piątek, 19 grudnia 2014

29. Secret Weapon

W naszą stronę szedł Niall. W jednej sekundzie wyłapałam furię z jego oczu. Jest źle, nawet bardzo źle. Wpadł dokładnie w taki sam szał, jak wcześniej.
- Luke, uciekaj.- Mruknęłam, odpychając chłopaka.
- Co?
- Uciekaj, do cholery!- Krzyknęłam. Posłuchał mnie i byłam mu za to wdzięczna. Wybiegł drugimi drzwiami, a ja stanęłam przed nimi, zatrzymując Nialla.
- Pierdolony skurwysyn!- Horan rzucił się biegiem. Jego klatka piersiowa odbiła się od moich dłoni, kiedy nie ustąpiłam mu miejsca w drzwiach.
- Hope, zostaw!- Chciał mnie przesunąć, ale jakbym przyrosła w ziemię. Cały strach ze mnie odpłynął. Nie czułam jakiejkolwiek obawy.
- Zostawić to Ty możesz jego.- Odpowiedziałam.
- Hope!- Zaciskał pięści i szczękę. Ponownie spróbował się przedrzeć obok mnie i ponownie mu się to nie udało. Zaczęłam panikować, kiedy mocno ścisnął moje ramie. Mam już na nim siniaki i nie musi mi robić kolejnych. Blondyn nie był tak głupi i zaczął kierować się do drugiego wyjścia. Przeklinał pod nosem. Był wściekły, ale jeszcze nie wpadł w furię. Mało mu do tego brakowało, a mam wrażenie, że za wszelką cenę z nią walczył. Próbował się w jakikolwiek sposób uspokoić.
- Ratunku! Harry! Pomocy! Ratunku!- Zaczęłam krzyczeć na całe gardło. Włożyłam w to całą swoją energię.- Harry!- Krzyknęłam ostatni raz, zatrzymując na kilka sekund zdezorientowanego Horana. Modliłam się, żeby zdążyli tu dotrzeć w ciągu najbliższych sekund i na szczęście się to udało. Pierwszy do kuchni wpadł Harry i omijając Nialla wpadł na mnie. Zamknął mnie w mocnym uścisku. Potem po kolei wpadli Zayn i Liam. Oni rzucili się na blondyna. Chwycili go za ramiona i rzucili na kolana. Na końcu wpadł Louis, który również podbiegł do klęczącego chłopaka. Wtedy pękną.
- Puśćcie mnie, kurwa!- Zaczął się szarpać.- Zabiję tego jebanego chuja! Jak on mógł ją dotknąć! Hope jest moja, kurwa!- Powoli wyrywał się chłopakom. Przycisnęłam twarz do klatki piersiowej Harry'ego, kiedy poczułam jak łzy spływają po moich policzkach. Liam i Zayn wyprowadzili Nialla z pomieszczenia, co nie obeszło się bez pomocy Louisa. Krzyki cichły, a ja powoli zbierałam myśli. Hazz pozwalał sobie moczyć koszulkę, głaszcząc mnie po włosach. Oparł brodę o czubek mojej głowy i zaczął nami lekko kołysać na boki.
- Csii... Już spokojnie...- Mamrotał pod nosem. Cholera! Luke! Zaczęłam się wyrywać, odpychając lokatego od siebie. Wybiegłam tymi samymi drzwiami, co Lu wcześniej. Gdy tylko wydostałam się na korytarz, ktoś pociągnął mnie za nadgarstek, sprawiając, że upadłam na jego tors. Nerwowo spojrzałam na twarz tej osoby i na całe szczęście był to mój brunet. Stał oparty o ścianę i ciężko oddychał. Objął mnie, chowając twarz w zagłębie mojej szyi.
- Miałeś uciekać.- Mruknęłam. Stał przecież prawie zaraz za drzwiami!
