piątek, 6 marca 2015

42. "Jestem z nią związany, ja to ona."

- Chce rozmawiać z Harrym! Nie mam najmniejszej ochoty ćwiczyć, słyszysz?! Louis! Mnie jest dobrze, tak jak jest! Nie muszę panować na tym czymś! Ja nawet nie chcę!- Krzyczałam na chłopaka, który stał przede mną razem ze swoim przyjacielem.- Nie rozumiem dlaczego Harry miałby kazać wam mnie trenować!
- My też nie rozumiemy.- Mruknął Liam i podszedł do mnie.- Hope, skoro kazał, to znaczy, że uważa, że jest ci to potrzebne. Może coś się stać, a może Harry chce, żebyś mogła w końcu być niezależna.
- Harry tego nie chce.- Fuknęłam. Po nim spodziewałabym się wszystkiego, ale nie tego, że chce mnie wypuścić. Nie ma takiej opcji.- Chcę z nim porozmawiać.
- Hope, proszę!- Louis stanął tuż obok mnie, kładąc mi dłoń na ramieniu.- To przecież nic strasznego, tylko dwie godzinny dziennie. Szybko przeleci i będzie po wszystkim. Nie będziemy cię okładać patykami, jak ostatnio.
- Nie?
- Nie.- Liam szeroko się uśmiechnął.- Zaczniemy od czegoś łatwego, czegoś co masz już prawie opanowane.
- Od czego?- Zaciekawiłam się.
- Od ognia!- Krzyknął Lou i zaczął się dziwnie śmiać. Rzeczywiście, ogień jest jedną z tych mocy, które potrafię zrozumieć. Doskonałym przykładem jest to, że potrafiłam go wykorzystać w podziemiach.
Rozglądnęłam się i zobaczyłam, że Tomlinson i Payne rozkładają wokoło kupki siana. Zmarszczyłam brwi. Mam podpalać siano? To ma być trening?
- Gotowe!- Obaj bruneci znaleźli się tuż przede mną, szeroko się uśmiechając.- Zaczynamy!
- Powiedz Hope, jak na ogół sprawiasz, że...
- Płonę?- Dokończyłam za Liama. Kiwnął energicznie głową, a ja złożyłam dłonie ze sobą, rozkładając je z powrotem, aby mogły zapłonąć żywym ogniem. Czerwono, pomarańczowe płomyki tańczyły na mojej skórze. Czułam przyjemne ciepło, ale nie poparzenie.
- Świetnie, te...
- To cię nie boli?- Louis przerwał wypowiedź Payne'a, pochylając się nad moimi dłońmi. Pokręciłam przecząco głową i wpadłam na szalony pomysł.
- Daj rękę.- Stwierdziłam, chcąc chwycić dłoń bruneta, ale ten odskoczył do tyłu.
- Nie! Oparzysz mnie!
- No nie bój się, tylko daj.- Louis spojrzał na Liama, a ten kiwnął niezrozumiale głową. Ostatecznie ten starszy podszedł do mnie, niepewnie wyciągając rękę w moją stronę. Wzięłam głęboki oddech, oby się udało. Nie wiem czy to potrafię, ale czuję, że nie mogę mu zrobić krzywdy. Chwyciłam jego rękę w swoje płonące dłonie, a z ust niebieskookiego wyrwał się cichy pisk. Nie był on spowodowany bólem, ale paniką. Trzymałam jego rękę i oboje płonęliśmy, ale żadnego z nas to nie bolało.
- Udało się!- Pisnęłam.
- To znaczy, że nie wiedziałaś, że to możesz?!
- Nie.
