niedziela, 18 października 2015

61. "Nie możemy zmienić biegu wydarzeń"

~Avan~

Hope jest przekonana, że ma nade mną kontrolę. Nie kwestionuję tego, bo wiem, że tak jest. Jednak moją przewagą jest intelekt. Ona działa pochopnie, nie przemyślanie, gwałtownie, a ja dokładnie planuję każdy ruch. Przewiduję zachowania innych i dostosowuję swoje działania tak, aby wszystko poszło po mojej myśli. Liczyłem na to, że zajmą się moją osobą podczas ewakuacji wioski. Chciała mieć pewność, że nic nie zrobię, dlatego nie spuszczała mnie z oczu. Zapomniała jednak o zmiennokształtnych, którzy ruszyli tabunem do zamku. Tam trwało okropne zamieszanie, którego nikt nie kontrolował, dlatego uprowadzenie Madison nie było trudne. Wystarczyło wpuścić tam jednego z naszych, który udawałby mieszkańca wioski. Wmieszał się w tłum, a potem wyciągnął Madison z niego. Hope jest inteligentna, ale musi się jeszcze wiele nauczyć.
 Nauczę ją, jednak pierwsze muszę ją tu sprowadzić.
 Spojrzałem na kobietę, która siedziała na drewnianym krześle tuż przede mną. Jej dłonie spoczywały na kolanach, a ona sama uporczywie wpatrywała się przed siebie. Nie było potrzeby jej wiązać. Nie ucieknie, bo jest brudną śmiertelniczką. Skrzywiłem się na tę myśl. Wpuściłem coś tak ohydnego do swojego domu. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Od innych śmiertelnych różniła się jedynie darem, jaki otrzymała. Ale to, że stała się jednym z opiekunów Hope, nie zmienia całkowicie faktu, że i tak jest nieczysta.
 - Więc- wstałem, kierując się w jej stronę. Ręce splotłem na plecach.- Jak ci się tu podoba?
 Uśmiechnąłem się idiotycznie. Lubiłem patrzeć, jak się mnie boją. Bała się otoczenia, bo nie wiedziała, co może wyjść z wszechogarniającej ją ciemności. Śmiertelni i zmiennokształtni są słabi. Boją się wszystkiego, czego nie mogą zobaczyć, a nie potrafią patrzeć w ciemnościach. Ich widoczność znacznie się ogranicza, co budzi w nich natychmiastowy niepokój. Słabi, po prostu słabi. To było zabawne, kiedy tutaj docierali. Tutaj panowała kompletna ciemność, a za każdym razem, kiedy dostrzegali coś niepokojącego, ich oddech przyspieszał.
 Wbiłem w nią swoje uporczywe spojrzenie. Wiem, że mój wzrok przeszywał ją na wylot, co sprawiało, że czuła się niezręcznie. Jasnoniebieski odcień tęczówek demonów nie służy tylko ozdobie. Nie odzywała się, choć wiedziałem, że się boi.
 - Pomożesz mi.
 - Po moim trupie- prychnęła.
 - Chyba nie chcesz, żebym kazał znaleźć twoją córeczkę, co? Wątpię, żebyś chciała patrzeć na jej strach, kiedy moi ludzie będę ciągać ją tymi korytarzami. Boi się ciemności, prawda? Chcę tylko twojej pomocy.
 - Po.Moim.Trupie- wycedziła przez zęby, patrząc mi prosto w oczy.
 - Skoro tak mówisz, no to po trupie- zaśmiałem się i odszedłem, zostawiając ją samą swoim myślom. Zniszczą ją za mnie.

~Hope~

- Tak, kocham cię- uśmiechnęłam się delikatnie na widok rosnącego uśmiechu blondyna.
 Miałam wrażenie, że zaraz wyjdzie z siebie, jednak za wszelką cenę starał się opanować swoje emocje, co mogłam łatwo wyczytać z jego spojrzenia. Alice siedziała spokojnie na łóżku, patrząc, jak Niall dostaje jakiś dziwnych drgawek, zanim się na mnie rzucił.
 - Przepraszam cię, tak bardzo cię przepraszam- mamrotał, miażdżąc mnie w mocnym uścisku.
 Moje stopy oderwały się od ziemi, kiedy uniósł mnie lekko do góry. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie, gdyby nie fakt, że ktoś wpadł gwałtownie do pokoju. Drzwi trzasnęły z impetem, a wokół roznosił się czyjś ciężki oddech. Moje ciało opadło z powrotem na podłogę, a ciepło Horana całkowicie mnie opuściło. Straszliwie tego nie chciałam, ale musiałam się skupić na osobie, która tutaj wpadła. Teraz ja dowodzę, a to, co się właśnie stało, nie świadczy o niczym dobrym. Odwróciłam się w stronę, jak się okazało, jakiejś niskiej dziewczyny. Dyszała zmęczona biegiem, jednak gdy tylko zwróciliśmy na nią uwagę, wyprostowała się, chcąc chyba zrobić dobre wrażenie, co nie do końca jej wyszło, bo nadal wyglądała po prostu na zmęczoną.
 - Avan- rzuciła krótko i niezrozumiale.
 Alice obruszyła się na łóżku. Spojrzałam na nią kątem oka, a ta zeskoczyła z pościeli, wybiegając z pokoju. Niall od razu ruszył za nią. Ja stałam zdezorientowana całą sytuacją.
 - Jak to Avan?- spojrzałam na dziewczynę.
 - Jest na dziedzińcu.
 Ta wiadomość uderzyła mnie w twarz. Chciałam czekać na jego ruch, ale spodziewałam się, że nastąpi on dopiero za kilka dni, a tymczasem my nie jesteśmy zupełnie przygotowani. Wiem, że niektórzy mieszkańcy wioski jeszcze nie otrzymali swojego tymczasowego zakwaterowania, co świadczy o tym, że nadal są na dziedzińcu. Jeżeli Avan tam wszedł, to oznacza, że są w niebezpieczeństwie.