- Nie zostawiłbym Cie przecież.- Wymamrotał między oddechami.- Już wszystko dobrze, Hope.- Dodał, kiedy się uspokoił. Spojrzał mi w oczy, kciukami wycierając moje mokre policzki. Uśmiechnął się, próbując dodać mi otuchy.
- To o nim mówił?- Zaraz obok nas stał Harry. Opierał się o ścianę i obserwował każdy najmniejszy ruch Luke'a. Chłopak kiedy go zauważył w jednej sekundzie się wyprostował, stając obok mnie. Chwycił mocno moją dłoń.
- Co mu jest?- Zapytałam. Wzrok Stylesa skupiał się na mojej dłoni, która była teraz spleciona z dłonią Luke'a.
- Nie wiesz? Niall...- Zaczął brunet, który stał obok mnie, ale zamknął się, kiedy zobaczył zabójcze spojrzenie Harry'ego.
- Nikt Cię nie prosił, żebyś wtykał nos w nieswoje sprawy.- Syknął Styles. Mocniej ścisnęłam dłoń chłopaka.
- Nie odzywaj się tak do niego!
- Bo co? Zabronisz mi?- Harry zaśmiał się ironicznie.- Chodź i nie gadaj.- Podszedł do mnie i chwycił moją wolną rękę, ciągnąc mnie w swoją stronę.
- Puszczaj!- Wyrwałam się.
- Nie wkurwiaj mnie!
- A może byś na nią nie krzyczał?- Odezwał się Luke. Styles tym razem podszedł do niego i przycisnął do ściany, chwytając przy tym koszulkę bruneta.
- Powiedziałem raz, a każdy tutaj wie, że nie lubię się powtarzać! Nie wtykaj nosa w nieswoje sprawy!
- Styles!- Krzyknęłam, a on rzucił mi krótkie spojrzenie.
- Gdyby nie ona, już dawno wylądowałbyś w podziemiach.- Odsunął się od niego.- Kilku z nich najadło się twoim przyjacielem, ale myślę, że reszta nadal jest głodna.
- Pierdol się!
- Grzeczniej!
- Hope nie jest twoją kolejną zabawką!
- Zamknij ryj!
- Myślisz, że będziesz nią manipulował jak innymi?!
- Powiedziałem, żebyś się zamknął!
- Ona i tak Cię nienawidzi!
- Wyjebie Ci zaraz!
- Myślisz, że byłaby w stanie chociażby polubić kogoś takiego, jak ty?
- Morda, wymoczku!
- Woli 'wymoczka' niż Ciebie!- Styles chodził w kółko, nie wiedząc na czym wyładować złość. Mógł uderzyć Luke'a, ale tego nie zrobił, nie chciał też wybuchać w mojej obecności. Nagle zatrzymał się w miejscu.
- Hope, wracasz do pokoju.- Warknął, patrząc się w ziemie.
- Nie będziesz mi...
- Wracasz do pokoju!- Powtórzył trochę głośniej, a kiedy zobaczył, że się nie ruszam, to zwyczajnie do mnie podszedł i podniósł, przerzucając sobie przez ramię. Zaczęłam się szarpać, ale nikt nic nie zrobił. Spojrzałam na oddalającą się postać Luke'a. Z jego ust wyczytałam tylko krótkie 'spokojnie' i zniknął za zakrętem, który własnie minął Styles. Nadal starałam się wyrwać, ale on był zdecydowanie za silny.
- Puść mnie!- Biłam go pięściami w plecy, ale wcale go to nie ruszało.- Kurwa!
- Nie przeklinaj.- Upomniał mnie krótko.
- Jebany chuj, którego pierdolnęło do dekla!
- Hope!
- Nie, to ty!- Odpowiedziałam zirytowana. Styles odstawił mnie na podłogę. Rozglądnęłam się. Byłam w swoim pokoju. Klucz leżał na szafce nocnej, więc on go zabrał i wyszedł, trzaskając przy tym drzwiami. Usłyszałam kliknięcie zamka. Serio jesteś taki głupi, Styles? Podeszłam do drugich drzwi, które otwierały się na moją komendę. 'Otwórz' i mogłam przejść do pokoju tego dupka, a tam też jest wyjście na korytarz. Chwyciłam za klamkę i chciałam wyjść, ale było zamknięte.