- Mogłaś mnie poparzyć!- Wyrwał się.- Chciała mnie podpalić, Liam! Powiedz jej, żeby tak nie robiła!- Wyżalił się koledze, który tylko wybuchnął śmiechem. Sięgnął do tylnej kieszeni, wyciągając z niej ładny, żółty kwiatek. Rzucił go do mnie, a ja ścisnęłam roślinę w dłoni i sypnęłam popiołem na ziemię.
- Świetnie.- Stwierdził.- Umiesz coś jeszcze?
- Nie, tylko tyle.- Stwierdziłam.
- Mam pomysł.- Liam podszedł do mnie i pokazał palcem na kupkę siana, która leżała jakieś kilkanaście metrów od nas.- Skup się...- Zaczął do mnie mówić i stanął tuż za mną, kładąc ręce na moich ramionach.- Oddychaj powoli...- Kontynuował.- Pozwól, żeby to cię ogarnęło, dobrze?- Wykonywałam jego polecenia. Czułam zbierające się we mnie ciepło.- Patrz na kupkę siana, chcesz, żeby spłonęło.- Mimo jego słów, zamknęłam oczy, zaciągając się świeżym powietrzem. Tlen wypełnił moje płuca, dostarczając dodatkowej energii. Czułam jak ciepło przechodzi z moich dłoni, aż po ramiona. Czułam jak moje ciało, aż po same stopy, ogarnia to uczucie. Kolejny wdech i postanowiłam otworzyć oczy. Jednak siano się nie paliło. Do moich uszu dotarł stłumiony krzyk Louisa.
- Hope, ty się palisz!- Pisnął, skacząc w miejscu i pokazując na mnie palcem. Spojrzałam na swoje dłonie, jadąc wzrokiem po ramionach. Stopy, nogi, brzuch, cała płonęłam.
- Ratunku! Zróbcie coś!- Zaczęłam panikować i krzyczeć równie głośno, jak Louis. Zanim się obejrzałam, biegałam spanikowana w kółko.- Louis! Liam, zajebie cię! Pomocy! Palę się!- Histeryzowałam.- Zaraz!- Zatrzymałam się gwałtownie, patrząc na moich trenerów.- Nie boli.
- Hope, twoje ubrania...- Wydukał Lou, patrząc na mnie. Teraz wcale nie panikował. Co? Ubrania?!
- Ubrania!- Krzyknęłam i zaczęłam klepać, palące się leginsy, a raczej to co z nich zostało. Kątem oka, próbując się ratować przed zostaniem nago, zobaczyłam, jak Li biegnie z jakimś kocem. Świetnie! Chciałam go od niego zabrać, ale ten mi na to nie pozwolił.
- Musisz się uspokoić!- Wrzasnął. Spiorunowałam go wzrokiem i wyrwałam koc, owijając się nim. Usiadłam na ziemi, piorąc głęboki wdech. Chłód wreszcie zaczął do mnie docierać. Westchnęłam, chowając twarz w dłoniach.
- Wiesz, że zostałaś prawie nago przed chwilą i...
- Zamknij się, Louis!- Skarcił go Payne. Wstałam powoli, ciaśniej owijając się kocem.
- Nie cierpię tego treningu.- Stwierdziłam.
- To był tylko jeden wypadek, nie zniechę...
- Stałam prawie nago przed całym zamkiem! Jakby się Niall o tym dowiedział, to by was za jaja na płocie powiesił! Już nie wspominając o Harrym! Kiedy w końcu zrozumiecie, że ja się do tego nie nadaję?!
- Idź się przeprać i wracaj.- Stwierdził bezuczuciowo Liam. Warknęłam, tupiąc przy tym nogą. Muszę iść się ubrać.