 Dziewczyna mówiła do mnie coś jeszcze, ale ja zwyczajnie wybiegłam z pokoju. Nigdy nie sądziłam, że potrafię tak szybko biegać, ale teraz napędzała mnie świadomość, że zagrożeni są wszyscy moi bliscy. Płuca piekły mnie od wysiłku, a mięśnie z każda sekunda słabły, ale wciąż przyspieszałam. Droga stała się dla mnie tak oczywista, jak nigdy wcześniej. Nie znałam tego zamku, a teraz miałam wrażenie, że każdy zakręt zwiedziłam kilkanaście razy. Mijałam zdezorientowanych poddanych, którzy pałętali się jeszcze po korytarzu. Wraz ze zbliżaniem się do celu, ich miny i zachowanie się zmieniały. Jedni byli bardziej świadomi, tego co się dzieje, niż inni. Zbiegłam po ogromnych schodach, a do moich uszu dotarły krzyki z dziedzińca. Rozpoznawałam pisk Alice, krzyk Nialla i Harry'ego, chociaż panika innych je zagłuszała. Wybiegłam przez ogromne drzwi, przeciskając się przez tłum. Od razu dostrzegłam dziesiątki, a może nawet setki, uzbrojonych podwładnych Avana. Każdy z nich tworzył szczelne koło, nie dopuszczając do środka nikogo. Gdy tylko jeden z nich mnie zobaczył, utworzył lukę w szeregu, wpuszczając mnie do środka, co kompletnie mnie dezorientowało. Byłam przygotowana do walki, a oni się przede mną osuwali. Za murem żołnierzy dostrzegłam Avana, który siedział na suchej ziemi, po jednej jego stronie znajdowała się najprawdopodobniej Madison, a po drugiej siedział Niall. Płakał, jednak nie robił nic, aby powstrzymać tego gnoja. Louis przytrzymywał szarpiącą się Alice, Harry krzyczał bezsensownie, a Liam i Zayn stali twarzą w twarz wraz z dwójką poddanych Avana, którzy najprawdopodobniej go teraz pilnowali.
 Co tu się dzieje?
 - Hope!- krzyknął Avan i wstał z brudnej ziemi.
 Madison i Niall mieli idealny moment, aby uciec, jednak siedzieli bez ruchu.
 - Dobrze, że jesteś, czekałem- kontynuował, a ja po prostu stałam, próbując zrozumieć sytuację.
 Byłam pewna, że każdy dostrzegał zdezorientowanie i przerażenie na mojej twarzy. Spodziewałam się wszystkiego, rozlewu krwi, śmierci, walki, ofiar, ale nie takiego spokoju. Szatyn na pewno znał wszystkie moje emocje, bo uśmiechał się głupawo, co miał w zwyczaju. szedł w moim kierunku, ale ja go zignorowałam, co zdziwiło nawet mnie samą. Wyminęłam mężczyznę, podchodząc do Nialla. Jednak kiedy już prawie dotarłam do tej dwójki, przed nimi wyrośli poddani demona, zagradzając mi drogę.
 - Nie tak łatwo, Hope- zaśmiał się Avan.
 - Czego, do cholery, chcesz?! Co tu się dzieje?! Dlaczego...
 - Spokojnie- przerwał mi, stając za Niallem.
 Czułam jak mój oddech przyspiesza, a całe moje ciało opanowuje gniew. To świadczyło tylko o tym, że moje oczy znów zalały się kruczą czernią. Zacisnęłam pięści, powstrzymując jakiekolwiek ruchy. Chciałam się na niego rzucić, ale był nieobliczalny i mógł w każdej chwili skrzywdzić Horana lub kogokolwiek innego.
 - Pomyślałem, że nie chcesz rozlewu krwi, dlatego przyszedłem się targować.
 - Hope, nie...
 - Zamknij się!- krzyknął, przerywając wypowiedź Nialla.
 Obserwowałam każdy jego ruch i dostrzegłam, jak uśmiecha się cwanie, a potem spojrzał na jednego ze swoich podwładnych, a ten podszedł do blondyna i z całych sił kopnął go w brzuch. Chłopak krzyknął, zwijając się z bólu. Czas zatrzymał się na kilka sekund. Wszystko zwolniło. Krzyk Harry'ego roznosił się po dziedzińcu, kiedy wydawał rozkaz ataku. Madison zaczęła płakać, patrząc prosto w oczy Alice. Niall zaciskał zęby, jakby to miało mu pomóc, a ja ze łzami w oczach patrzyłam na Avana. Jego uśmiech zapamiętam chyba do końca życia, wyzywał mnie. Mój oddech stał się powolniejszy, a łzy, które zdążyły spłynąć po policzkach, przestały napływać do oczu. Rozluźniłam pięści i twardo ruszyłam w stronę Avana. Wróciłam do rzeczywistości, a wszystko zyskało normalne tempo.
 - Harry, niech nie atakują- rzuciłam, mijając bruneta.
 Zdawał się kompletnie zdezorientowany, ale to przestało mieć znaczenie. Machnęłam gwałtownie dłonią, sprawiając, że strażnicy, którzy zagradzali mi drogę, odlecieli w bok. Czułam całą swoją energię, a była ona potężna. Najzabawniejsze było, że Avan obserwował to wszystko z fascynacją. Stanęłam przed nim, patrząc mu prosto w oczy, chociaż był wyższy. Czułam, że krew w moim żyłach płynie wolniej. Nie było żadnego bólu, ani fizycznego, ani psychicznego. Niall też przestał zwijać się na ziemi, a Alice już nie krzyczała. Oni posiadają moje emocje, są moi. Wiedziałam, że czerń moich oczu pozwala mi w niezrozumiały sposób przeniknąć do czyjegoś rozumu. Sprawiało to im ból, a tego właśnie chciałam dla Avana, jednak nic się nie działo. Ten tylko śmiał mi się prosto w twarz.