- Serio myślisz, że jestem tak głupi?- Usłyszałam zza drzwi. Warknęłam pod nosem. Zaczęłam szukać klucza. On musi mieć jakiś zapasowy.
- Grzebie ci w szafkach!- Krzyknęłam, chcąc go zirytować.
- Powodzenia!
- I na pewno znajdę ciekawe rzeczy!
- No proszę! Jak znajdziesz coś interesującego, to daj znać!
- Rozpierdolę ci cały pokój!
- Nie przeklinaj!
- Nie zabronisz mi!
- Zachowujesz się jak dziecko!
- Czyli na twoim poziomie!
- Nie zirytujesz mnie, Hope!
- A założymy się?- Oderwałam się od poszukiwań klucza i podeszłam do drzwi.
- Powodzenia!
- Oj, nie będzie mi potrzebne.- Odpowiedziałam. Doskonale wiem jak go zirytować i wcale nie jest mi do tego potrzebne jakieś marne 'Powodzenia!'. Usiadłam na podłodze, opierając się o drzwi. Ułożyłam się dość wygodnie i nabrałam powietrze w płuca.- Luke miał rację...
- Z czym?- Odpowiedział Harry po krótkiej chwili.
- Ze wszystkim.
- To znaczy?- Uśmiechnęłam się szyderczo sama do siebie.
- Nie jestem twoją zabawką, nienawidzę cię i wolę takiego 'wymoczka' jak on, niż ciebie. Jesteś chujem! Najpierw mnie przepraszasz, wywołujesz u mnie uśmiech, a potem zmieniasz się w skurwysyna, który zamyka mnie w pokoju na klucz, choć obiecał, że tego nie zrobi! Z resztą... Jebie mnie to! Zaraz i tak wyjdę, a potem pójdę do niego.- I w tym momencie wpadł mi do głowy idealny plan zemsty, który jest po prostu zabójczy dla Stylesa.- Wepchnę go do pokoju.- Kontynuowałam.- Rzucę na łóżko i zacznę zdzierać ubrania. Sama również pozwolę na to, żeby mnie rozbierał. Jego dłonie będą błądzić po moim ciele, dotykać mnie w miejscach, o którym innym się nie śniło. Jego usta i język będą dosłownie wszędzie. Potem we mnie wejdzie i będziemy się poruszać, dysząc ze zmęczenia. A potem zacznę dochodzić i wiesz co?- Oblizałam usta, wyczekując odpowiedzi.
- Co?- Musiałam powstrzymywać śmiech, kiedy usłyszałam drżący głos Stylesa.
- Będę jęczeć jego imię.- Odpowiedziałam pewna siebie. Zawsze byłam dobrą aktorką.- Luke... Luke... Luke!- Zaczęłam jęczeć, żeby doprowadzić Harry'ego do białej gorączki. Słyszałam jak z tego wszystkiego uderza pięścią o podłogę.- Luke!- Jęknęłam jeszcze raz, aż drzwi się otworzyły. Leżałam na podłodze, próbując się nie śmiać.
- Masz przestać.- Warknął loczek, kiedy znalazł się w pokoju.
- Luke!- Jęknęłam po raz kolejny, zamykając przy tym oczy.
- Hope, kurwa!- Otworzyłam jedno oko, żeby zobaczyć jego reakcję. Próbował zachować kamienną twarz, ale zdradzały go płonące z pożądania i wściekłości oczy, no i... Wybrzuszenie na jego spodniach. Cóż... Nie ukryje tego, co rodzi mu się w tej główce.
- Luke!- Ponownie jęknęłam. Zaczynają mnie dziwić moje zdolności aktorskie.