~Niall~

Najpierw poszedłem do sklepu, bo stwierdziłem, że po rozmowie nie byłbym w stanie. O ile ona w ogóle nadejdzie. Jednak gdyby tak się stało, to coś może pójść nie tak, a nie chcę iść wkurwiony do supermarketu po lody i tampony. Swoją drogą mina kasjerki była bezcenna.

Zabrałem wszystko, o co prosiła mnie Hope i powoli poszedłem do kasy. Wyłożyłem produkty na taśmę, a wtedy średniego wzrostu brunetka spojrzała na mnie, podnosząc jedną brew. Przekręciła głowę, robiąc dziwną minę. Skasowała pierwszy produkt, czyli litrowe opakowanie lodów, potem tampony, czekoladę i podpaski. Włożyła wszystko do siatki i podała wyznaczoną sumę.
- Proszę.- Podałem jej pieniądze i czekałem na resztą.
- To dla pana dziewczyny?
- Nie, dla córki.- Rzuciłem, śmiejąc się pod nosem. Wtedy zdziwiła się jeszcze bardziej.
- Ma pan dzieci?
- O taaak! Taką jedną dziewiętnastoletnią brunetkę, która ciągle truje mi dupę.
- Może to niegrzeczne, ale ile ma pan lat?- Skrzywiła się.
- Prawie dwadzieścia dwa.- Wzruszyłem ramionami, a kasjerka kaszlnęła.
- To pan...
- Żartowałem.- Zaśmiałem się.- Tak, to dla dziewczyny. Miłego dnia!