 - Ja nie mam duszy, kochana- wyszeptał, a ja poczułam się pokonana.
 Mężczyzna odsunął się na kilka kroków, rozkładając ręce. Rozglądnął się dookoła. Zamrugałam kilka razy. Naprawdę mnie pokonał. Niewiele mogłam zrobić, bo zaczynał mieć nade mną przewagę.
 - Widzisz, Hope?- zapytał, uśmiechając się jeszcze szerzej.- To wszystko, te wszystkie stworzenia są twoje. Ty masz nad nimi kontrolę, a nawet nie rozumiesz, jak działa ten świat. Chcesz godnie zarządzać, ale nic nie wiesz. On ci niczego nie wytłumaczył- wskazał na Harry'ego.- Wolał zamknąć cię w pokoju, abyś tam sobie siedziała i mu nie przeszkadzała. Dlaczego? Czyżby Styles bał się, że strącisz go ze stołka? Wszyscy cię okłamują i ich pierdolone kłamstwa doprowadziły do tego miejsca!- krzyknął.- Myślisz, że bylibyśmy tutaj, gdybyś od początku wiedziała, jak nad sobą panować?! Pierdolą, że chcą dla ciebie jak najlepiej, a tak naprawdę boją się o swoje dupy! Nie pozwolili mi się do ciebie dostać, dobrze- uspokoił się trochę.- Ale nie wiesz, czego ja tak właściwie od ciebie chcę.
 Spojrzałam na niego pytająco. Nie wierzyłam mu, bo wiedziałam, że każdy z nich chciał dla mnie jak najlepiej, nawet jeśli nie wiedzieli dokładnie, co powinni robić, to starali się na swój sposób. Natomiast Avan maczał palce w każdej złej rzeczy, jaka się tu przytrafiła. Wiem, że kłamie i nie ufam mu ani trochę, ale miał rację- nie wiem, czego ode mnie chce.
 - Hope, nie...
 - Wiem, co robię, dobra?!- krzyknęłam, aby Harry w końcu się zamknął.- Czego chcesz?- zwróciłam się do Avana, a ten szeroko się uśmiechnął.
 - Zakończenia tego cyrku. Odstawiłem już te całe przedstawienie, więc możemy zwyczajnie wrócić do swoich światów i już nigdy nie mieszać się w swoje sprawy.
 - Ale?
 - Ale pójdziesz ze mną. Chcę, żebyś zamieszkała u mnie, a ja mógłbym pokazać ci wszystko, co musisz wiedzieć.
 Gdzieś za mną rozniosło się prychnięcie. Avan musiał być głupi, jeśli myślał, że zgodzę się z nim odejść. Tu był mój dom i to tutaj był mój świat, moi ludzie i przyjaciele.
 - Więc czego ode mnie chcesz?- mruknęłam.
 - Żebyś spędziła ze mną trochę czasu i pozwoliła nauczyć cię wszystkiego- odpowiedział spokojnie.
 Wokół panowała grobowa cisza, a ja miałam wrażenie, że wszystkie pary oczu skierowane są na mnie. Zastanawiałam się, czy ludzie naprawdę sądzili, że mogłabym się na to zgodzić? Czy uważali mnie za taką właśnie osobę? Avan patrzył na mnie bez cienia wściekłości, podstępu czy nawet chytrości. Nawet się nie uśmiechał. Był całkowicie poważny, co zbijało mnie z tropu, ale wiedziałam, że jest dobrym aktorem i byłam pewna, że to tylko kolejna gierka z jego strony.
 - Po moim trupie- warknęłam.
 W jednej sekundzie jego wyraz twarzy się zmienił. Znów pojawił się ten irytujący uśmieszek, który chyba był jego znakiem rozpoznawczym.
 - Już gdzieś to słyszałem- zaśmiał się- i sądzę, że jednak nie po twoim.
 Zanim zdążyłam zrozumieć jego słowa, usłyszałam przerażający pisk Alice i Madison. Wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna stał za Niallem, trzymając jego włosy. Do szyi blondyna przyłożył nóż, który już ranił skórę chłopaka. Ten tylko oddychał nerwowo, patrząc na mnie przerażonym wzrokiem. Bał się, ale jego spojrzenie niemal krzyczało "Nie rób tego!". Poczułam łzy. On go nie zabije. Nie zrobi tego.
 Hope, nie zgadzaj się, usłyszałam jego głos. Chciałam krzyczeć, ale to tylko by wszystko pogorszyło. Nie mogłam się nawet poruszyć.
 - Daję ci pięć sekund, abyś podjęła decyzję- rozbrzmiał stłumiony głos.
 Nie możesz się zgodzić, Hope. Wszystko będzie dobrze, wiesz o tym. Ci ludzie liczą na ciebie, nie możesz ich zawieść.
 - Pięć...
 Całe życie tylko zawodziłem, mała. Robiłem rzeczy, które potem śniły mi się po nocach, aby utrzymać cię w bezpieczeństwie.
 - Cztery...
 Kochałem cię od samego początku, księżniczko, i kocham nadal. Kiedy zabijałem Elizabeth... ona była na to gotowa. Powiedziała wtedy, że jestem ci bardziej potrzebny, a ja nie potrafiłem tego zrozumieć.
 - Trzy...
 Twoja babcia powtarzała, że nie możemy zmienić biegu wydarzeń. To jest moje przeznaczenie. W końcu poświęcę siebie, a nie kogoś.
