odwrócił wzrok.
- Co?
- Zamknij oczy...- Wydukał nadal patrząc się w ziemię.
- Ale dlaczego?- Pokazał palcem na lustro, które wisiało na ścianie. Znowu to samo, czyli dopiero teraz się zmieniły... Sama się bałam, bo nie mogłam nad tym panować. Wiedziałam tylko o niektórych swoich zdolnościach, a i tak nie mogłam nad nimi zapanować! A reszta? Tym bardziej nie wiem co mam robić! Nie wiem dlaczego zmieniają mi się oczy, nie wiem jaką to ma "funkcję".
- Zamknij oczy...- Powtórzył bardziej stanowczo.
- Ale...
- Chce Ci pomóc, tak?!- Nadal na mnie nie patrzył. Wykonałam jego polecenie.
- Już...
- Policz do trzech i otwórz.- Nie wiem jak ma mi to pomóc, ale nie wnikam. Policzyłam do trzech i powoli otworzyłam oczy. Spojrzałam w lustro, a mój wzrok był normalny. Teraz zorientowałam się, że Niall nawet się nie bał. Może Nick ma racje? Może oni są inni? Ale, że ja się wcześniej nie zorientowałam?
- Jak ty to?
- Nieważne, Hope...- Przytulił mnie, a ja przeniosłam wzrok na Harry'ego. Jego tęczówki nabrały bordowego koloru i nie wyglądał ma specjalnie spokojnego. Znam się na tym... Patrzyłam mu prosto w oczy i przeszłam do kuchni, skąd wzięłam nóż. Wróciłam do salonu i stanęłam na przeciwko Hazzy.
- Co ty robisz?- Niall znalazł się obok mnie, a Styles głupio się uśmiechnął. Przejechałam nożem po wewnętrznej stronie dłoni, następnie mocno ją ściskając, co spowodowało, że krew kapała na podłogę. Dokładnie obserwowałam reakcję Harry'ego. Z tym swoim głupim uśmieszkiem podszedł do mnie i chwycił moją dłoń unosząc ją do góry, mniej więcej na wysokość swoich ust. Kilka kropel wylądowało na jego wargach, a on je zlizał. Westchnął cicho i zamknął ma chwile oczy.
- Nie wiesz co robisz...- Wyszczerzył się do mnie.
- Zawsze wiem co robię...
- Tyle stworzeń chce mieć chociaż krople twojej krwi, a ja mam ich dość sporo i to jeszcze od tak... Radzę Ci, nie prowokuj wampira, bo kiedyś mogę się nie powstrzymać...
- Dawaj...- Uśmiechnęłam się i spojrzałam za jego ramię, gdzie stał Nick. On nigdy w życiu nie pozwoli mu mnie tknąć.
- Nie mogę...
- No właśnie... Wiedziałam, że z Tobą jest coś nie tak, że wy jesteście inni... Prawda Irish?- Odwróciłam się w stronę Nialla, który stanął jak wryty, kiedy usłyszał ostatnie słowo.- Daj spokój, Niall... Nie jestem głupia, umiem łączyć fakty... A zaraz się dowiemy, kim jest reszta.- Wyszłam z domu i skierowałam się do chłopaków. W jednej ręce nadal miałam nóż, a z drugiej sączyła się krew. Nialler i Harry ruszyli zaraz za mną. Kiedy miałam wchodzić do środka czyjaś ręka chwyciła mój nadgarstek i nie pozwoliła mi na to. Byłam przekonana, że to Niall, ale jednak nie, Harry...- Co?!
- Nie powiesz im...
- Niby dlaczego?!
- Dowiedzą się kim jesteś...
- A co?! Jesteście za głupi, żeby to wyczuć?- Zaśmiałam się pod nosem i weszłam do środka. Stanęłam na środku salonu, gdzie siedziała reszta chłopaków.- Kim jesteście?- Walnęłam prosto z mostu. Louis podniósł się gwałtownie i podszedł do mnie. Tuż obok mnie znalazł się Styles i Nialler. Harry'emu ten głupi uśmieszek nie schodził z twarzy.