Jej mina naprawdę była zabawna. Teraz jestem w domu Hopie. Znalazłem jakąś torbę, do której pakuje jej ubrania. Lody są w zamrażarce dziewczyny, żebym tylko o nich nie zapomniał. Poskładałem kilka koszulek i spodni dla Hope, a potem znalazłem półkę z bielizną i również wrzuciłem kilka par. Jedyne co mnie przerażało, to fakt, że było już po dwunastej, a Nick nie przyszedł. Czyli jednak jest tak bardzo zepsuty, jak jego brat? Mój wyczulony słuch, usłyszał ciche, dla innych bezszelestne, kroki. Odwróciłem się i zobaczyłem te kruczoczarne włosy i wbite we mnie jasnoniebieskie tęczówki. Miał dziwny wyraz twarzy i nie bardzo wiedział, co ze sobą zrobić. Zapiąłem torbę, rzucając ją na łóżko.
- Przyszedłeś.- Mruknąłem.
- Coś stało się Hope? Dlaczego przyszedłeś do Avana? Coś jest z nią nie tak?- Przeszedł do rzeczy.
- Martwisz się o nią?
- Ja wiem jak to wygląda i jak zawsze wyglądało, ale...
- Wiesz, że Avan się ciebie boi?- Przerwałem mu. Spojrzał na mnie dziwnie i z lekkim niedowierzaniem.
- Jak to... boi?
- Avan trzyma cię pod kluczem i tobą manipuluje, bo boi się, że z pomocą Hope przejmiesz jego miejsce.
- Zasiądę na tronie?
- A to byłaby zagłada dla jego zasad.- Mruknąłem. Nick pożerał mnie wzrokiem. Nie wierzył w to, co powiedziałem, ale taka była prawda. I wymyśliłem to w drodze z ich zamku. Hope ma niewiarygodną moc i gdyby tylko chciała, mogłaby pomóc Nickowi zabić Avana.
- Zależy mi na niej.- Szepnął.- Pomogę ci! Pomogę Wam! Tylko powiedz, o co chodziło.
- Słuchaj Nick... Ostatnio dzieje się ze mną coś dziwnego.- Usiadłem na łóżku, a chłopak na podłodze zaraz przede mną.- Kiedy dotykam Hope, czuję jak energia przepływa między nami, moje ciało dostosowuje się do niej. Wiesz... Serce bije w takim samym tempie, oddychamy tak samo, a ja czuję jej krew, skurcze jej płuc. To dziwne, ale słyszę jej myśli, kiedy mnie potrzebuje i potrafię patrzeć jej oczami. Na razie to tyle, bo nie wiem, co innego jeszcze potrafię. Przyszedłem do Avana, bo szukałem ciebie. Mam dziwne przeczucie, że możesz mi pomóc, Nicolas.
- Nick.- Poprawił i zmarszczył brwi, wpatrując się w podłogę. Po jego minie wywnioskowałem, że intensywnie nad czymś myślał. Jego oczy niezrozumiale skanowany dywan, aż do momentu, w który spojrzały na mnie. Mięśnie jego twarzy się rozluźniły, a usta otworzyły. Wyglądał, jakby zobaczył ducha.
- Co?
- O kurwa!- Wstał szybko, rzucając się na mnie. Chwycił moją twarz w dłonie, patrząc się w oczy.
- Nick, to trochę pedalskie, kiedy tak...
- Zamknij się.- Skarcił mnie i odsunął się, siadając z powrotem.- Słuchaj... Zamknij oczy, przypomnij sobie Hope, wsłuchaj się jej głos.
- Jak to ma pomóc?- Westchnąłem.
- Zrób to!- Wywróciłem oczami i je zamknąłem, tak jak mi kazał.- Nic nie słyszę.
- Wsłuchaj się.- Poruszyłem się niespokojnie.
W oddali usłyszałem cichy śmiech, który poznałbym wszędzie. W ciemności zaczęło pojawiać się światło. Rozmazane i niewyraźnie kształty zaczęły wyłaniać się z blasku. Rozpoznałem w nich nasz zamkowy dziedziniec.
- Dawaj Hope! To nie może być takie trudne!- Krzyk Louisa dotarł do moich uszu. Stał kilkanaście metrów dalej, raz z Liamem.
- Nie umiem, Lou! Dlaczego Harry kazał wam to robić?!- Rozpoznałem głos Hope. Zdałem sobie sprawę, że to dzieje się właśnie teraz.
Ponownie zamknąłem oczy, a kiedy je otworzyłem, przede mnę siedział Nick i dokładnie mnie obserwował. Boże, co się właśnie stało? Czy ja wszedłem do ciała Hope i widziałem jej oczami wszystko, co się tam dzieje?!
- Co widziałeś?
- Teraźniejszość, tam gdzie jest Hopie.- Skomentowałem, a szatyn poderwał się nerwowo z miejsca.
- Kurwa, kurwa, kurwa!- Wplątał palce we włosy.- Jest na dziedzińcu razem z Liamem i Louisem. Oni ją trenują, prawda?
- Skąd wiesz?