 - Dwa...
 Wszystko będzie dobrze, kochanie. Wszystko się skończy i będziesz mogła żyć spokojnie. Pamiętaj o mnie i zaopiekuj się Alice.
 - Jeden...
 Kocham cię, Hope...
 Spojrzał mi prosto w oczy, co odciągnęło moją uwagę od noża, który przejechał po jego szyi, uwalniając strugi krwi. Czerwień plamiła jego ubranie i miejsce, którym stał. Mężczyzna go puścił, a ten upadł na ziemię. Martwy.
 - Zero, koniec czasu, Hope- zaśmiał się Avan.

~~~~~~~~~~~~


Hej. Wracam po naprawdę długiej nieobecności. To było kilka miesięcy? Nie wiem, czy jest sens, aby się tłumaczyć, ale chyba należy Wam się parę słów, choć tak naprawdę nie ma czego tłumaczyć. Jakoś w wakacje zwyczajnie straciłam chęć na pisanie, całkowicie. Porzuciłam wtedy swoje opowiadania na krótki czas, ale wróciłam, jednak tylko do jednego opowiadania. Pisałam Madness i nadal piszę, bo jest ono moim priorytetem. WWAD też nim jest, ale w tym przypadku nie miałam ani jednego pomysłu, aby to napisać. Nie chciałam robić tego na siłę, bo to nie miałoby sensu. W tym czasie zaczęłam pisać inne, nie publikowane opowiadania, które ujrzą światło dzienne w niedługim czasie. W każdym razie teraz zebrałam siły i jestem gotowa, aby wrócić na WWAD. Kolejny rozdział nie pojawi się w piątek, tak jak miało to kiedyś miejsce, bo ten dzień zajęło Mandess, jednak myślę, że za tydzień w sobotę lub niedzielę ukaże się kolejny rozdział. Zostało ich niewiele... może cztery? Więc pomęczyć się jeszcze około miesiąca, ale to zależy od szkoły. Pozostaje mi jedynie przeprosić za nieobecność i zaprosić za tydzień, pa :)
P.S. Czy tylko ja widzę zmianę w stylu pisania?

sobota, 15 sierpnia 2015

~ Wiadomości!

Pewnie wielu z Was zauważyło, że ostatnio nie pojawiały się rozdziały. Sprawa ma się tak, że wpadłam w dołek artystyczny i nie mam najmniejszej ochoty na tworzenie czegokolwiek. Moja wena wisi na poziomie -50 i nie potrafię nawet napisać zdania! Wyjątkiem jest chyba tylko druga część Madness, bo na to opowiadanie chociaż mam pomysł, chęci natomiast brak. Poważnie myślę nad przeniesieniem działalności na Wattpad. Nie wiem, jak to wyjdzie, nie mam pojęcia. Z tego, co zauważyłam, ludzie odstawili bloggera. Ja też to zrobię, ale zaraz po zakończeniu WWAD. Rozpoczęłam to tutaj, więc tutaj to skończę.
Podsumowując całą tę paplaninę, nie wiem, kiedy pojawi się rozdział. Może za tydzień, może za dwa, a może za miesiąc. Chciałabym wiedzieć, ale nie wiem. Myślę, że prawdopodobnym jest, że wróce do pisania jakoś we wrześniu, gdy zacznie się szkoła, a moje życie popadnie w rutynę, którą w jakimś sensie uwielbiam.
Przepraszam i mam nadzieję, że zrozumiecie.

poniedziałek, 27 lipca 2015

60. Shadows settle on the place that you left

Jeżeli kogoś interesują blogi typu DIY/Lifestyle

Musiałam pozbierać myśli. Nie chciałam, aby to wszystko było prawdą. Żałowałam tego, że w ogóle wydostałam się z psychiatryka. Mogłam przesiedzieć tam całe swoje życie. Nie sprowadziłabym tylu problemów na niewinne osoby. Nie rozumiałam faktu, że każdy z nich, niezależnie od tego kim był, chciał mi pomóc; każdy z nich był gotowy oddać za mnie życie, nawet mnie nie znając.
- Avan nie zaatakuje.- Odezwał się Nick, wyrywając mnie z natłoku myśli.- Będzie chciał Nialla, bo ja mu jestem obojętny. Jeżeli znów go omami, będzie wykorzystywał jego i Madison przeciwko tobie. To mu wystarczy, więc nie zaatakuje.
- Co mamy robić?- Szepnęłam, czując łzy, napływające do moich oczu. Wszystko zaczęło mnie przytłaczać. Mury, jakie wokół siebie zbudowałam, powoli były burzone.
- Nie wiem.- Harry westchnął. Powoli zaczęłam sobie uświadamiać, że rozwiązanie jest tylko jedno. Poczekamy na ruch Avana, a kiedy on nastąpi, poddam się. Jestem jedynym sposobem na uratowanie tych ludzi. Avan nie odpuści, dopóki mnie nie dostanie.
- Po prostu zajmijcie się mieszkańcami.- Mruknęłam, obracając się na pięcie. Powoli układałam plan działania, który mógłby się powieść. Opuściłam salę, kierując się do pokoju Nialla. Nie wiedziałam dokładnie, co chciałam zrobić, ale musiałam z nim porozmawiać. Przyłapałam się nawet na biegu do niego. Spieszyło mi się, ale dopiero przy drzwiach uświadomiłam sobie, że nie wiem, co tak właściwie mu powiem. Tam jest dziecko, więc wejście i krzyczenie na niego nie jest najlepszą opcją. Wzięłam głęboki wdech, pukając w drewnianą powierzchnię. Nie czekałam na pozwolenie, tylko po prostu weszłam do środka, zastając Nialla, który siedział na łóżku razem z płaczącą Alice i śpiewał coś pod nosem, przytulając dziewczynkę. Podniósł na mnie zeszklone oczy, a na jego twarzy wymalowało się zdziwienie.