- Ona...- Zaczął Louis, ale po chwili urwał.
- Kim jesteście, do cholery?!- Wbiłam nóż w blat stołu i wróciłam na środek pokoju.- Mów...- Podeszłam do Louisa i stanęłam z nim twarzą w twarz. Wiedziałam jak bardzo przenikliwy potrafi być mój wzrok.
- Ona wie, nie musicie się ukrywać. Co więcej...
- Ona jest wybrana...- Dokończył za Harry'ego Louis i odsunął się kilka kroków w tył. Nie musiałam długo czekać, aż zobaczę kły chłopaka. To samo stało się z Zaynem i Liamem, czyli tylko Niall jest tu zwierzaczkiem.
- Jakim cudem ja się nie zorientowałam?! Przecież kurwa głupia nie jestem!- Zaczęłam gadać sama do siebie. Kompletnie zignorowałam chłopaków, którzy patrzyli się na krew kapiącą z mojej dłoni.
- Niall...- Zaczął Liam.- Znałeś ją wcześniej, dlaczego nam o tym nie powiedziałeś?
- Ja...- Blondyn się zająknął. Li ma rację.
- Wiedziałeś od początku! Dlaczego nie powiedziałeś kim jesteś?! Sama zaczynałam wierzyć, że jestem wariatką, a dowód na to, że tak nie jest miałam pod ręką! Okłamywałeś mnie! A ja myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi! Byłeś jedyną osobą, której ufałam! Jak mogłeś mi to zrobić?!- Krzyczałam na niego, nie przejmując się obecnością reszty. Okłamywał mnie... Wiedział o wszystkim, a nie był w stanie nic mi wytłumaczyć. Odwróciłam się na pięcie i skierowałam w stronę wyjścia. Otworzyłam drzwi, ale w progu stał on... Wepchnął mnie z powrotem do środka i przycisnął do ściany. Jego wzrok skupił się na zakrwawionej dłoni.

---------------------------------------------------------

Kolejny niezbyt długi, ale co zrobisz? Nic nie zrobisz! (Kocham to! xd) Zauważyłam, że teraźniejsze rozdziały nie są aż tak długie jak te pierwsze. Nic na to nie poradzę, bo muszę ucinać w odpowiednich momentach. U mnie wakacje jakoś tam lecą. Przyszły mi pianki koloryzujące czerwona i niebieska, więc będziemy się farbować! XD Poza tym wreszcie postanowiłam wziąć się za siebie. Mam nogi jak balerony i jestem tłustą świnią xd Więc zaczynam zdrowe odżywianko i ćwiczenia. Chodzi mi głównie o nogi, więc zaczęłam to sławne coś "Miley Cyrus Workout: sexy legs" I muszę powiedzieć, że po pierwszym razie miałam takie zakwasy, że nie mogłam normalnie siedzieć! Bolała mnie dupa, uda, łydki! Wszystko! A o chodzeniu po schodach już nie wspomnę... Jeszcze do tego biegam. Poza tym ja, wstająca codziennie o 10-11, w niedzielę o 6 rano jedę w góry na zbieranie borówek ^^ Jak na mnie to ogromny wyczyn. Mam dość swojej figury, więc trzymajcie za mnie kciuki, żebym dała radę. Czyli podsumowując, wakacje na sportowo. Musze być chuda, bo przed bff popadam w kompleksy ;-; Ale normalnie się o siebie martwię ;-; Jadłam jak Niall, 24h na dobę, a ostatnio zjadłam praktycznie tylko marchewkę i myślałam, że się zrzygam ;-; To jest straszne! Dobra! Trzymajcie za mnie kciuki :3 Jak tam Wasze wakacje? I gdzie są moje fotki na Aska? Miłych kolejnych dni laby <3 Do następnego, Misiaki! <3