- Bo widzę to samo!- Wyrzucił ręce w powietrze. Spojrzałem na niego zdezorientowany.- Jeszcze nie rozumiesz?! Ja jestem jej opiekunem! Ja, czaisz?! Nie ty!- Prychnął.
- Nie jestem jej opiekunem.
- Jesteś!- Krzyknął, gestykulując rękoma.- Zrozum, że ja przez całe życie czuję ją tak samo, jak ty teraz. Bycie opiekunem, to nie jest sterczenie przy wybrance i odganianie potencjalnego napastnika. To więź! Bardzo silna, niemożliwa do przerwania, więź. Jestem z nią związany umysłem- puknął się palcem w skroń- i ciałem. Jeżeli coś jej dolega, ja jestem słabszy. Słyszę, kiedy mnie woła, żebym mógł ją w razie potrzeby obronić, gdyby nie było mnie w pobliżu. Potrafię patrzeć jej oczami, aby kontrolować to, gdzie jest i czy jest bezpieczna. Jestem z nią związany, ja to ona.- Splótł razem palce swoich dłoni, aby mi to pokazać.
- To znaczy, że... że ja?
- To znaczy, że ty też jesteś jej opiekunem.- Powiedział, bo widział, że ja nie dam rady.
- Ale dlaczego teraz?! Dlaczego teraz się to dzieje?!
- Byliście długo rozdzieleni.- Stwierdził.- A teraz, gdy jesteście razem, ta więź może z powrotem nabrać siły.
- Ale skoro ty jesteś jej opiekunem i...- przełknąłem głośno ślinę.- i ja nim jestem...
- To znaczy, że Hope nie jest zwykłą wybranką.
- O kurwa!- Wstałem i zacząłem nerwowo chodzić po pokoju.- O kurwa, kurwa, kurwa!- Wplotłem palce we włosy, ciągnąć się za nie.- Jak Avan się o tym dowie... Hope... My nie może...- Zatrzymałem się i spojrzałem na Nicka, który stał zaraz obok mnie. Poczułem jak mój oddech przyspiesza. Podszedłem do niego, chwytając jego koszulkę. Przycisnąłem go do ściany.- Spróbuj tylko cokolwiek mu powiedzieć!
- Nie ufasz mi.- Mruknął, uśmiechając się głupio.
- Zajebie cię, jak tylko piśniesz mu słówko.- Szarpnąłem nim, a ten podniósł ręce w geście poddania się.
- Jedziemy na tym samym wózku, Niall. Mnie również zależy na Hope.
- Sorry, po prostu...- Puściłem go. Mam kompletny mętlik w głowie. Ja? Jej opiekunem? Ja i... Nick? Razem? Ona ponad wybranką? Nie, nie, nie...- Ale skoro Hope jest następczynią Vivian, to musi być jeszcze trzeci.
- Albo trzecia.- Stwierdził Nick.- I to ze świata śmiertelników.- Westchnąłem. Tego było za wiele, zdecydowanie za wiele. Nick to był jeszcze szczeniak. Młody, młodszy od Hopie. Usiadłem na rogu łóżka, chowając twarz w dłoniach i przeczesując włosy palcami.
- Pomożesz nam?- Podniosłem wzrok na niego.
- Jasne.
- Wymyślę jakiś plan. Powiem o wszystkim Harry'emu. Musimy powstrzymać Avana, a najlepiej go zabić.- Mówiłem sam do siebie.- Przepraszam...
- Za?- Nick zmarszczył brwi.
- Za to, że ci nie ufałem. Że miałem cię za najgorsze, zdradzieckie ścierwo.
- Dzięki, miło.- Zakpił.- Wszystko będzie dobrze, a teraz wracaj do Hope. Mnie tam nie wpuszczą, a ktoś musi jej dopilnować. Ja będę rozmawiał z Avanem. Pamiętaj, żeby nie przejmować się tym wszystkim, z czasem się przyzwyczaisz.- Ruszył do wyjścia.- O, i pamiętaj, że Hope jest twoją energią. My w pewnym sensie na niej żerujemy. Jeżeli się od niej oddzielimy, stracimy całkowitą energię, bo skoro więź już się nawiązała, jesteś od niej uzależniony.
- Dlaczego ty jesteś silny, skoro nie widziałeś jej miesiąc?- Zmarszczyłem brwi.
- Przychodzę do niej w nocy, kiedy śpicie. Siedzę sobie obok niej i pilnuję.- Wzruszył ramionami.- Ty możesz spać spokojnie, nie musisz czuwać nad nią całą noc, tak jak wczoraj.- I zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, on zniknął. Rozpłynął się, zostawiając mnie samego ze swoimi problemami. Jak to jestem jej opiekunem? To niemożliwe! Tak nie może być! Jeżeli ona jest ponad wybranką, posiada moc o jakiej nam się nie śniło! Jest narażona na miliony niebezpieczeństw! I jest jeszcze ktoś trzeci, kogo będę musiał znaleźć. Dla własnej satysfakcji.