- Hope?- Mruknęła blondynka, wpatrując się we mnie.- Znalazłaś mamę?
- Można tak powiedzieć.- Szepnęłam.- Ale będziesz musiała trochę zaczekać, aż wróci, bo jest teraz bardzo zajęta.
- Czemu mnie okłamujesz?- Zmarszczyła nosek, co wyglądało naprawdę słodko, ale nie mogłam teraz o tym myśleć.
- Nie okłamuję, mała.
- Wiem, że kłamiesz.- Westchnęła, rezygnując i ponownie wtuliła się w Nialla, który przyglądał się tylko sytuacji. Zamknęłam drzwi, czego wcześniej nie zrobiłam. W pokoju zapanowała niezręczna cisza, kiedy Horan głaskał Alice po włosach, a ta bawiła się poduszką, co jakiś czas ocierając małe kropelki z polików. Chciałam z nim porozmawiać, ale nie przy dziecku, a nie mogłam wyprosić małej, ponieważ groziło jej niebezpieczeństwo i nie powinna zostawać sama. Oczywiście mogłam polecić opiekę nad nią komukolwiek innemu, ale nikomu nie ufałam na tyle, żeby powierzyć mu ten skarb.
- Co się stało?- Wypalił nagle Niall, ściągając mnie z powrotem na ziemię.
- Chciałam porozmawiać.- Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, obserwując reakcję blondyna. Głowa bolała mnie od natłoku myśli, serce od patrzenia na niego, a ciało nie wytrzymywało emocji, jakie w nim tłumiłam. Czułam, jak rozrywają mnie od środka, próbując się wydostać, ale powłoka była zbyt silna. Na razie...
- O czym?- Zmarszczył brwi.
- To nie jest temat do poruszania przy dziecku.- Westchnęłam.- Przełożymy tę rozmowę na kiedy indziej, a teraz opiekuj się nią, proszę.
- Po pierwsze, możecie rozmawiać, bo i tak wszystko wiem, a po drugie, nie jestem dzieckiem.- Fuknęła dziewczynka. Razem z Niallem spojrzeliśmy po sobie, nie rozumiejąc pierwszej części jej wypowiedzi.
- Jak to wszystko wiesz, kartoflu?- Odezwał się chłopak, rzucając mi krótkie spojrzenie i skupiając całą uwagę na Alice.
- Nie wiem dokładnie.- Westchnęła.- Mamę porwał Avan, zabiłeś babcię Beth, Hope jest następczynią Vivian, kocha cię i przyszła porozmawiać o tym wszystkim, tatę zabił Avan, a ty obiecałeś mamie, że się mną zaopiekujesz, jest wojna i...
- Ale skąd?- Szepnęłam.
- Kochasz mnie?- Niall powiedział prawie równocześnie, kompletnie ignorując słowa Alice. Nie skupiałam się na blondynie, który wygrzebywał się spod dziewczynki, aby wstać.
- Skąd wiesz, Alice?- Powtórzyłam.
- Od ciebie i od Nialla.
- Jak to?
- Z waszych myśli.- Puknęła się palcem wskazującym w głowę, uśmiechając się delikatnie.- Nie wiem, jak to działa, ale...
- Wiesz, że mam więcej niż jednego opiekuna, prawda?- Przerwałam jej, czując potrzebę uświadomienia dziewczynki, kim jest. Kiwnęła głową, a jej oczka zabłysnęły.- Nicka, bo jest demonem, Nialla, bo jest zmiennokształtnym i ciebie, bo jesteś śmiertelniczką.- Wymamrotałam niepewnie, siadając na skraju łóżka. Dokładnie widziałam, jak uśmiech z twarzy Alice znika, a zastępują go łzy i panika. Dziewczynka zaczęła się lekko trząść, więc blondyn natychmiastowo przyciągnął ją do siebie.
- Zabiją mnie, Niall?- Wyszeptała, chwytając się kurczowo jego podkoszulki.
- Nie, kochanie, nie pozwolę im ciebie skrzywdzić, pamiętasz?- Ponownie wydawało mi się, że o mnie zapomnieli, chociaż Horan co chwila obdarowywał mnie niemal błagalnym spojrzeniem, jakby prosił o potwierdzenie swoich słów. Zaczęło do mnie docierać, jak bardzo jest zżyty z dziewczynką. Uświadomiłam sobie, że Niall zastępował jej ojca, który zginął z rąk Avana. Mogłam sobie tylko wyobrażać, jak opiekował się nią, gdy była małym szkrabem. Ile czasu, miłości i samego siebie jej poświęcił.
- Będę cię bronił do samego końca, księżniczko.- Zapewnił ją i sam się rozpłakał.
- Nikt nikogo nie będzie zabijał. Te czasy dawno minęły.- Starałam się brzmieć stanowczo, ale równocześnie tak, żeby jej nie wystraszyć. Wiedziałam, że mieszańców się zabija, ale nie miałam pojęcia o śmiertelnikach. W każdym razie nie pozwoliłabym, aby zrobiono Alice krzywdę. A nawet jeśli, to nie mogliby jej zabić, ponieważ jest moim opiekunem.