- Nie chcę słyszeć jego imienia!- Bawiło mnie jego zirytowanie. A jednak mi się udało. Stał nade mną i nie wiedział co zrobić. Zaczęłam się wić po podłodze. Skoro nie chce słyszeć jego imienia, to...
- Harry!- Wyjęczałam. Sądząc po jego minie, zaraz spuści się w spodnie... Zaczęłam się śmiać, tarzając po podłodze. Zwinęłam się w kulkę, chwytając swój brzuch. Łzy rozbawienia spływały po moich policzkach i nie potrafiłam ich powstrzymać, a Styles? Nie wiedział co ze sobą zrobić. Chyba mi się podoba broń w stylu 'podniecić Harry'ego'. Powoli wstałam z podłogi, ale kiedy ponownie spojrzałam na jego twarz, po prostu przewróciłam się na łóżko, wybuchając kolejna dawką śmiechu.
- Nawet nie wiesz jak bardzo Cie teraz nienawidzę, a równocześnie chciałbym zerżnąć tu i teraz.- Słysząc te słowa w ciągu sekundy zamilkłam. Usiadłam po turecku, wpatrując się w niego.
- Żartujesz, prawda?
- Jestem śmiertelnie poważny.- O chyba mam pomysł! This is the best day of my life!
- No cóż...- Powoli zwlokłam się z łóżka. Podeszłam do drzwi, opierając się o nie.- To nie będziesz ty.
- Kpisz sobie ze mnie?
- Jestem śmiertelnie poważna.- Powtórzyłam jego słowa.- To będzie Luke.- Uśmiechnęłam się lekko. Po prostu nie wierzę w to, co robię! Skąd mi się to wszystko bierze? Przecież mogłam próbować wszystkiego, a on i tak nigdy się nie ugiął, a teraz? Jeszcze trochę i będzie mi jadł z ręki! Serio?
- Nie chcę słyszeć jego imienia.- Wycedził przez zęby.
- No to lepiej zamknij drzwi, bo może być głośno.
- Nie wytrzymam z Tobą!- Zaraz znowu wybuchnę śmiechem! Jak on tak może?! Przecież... No nie mogę!
- Ha...
- Spróbuj jęknąć jeszcze raz, a przestanę się powstrzymywać.- Czy on mi grozi? Czy on mnie właśnie prowokuje? Nawet jeśli nie, to ja sprowokuję jego.
- Harry!- Ponownie jęknęłam. Przyglądałam się jak chłopak zaciska szczękę i pięści. Zanim się obejrzałam, podszedł do mnie i przyparł swoim ciałem do ściany. Wbrew pozorom, mój oddech nadal był spokojny, a ja jakoś nie specjalnie bałam się tego, co może zrobić Styles. Jedyne co mi przeszkadzało, to jego bliskość. Czułam jego erekcje na swoim udzie i to było irytujące.- W czym mogę pomóc?- Uśmiechnęłam się do niego, patrząc mu prosto w oczy. Harry oparł dłonie o ścianę, po obu stronach mojej głowy, pochylając się nade mną.
- Myślisz, że możesz sobie ze mną pogrywać?- Szepnął zaraz obok mojego ucha. Przez moje ciało przeszedł dreszcz.- Czerpiesz jakąś satysfakcję z tego co robisz?- Czułam jak jego oddech oplata moją szyję.- Widzisz czym kończy się danie Ci odrobiny swobody?
- Zaufałam Ci, Styles.
- Hę?- Odsunął się kawałek ode mnie, aby spojrzeć w moje oczy.
- Głuchy jesteś? Zaufałam ci, a ty znowu to wszystko zniszczyłeś. Znowu mnie zamknąłeś. Jeżeli cokolwiek stanie się Luke'owi, to nigdy ci tego nie wybaczę. I nie obchodzą mnie Twoje chore fantazje! Mam prawo do wolności i nie muszę tu być!- Odepchnęłam go od siebie.
- Hope- Westchnął.- Zrozum, że martwię się o mój skarb.
- Skarb?