-------------------------------------------------------

No hej :) Rozdział średnio bardzo sprawdzony XD Więc jak są błędy, to nie bójcie się mi ich wypomnieć :) Dużo się wydarzyło w tym rozdziale i jest fragment z treningu, o którym tak marzyliście XD
Ogółem u mnie dzieje się bardzo wiele i szczerze muszę serdecznie podziękować osobą, które pocieszyły mnie w momencie, w którym myślałam, że zawieszę WWAD. Gdyby nie Wy, zapewne byłabym teraz w depresji, a wiecie co? Wcale nie było warto. Miałam prawdziwe początki depresji z powodu osoby- mojej najlepszej 'przyjaciółki'- która jak się okazało, tylko udawała tą przyjaźń. Nadal nie rozumiem, jak to możliwe, żeby udawać, że się z kimś przyjaźnisz, a obrabiać dupę za plecami? Ja dla tej dziewczyny byłam gotowa zrobić wszystko, a ona mnie oszukiwała. I nie wiem co mnie bardziej dziwi... Fakt, że ona potrafiła tak oszukiwać, czy może fakt, że druga 'przyjaciółka' wszystkiemu się przyglądała, wszystko widziała, wiedziała co się ze mną dzieje, ale mi nie powiedziała, że jestem oszukiwana. W każdym razie to wszystko jest ewidentnie skończone, a ja? Sama się sobie dziwię, że nie jest mi w żaden sposób smutno. Mam po prostu KOMPLETNIE wyjebane. Wreszcie czuję się wolna i czuję, że żyję? Czuję się szczęśliwa? I jedyne czego żałuję, to straconych lat i zepsutej reputacji. Jednak mam nadzieję, że reputację naprawię :) A Wam naprawdę dziękuję, bo dzięki Wam nie zrobiłam nic głupiego, a teraz wiem, że wcale nie było warto. Po prostu Wam dziękuję <3
CZUJĘ SIĘ ZAJEBIŚCIE SZCZĘŚLIWA! CIĄGLE SIĘ UŚMIECHAM, MAM CHĘĆ ŻYCIA I NADZIEJĘ, ŻE MI SIĘ UDA!
Kocham Was, do następnego, pa! <3

12 komentarzy:

  1. świetny ! nie mogę doczekać się następnego

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaki rozdział *-* na wszystkich trzech blogach teraz coś sie dzieje xD

    OdpowiedzUsuń
  3. też tak małam jak ty pomiędzy 3 a 5 klasą podstawówki :p wiem co czujesz

    mój ''wróg'' stał się moim przyjacielem

    OdpowiedzUsuń
  4. Super rozdzial, czekam na kolejny ;3 moglby byc dluzszy

    OdpowiedzUsuń
  5. OMG, ile się dzieje w tym rozdziale.. Nie spodziewałam się ze Niall będzie jej opiekunem. Jestem ciekawa kto jest ta trzecia osobą. Nie no teraz to się wkręciłam i nie mogę się juz doczekać następnego rozdziału :) Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział bardzo,ale to bardzo ciekawy. Dużo się dzieje. Trening Hope był niezły, kocham Louisa, haha, świetny z niego gość. Biedna dziewczyna, spłonęły jej ubrania. Czyli Nick jest dobry? Kurde, oby był i nic nie wygadał bratu. Mam nadzieję, że na serio jest po ich stronie. I jeszcze Niall opiekunem...tego się nie spodziewałam. Jestem ciekawa, czy on jej o tym powie..i jak zareaguje Hope. A jak Harry? Wciąż nie mogę nadziwić się twoim talentem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Po prostu jest zajebiście dobry.
    ♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥

    OdpowiedzUsuń
  8. O cholera :o Chce nexta :D kocham cię :* Jesteś świetna i bardzo kreatywna :D


    ~Scarlett :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow. Tyle się dzieje :D. Fragment z treningu był świetny. Chcę jeszcze :D. Jestem ciekawa, jakie jeszcze ma moce.
    Nie mogłam przestać się uśmiechać, kiedy ona tak panikowała, biegając w kółko.
    Nie spodziewałam się, że Niall okaże się opiekunem.
    Skoro jest wyżej niż wybranka, to ma 3 opiekuna.
    Podejrzewam kto to może być Harry :).
    Mam wrażenie, że to Harry :). To by mi pasowało xd
    Pisz dalej kochana :*
    Pozdrawiam i życzę weny.

    Zapraszam do mnie :

    niedostepnamilosc.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, to nie będzie Harry :C Chociaż chciałabym, ponieważ mogłoby być ciekawie, jednak nie... To nie Harry...
      Spójrz:
      Hope ma 3 opiekunów z trzech światów.
      Demony: Nick
      Zmiennokształtni: Niall
      Śmiertelnicy (Mugole hehe): ?
      Trzeci opiekun musi być śmiertelnikiem, a Harry, niestety, należy do świata zmiennokształtnych.

      Usuń
  10. Ja mam przeczucie że to Sophie będzie jej opiekunką xD

    OdpowiedzUsuń