- Będzie dobrze.- Uśmiechnęłam się, głaskając oboje po plecach. Cała ta sytuacja wydawała się dla mnie strasznie dezorientująca. Stawiała Nialla w zupełnie innym świetle i sprawiała, że nie wiedziałam, co o nim myśleć. Najpierw był miłością mojego życia, potem stał się potworem, ale teraz wciąż udowadnia, że ma wielkie, przepełnione dobrem i nadzieją, serce. Chociaż stwierdzenie, że był moją miłością, raczej nie jest trafne. On nadal nią jest. Nadal o nim myślę; nadal chcę go widywać, chociaż sprawia mi to ból psychiczny i fizyczny; nadal chcę z nim rozmawiać; nadal chcę być dla niego najważniejsza, a przede wszystkim, nadal chcę go kochać. Nie przeżyłabym jego śmierci. Bałam się i boję się nadal. Horan jest moim szczęściem. Zawsze był i niezależnie od tego, co zrobił, nie potrafiłam go nienawidzić. Chciałam ignorować kłucie w sercu, aby tylko przy nim przebywać. Nie potrafiłam zdefiniować miłości. Miłość nie ma definicji. Miłość to uczucie, które każdy z nas odczuwa inaczej. Jednak mogłam powiedzieć, że nie wiem jakbym się starała, to nie zapomnę o nim. Nie wiem, jakbym chciała go znienawidzić, to mi się nie uda. Właśnie to jest moją definicją miłości, chęć bycia z nim, budzenie się co rano razem, pokonywanie wszelkiego rodzaju przeszkód, kłótnie i zgody, rozstania i spektakularne powroty, rozmawianie, wspólne spacery, po prostu obecność. Wiem też, co jest definicją miłości dla Nialla. Dla niego miłość, to odwaga, jakiej potrzebujemy, aby poświęcić swoje uczucia dla dobra drugiej osoby. Dla niego miłość, to bycie w stanie działać wbrew sobie, aby uszczęśliwić tego, kogo się kocha. Wiele razy mi to powtórzył. Zawsze zapewniał, że jeżeli będę tego chciała, to odejdzie, rzucając swoje uczucia w kąt, abym tylko ja była szczęśliwa.
- Tak...- Szepnęłam po dłuższej chwili, zwracając uwagę blondyna, a potem Alice.
- Co "tak"?- Zapytał, przysuwając się do mnie.
- Tak, kocham cię.

---------------------------------------------
Hej! Wróciłam po dłuższej przerwie. Wiem, że rozdział jest krótki, ale powiedzenie "co za dużo, to niezdrowo" jest całkowitą prawdą. Potrzebuję dobrego odpoczynku, odcinając się od pisania, bo po prostu się kończę! Wena przez rok ze mnie wypłynęła i definitywnie potrzebuję regeneracji! Nowych pomysłów, inspiracji! W każdym razie przepraszam za przerwę w dodawaniu i za długość :/

sobota, 11 lipca 2015

W piątek najprawdopodobniej nie będzie rozdziału, bo wyjeżdżam!
Przepraszam i do następnego!

piątek, 10 lipca 2015

59. "A jeżeli musisz skrzywdzić kogoś, na kim ci zależy, żeby ratować inną osobę?"

Nie mogłam powstrzymać głupawego uśmieszku, który oznajmiał moje zwycięstwo. Odsunęłam się od wysokiego mężczyzny, krzycząc, aby mieszkańcy szybko kierowali się do zamku. Cieszyłam się, że nie wpadli w niepotrzebną panikę i spokojnie wykonywali wszystkie polecenia. Gdy wioska opustoszała, a na placu zostałam tylko ja, Niall i Avan ze swoją świtą, postanowiłam z blondynem przeszukać mieszkania, żeby upewnić się, że nikt tutaj nie zostanie. Poleciłam Horanowi sprawdzić wszystkie domy po lewej stronie, a ja po prawej. Weszłam do małej chatki, gdzie walały się różne garnki. Widać, że wszystko zostało rzucone z sekundy na sekundę. Jednak zaniepokoił mnie cichy szloch, dobiegający z kąta. Ruszyłam w tamtą stronę i znalazłam dziecko. Mała blondynka zwinęła się w kłębek, a jej ciało drżało od płaczu.
- Hej.- Dotknęłam jej ramienia, na co podskoczyła. Próbowała wcisnąć się plecami w ścianę, ale zrezygnowała, uświadamiając sobie, że to niemożliwe.- Alice?- Zdziwiłam się, gdy rozpoznałam twarz dziewczynki.
- Hope.- Szepnęła, a potem wspięła się na mnie, chowając twarz w mojej szyi.
- Co tu robisz?
- Chowam się.- Wymamrotała.- Ten pan...
- Avan nic ci nie zrobi.
- Nie on.- Zaprzeczyła, a potem podniosła lekko głowę, wlepiając spojrzenie w kogoś za mną. Sama zaczęłam czuć czyjś wzrok na plecach. Aż po moim kręgosłupie przebiegł dreszcz. Odwróciłam się gwałtownie, napotykając Jonathana.
- Nie wierzę, że on się na to godzi.- Wywrócił oczami. Postanowiłam za wszelką cenę go ignorować, dlatego po prostu wyszłam z domu i od razu dostrzegłam Nialla, który wykłócał się z Avanem. Był wściekły, o czym świadczyły jego wysuwające się kły i pazury. Alice drgnęła, widząc go w takim stanie.
- Niall!- Krzyknęłam.- Co Alice robiła w domu?!
- Co?- Potrząsnął gwałtownie głową, a jego wcześniejsza wściekłość całkowicie zniknęła. Postawiłam blondynkę na ziemi, spodziewając się, że pobiegnie w ramiona chłopaka. Jednak ona schowała się za mną, trzymając kurczowo moje spodnie. Dostrzegłam zdezorientowanie na twarzy Horana.
- Miałaś biec prosto do zamku.- Zauważył. Jego słowa widocznie przestraszyły małą, bo jeszcze bardziej się za mną ukryła.
- Idziemy, Hope?- Pociągnęła mnie za bluzkę. Otrząsnęłam się i kiwnęłam twierdząco głową, podnosząc ją. Bez zbędnych ceregieli, po prostu skierowałam się do zamku, zostawiając za sobą Avana i jego podwładnych. Jedyne co słyszałam, to kroki blondyna tuż za mną. Wioskę i zamek dzielił niewielki kawałek, jednak teraz ciągnął się w nieskończoność.