- Skarb.- Czy on właśnie nazwał mnie swoim skarbem? Niejedna dziewczyna by się z tego ucieszyła, a ja? Czuję się potraktowana przedmiotowo. 'Mój skarb.' Dlaczego każdy nazywa mnie SWOJĄ? Nie jestem przedmiotem! Harry ponownie do mnie podszedł i bez słowa położył dłonie na mojej talii, przyciągając mnie do siebie. Zaczął całować moje ramię, kierując się w stronę szyi. Zatrzymał się dopiero przy moim uchu.- I jestem o Ciebie cholernie zazdrosny.- Wymamrotał, po czym spojrzał w moje oczy, próbując wyczytać jakąś reakcję. Czułam jak kolejna fala dreszczy przechodzi przez moje ciało, a Harry na pewno je wyczuł, bo lekko się uśmiechnął. Jego wzrok skupił się na moich ustach, po chwili złączając je razem z ustami Hazzy. I nie był to pocałunek jak każdy inny pocałunek Harry'ego. Może to przez tą drażniącą erekcję, którą nadal czułam na udzie? Odruchowo wplotłam palce we włosy Stylesa i oddałam pocałunek. Czułam jak się lekko uśmiecha. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze, prosząc o więcej. To było co najmniej dziwne z jego strony, bo raczej stwierdziłabym, że Harry zrobi co zechce, nie pytając się nikogo o zgodę. Odczuwając namiętność pocałunku, każdego ruchu ust czy języka, pociągnęłam lekko za brązowe loki, wywołując u chłopaka ciche jęknięcie. Dłonie Stylesa zsunęły się z mojej talii na biodra, a potem pośladki, aby ostatecznie chwycić uda, unosząc mnie do góry. Oplotłam nogami ciało Hazzy, pozwalając zanieść się na łóżko. Harry delikatnie mnie na nie odłożył i zawisł nade mną, nie przerywając pocałunku. Poczułam zimny dotyk na skórze mojego brzucha, który wędrował coraz to wyżej. Nigdy nie pomyślałabym, że on potrafi być aż taki delikatny. Nie wyobrażałam sobie tego. To jest po prostu istną abstrakcją! Zanim Styles zdołał posunąć się o krok dalej, ja oderwałam się od niego i usiadłam po turecku na drugim końcu łóżka. Harry opadł na miękką pościel, wbijając w nią twarz. Jękną niezadowolony.
- Zachowujesz się jak naburmuszona dziewczynka.- Powiedziałam bez dłuższego zastanowienia, opierając się o ramę łóżka.
- Zabawiłaś się mną.- Wymamrotał, nie podnosząc głowy. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Chciałam w jakikolwiek sposób ukarać go za to wszystko co do tej pory mi zrobił i chyba znalazłam na to sposób.
- Powiesz mi co się stało Niallowi?
- Nie.
- Ha...
- Nie!- Nie dał mi nawet dokończyć jego imienia. Chyba do mnie dotarło. Raczej nie będę się z nim kłócić.
- Podobno miałeś jakiś genialny pomysł.- Zmieniłam temat. Harry podniósł siadając naprzeciwko mnie. Uśmiechnął się, ukazując swoje dołeczki. Miałam ochotę wbić w nie palce.
- Miałem...
- To...- Również się uśmiechnęłam.- Powiesz mi o co chodziło?
- O Ciebie.- Wzruszył ramionami. Moje oczy szeroko się otworzyły.- Taka mała niespodzianka.
- Niespodzianka?! Prezent?!- Kocham niespodzianki!
- Ale zastanawiam się czy zasłużyłaś.
- Zasłużyłam!- Naburmuszyłam się. Skrzyżowałam ramiona na piersi i wydęłam usta, marszcząc brwi.
- Wiesz Hope co się przed chwilą stało?- Zmienił nagle temat, szczerząc się przy tym jak głupi do sera.- Pozwoliłaś się pocałować...- Spojrzałam na niego wyczekująco.- I dotykać.- Z każdym słowem jego głupkowaty uśmiech stawał się większy. A najgorsze, że miał rację. Zamarłam w kompletnym bezruchu. Moje oczy musiały wyglądać jak piłeczki pingpongowe. Pozwoliłam mu na to i w żaden sposób nie zareagowałam. Fuj?