- Co jest, królewno?- Usłyszałam jego głos, dlatego szybko przystanęłam, odwracając się w jego stronę. Patrzył uporczywie na Alice. Och, to do niej. Wyciągnął ręce, chcąc zabrać dziewczynkę, ale ta tylko fuknęła i przytuliła się do mnie.
- Idź sobie.- Warknęła dość groźnie, jak na dziecko.
- Co zrobiłem, mała?
- Jesteś straszny.- Wymamrotała, nawet na niego nie patrząc.
- Ja?
- Krzyczałeś na Avana i wyglądałeś przerażająco.- Ta dziewczynka mnie zadziwia. Widzi zdecydowanie więcej, niż na kilkuletnie dziecko przystało. Niall westchnął. Wiem, że miał problemy z gniewem, ale zdziwiło mnie, że jeszcze nigdy nie wybuchł przy Alice. To dobrze o nim świadczyło. Niall to dobry człowiek, wiem o tym, ale mimo wszystko... cóż, nieważne. Nie wiem, co miałam na myśli.
- Chodź tu, kartoflu.- Wyciągnął do niej ręce z głupawym uśmieszkiem wymalowanym na twarzy. Mała prychnęła, wyplątując się z mojego uścisku. Sama powstrzymałam śmiech na to przezwisko.
- Nie jestem kartoflem!- Tupnęła nogą.
- A kto wpadł do worka ziemniaków?
- Niall, nie jestem kartoflem!- Ponownie tupnęła, ale tym razem skrzyżowała dodatkowo ręce na piersi.
- Jesteś, ziemniaczku.- Zaśmiał się.- No chodź.- Blondyn podniósł dziewczynę, usadawiając sobie na biodrze. Kiwnięciem głowy dał mi znak, że możemy iść dalej, dlatego ruszyłam przed siebie w takim tempie, jak tamta dwójka.
- Ja wpadłam do worka tylko raz, a ty ciągle się gdzieś wywracasz. Jesteś łamagą.
- Nie jestem.- Fuknął Horan, udając głos Alice.
- Bujałeś się na huśtawce i z niej spadłeś.- Wytknęła mu dziewczynka.- Powinnam wymyślić dla ciebie jakieś głupawe przezwisko.
- Nie możesz, bo tylko ty jesteś małym kartofelkiem.
- Nie jestem!- Krzyknęła blondynka bardzo oburzonym głosem. Naprawdę chciałam się z nich pośmiać, ale nie mogłam chociażby ze względu na sytuację. Wcale nie było do śmiechu, ale przecież nie mogłam poruszać tematu wojny przy dziecku. Wolałam, żeby rozmawiała z Niallem o kartoflach.
- Wystraszyłaś się mnie?
- Tak.- Odpowiedziała nieśmiało dziewczynka.
- Już wiele razy ci powtarzałem, Alice, że nie zrobię ci krzywdy. Są tacy ludzie, których mam ochotę uderzyć i są tacy, na których bardzo mi zależy i nie wybaczyłbym sobie skrzywdzenia ich.
- A jeżeli zrobisz to przez przypadek?- Dopytywała, a ja miałam wrażenie, że oboje zapomnieli o mojej obecności.
- Przypadki się zdarzają, Alice, nie mamy na nie wpływu.
- A jeżeli musisz skrzywdzić kogoś, na kim ci zależy, żeby ratować inną osobę, jak tata?- Wstrzymałam na chwilę oddech.
- Twój tata skrzywdził złego człowieka, żeby ratować ciebie i mamę. Jest bohaterem, wiesz przecież.
- John jest złym człowiekiem?
- Chciał cie porwać, pamiętasz? Jonathan nie jest dobry.
- Ale bawił się ze mną.
- Nie jest dobry, Alice.- Warknął Niall, na co dziewczynka kiwnęła energicznie głową. Chyba naprawdę zapomnieli o mojej obecności.
- A babcia Beth? Zrobiłeś jej krzywdę, ale tego nie chciałeś, prawda? Skąd...
- Alice, koniec tematu.- Syknął natychmiastowo Horan, przerażając tym samym blondynkę.- Nie będziemy o tym rozmawiać.
- Dlaczego, przecież...
- Po prostu nie będziemy.- Uparł się.
- Ale...
- Nie zrozumiesz, jesteś za mała.- Uciął stanowczo, bo najwyraźniej Alice nie miała zamiaru tak szybko odpuścić tego tematu. Mnie jednak coś tknęło, gdy dotarło do mnie, o czym rozmawiali. Babcia Beth, to moja Beth; moja Elizabeth. Miałam ochotę się rozpłakać, jednak się powstrzymałam. Zamiast tego zaprzątnęłam sobie myśli słowami Alice. Niall ją zabił, ale nie chciał? Musiał skrzywdzić kogoś, na kim mu zależało, aby ratować kogoś innego? Czy to byłam ja? Czy tym się kierował? Czy może nie rozmawiali o mojej babci, a ja popadam w paranoję? Wiem jedno, chcę wyjaśnień. Na pewno chcę usłyszeć, co chciał przez to wszystko osiągnąć; dlaczego mnie skrzywdził. Poza tym mówili o Jonathanie. Już ostatnio zdałam sobie sprawę, kim on tak naprawdę jest. To zwykły pionek w grze Avana. Jest przynętą. Dla mnie też nią był. Jonathan ma jeden talent- aktorstwo. W każdym przypadku omamia ofiarę, aby potem skłonić ją do dobrowolnego oddania się Avanowi. Tak było z rodzicami Luke'a. Jonathan udawał ich przyjaciela; znajomego, który chciał im pomóc. Był towarzyszem zabaw siostry Harry'ego. Zaprowadził ją do lasu; zwabił ją tam, aby następnie wpadła w łapy jego króla. Wychodzi na to, że z Alice też się bawił. Jego celem był tata dziewczynki. Ja również dałam się mu omamić. Był miły, pomocny, wydawał się chcieć mi za wszelką cenę pomóc, a tymczasem jego celem było przekonanie mnie do Avana.
Rozglądnęłam się, wyrywając z zamyślenia i uświadomiłam sobie, że znajduję się na dziedzińcu, a dziesiątki mieszkańców wioski są tu ze mną i wyczekują na jakiekolwiek wyjaśnienia. Czułam wszystkie pary oczu wlepione prosto we mnie, co było okropnym doświadczeniem. Zebrałam się jednak w sobie i przełknęłam głośno ślinę.
- Co się stało? Dlaczego Avan był w wiosce?- Odezwała się starsza kobieta.- Dlaczego tu jest tyle wojska? Coś jest nie tak?
- Będziemy walczyć.- Powiedziałam zdecydowanie za cicho, dlatego szybko się zebrałam do kupy.- Będziemy walczyć! Avan już dawno wtargnął do naszego świata, a my nic z tym nie robiliśmy! Avan zabił dziesiątki osób! Nikt nie ma tak splamionych krwią rąk! Nie pozwolimy, aby to wszystko poszło na marne! Nie pozwolimy, aby panoszył się przez nie wiadomo jak długi czas, zbierając kolejnych ludzi!
- Żartujesz sobie?! Jest niebezpieczny!- Krzyknął ktoś z tłumu.
- Wiem co robię, a wam nic się nie stanie.- Zapewniłam i zwyczajnie odeszłam. Spodziewałam się oburzenia ze strony mieszkańców, dlatego już się na to uodporniłam. Powoli szłam do zamku, aby porozmawiać z Harrym. Kilku żołnierzy ma się zająć ludźmi z wioski, aby nie stali na dziedzińcu. Snułam się korytarzami do odpowiedniej sali, odnosząc wrażenie, że ktoś idzie za mną. Czułam wzrok na plecach i chyba słyszałam kroki. Na szczęście się nie myliłam, bo myślałam, że popadam w paranoję. Za mną dostrzegłam Nialla. Trzymał za rękę Alice, która płakała. Blondyn również miał zeszklone oczy.
- Co się stało?- Zmarszczyłam brwi.
- Nie możemy znaleźć mamy Alice. Miała iść do zamku, nawet ją widziałem, ale nigdzie jej nie ma.- Wytłumaczył Horan, a w mojej głowie narodziła się najgorsza z możliwych myśli. Co jeżeli Avan ją porwał? Zachowywał się nazbyt spokojnie podczas ewakuacji.
- Zabierz małą do pokoju i nie waż się jej zostawiać samej.- Warknęłam, chcąc odejść, ale zatrzymała mnie blondynka.
- Hope? Przytulisz mnie?- Przetarła rączką jedno oczko. Szybko ukucnęłam i przyciągnęłam ja do siebie, zamykając nas w szczelnym uścisku. Gładziłam ją po plecach, jednak musiałam jak najszybciej porozmawiać z Harrym. Dla mnie sytuacja stawała się niebezpieczna.
- Wszystko będzie dobrze, kartofelku.- Zaśmiałam się, a ona pokazała mi zabawnie język. Widząc minę Nialla, miałam wrażenie, ze dopiero teraz uświadomił sobie, że byłam tam z nimi. Oddałam Alice w ręce Horana, a potem pobiegłam przed siebie. Trochę czasu minęło, zanim wpadłam do sali... narad? Chyba mogę to tak nazwać. Wbiło mnie w ziemię, kiedy dostrzegłam siedzących na krzesłach Harry'ego i Nicka. Rozmawiali, zawzięcie rozmawiali. Moją obecność zdali się zauważyć dopiero, gdy się do nich przysiadłam.
- Jest problem.- Usłyszałam już na początku.
- Nick, co tu robisz?
- Avan chce twoich opiekunów.- Szepnął.- Myśli, że jak ich będzie miał, to się poddasz, aby nie musieli cierpieć za ciebie.
- Co?!- Zakrztusiłam się powietrzem.
- Chciał mnie złapać i zamknąć, rozumiesz? Nialla zaszantażuje, wiem to. Ma też Madison.
- Kogo?- Żadna z tych informacji nie chciała do mnie dotrzeć.
- Madison to mama Alice.- Wytłumaczył mi szybko Harry.
- Ona jest trzecim opiekunem?
- Nie, to Alice nim jest.- Szepnął Nick. Cholera, co?! Ten gnój chce skrzywdzić dziecko?!- Ale Avan uznał, ze ona jest za młoda i to musi być pomyłka, dlatego porwał jej mamę.
- Zaszantażuje Nialla?- Wymamrotałam, chcąc uzyskać jakiekolwiek wyjaśnienia.
- Avan wykorzystuje słabości ludzi, a słabością Nialla jesteś ty, Hope. Zawsze go szantażował, wmawiając mu, ze nie jest ciebie wart. Niall od dzieciaka mu wierzy, dlatego zrobił już setki głupich rzeczy.

Zabił moją babcię- wyszeptałam w myślach.

------------------------------------------------
Końcówka rozdziału jest niesprawdzona. Teraz już wiemy, kto jest trzecim opiekunem. Nikt się tego nie spodziewał, prawda? Czy nieprawda? Jednak co Alice robi w wiosce, skoro jest stuprocentową śmiertelniczką? I jaki w tym udział na Niall? Dlaczego jest tak bardzo związany z tą małą? Do następnego!