- Wychodzę.- Mruknęłam sama do siebie, schodząc z łóżka. Byłam niemal pewna, że Harry i tak usłyszał to jedno krótkie słowo. Znalazłam się przy drzwiach i już miałam wychodzić, ale nie pozwolił mi na to mocny uścisk na nadgarstku.
- Przecież to nic złego.- Nie odwracałam się. Zacisnęłam powieki, uspokajając kłębiące się z mojej głowie miliony myśli.
- To coś bardzo złego.- Odpowiedziałam, a chłopak odwrócił mnie do siebie przodem. Przeszywał mnie wzrokiem. I był to wyczekujący odpowiedzi wzrok. Jakichkolwiek wyjaśnień. Mina nie wyrażała ani jednej emocji, jaka teraz targała Stylesem, ale to wszystko było w jego oczach. Jedna mała iskierka smutku. Coś, jakby pryśnięcie bańki mydlanej. Bańki, która była inna niż wszystkie. Bo pośród miliona baniek mydlanych, znajdziesz jedną. Tak jakby wszystkie były zwyczajne-przezroczyste, a ta jedna mieniła się w świetle słonecznym. Ta jedna bańka była wyjątkowa. A Ty biegniesz w jej kierunku, przedzierając się przez inne bańki, a kiedy już prawie złapałeś tą jedyną, ona pęka. Rozpryskuje się i już jej nie ma. Są inne, ale wszystkie takie same, więc nieważne którą byś chwycił, nie będzie ona tak satysfakcjonująca, jak ta jedyna. I właśnie takimi bańkami są nasze marzenia. Wszelkiego rodzaju najskrytsze pragnienia i wśród nich jedno-najważniejsze. W oczach Stylesa widziałam rozpryśniętą bańkę mydlaną.
- Dlaczego uważasz, że to coś złego?- Zapytał się, kiedy przez długi czas nie uzyskał moich wyjaśnień. Westchnęłam.
- Bo kocham Luke'a, a Tobie chodzi tylko o przygodny seks.- Wyrwałam nadgarstek z jego uścisku i po prostu wyszłam z pokoju. Poszłam do siebie. Klucz był w drzwiach od zewnątrz, więc łatwo się tam dostałam. Jednak gdy miałam rzucić się na łóżko, w otwartych drzwiach, łączących mój pokój z sypialnią Stylesa, zobaczyłam chłopaka. Stał w bezruchu, wpatrując się we mnie. Zmierzyłam go wzrokiem, dokładnie analizując najmniejszy szczegół. Roztrzepana burza loków na głowie. Kolczyki w brwi i wardze. Biała bokserka, która ukazywała dziesiątki tatuaży na jego ciele i mały odznaczający się na niej łańcuszek z wisiorkiem w kształcie papierowego samolociku. Smutny wyraz twarzy. Podniosłam się do pozycji siedzącej.- Zamknij- Powiedziałam dość głośno, a postać chłopaka zniknęła za zasuwającymi się drzwiami.


--------------------------------------------------------------

Nie będę niczego przedłużać i od razu przejdę do blogów:

Pierwszym dodanym przeze mnie prologiem, jest Madness ->Link<- Blog ma opowiadać o dziewczynie imieniem Melisa, która trafia do Hellbridge Lunatic Asylum- ośrodka dla psychicznie chorych. Zdawałoby się, że dla kruchej dziewczyny będzie to istne piekło. Ale czy na pewno? Śmiało można by stwierdzić, że jej pobyt w Hellbridge będzie piekłem, ale dla pracowników. Liczne wybryki... Sprawianie wrażenia szalonej... On... I jedno pytanie, czy ona naprawdę jest wariatką? (Historia poniekąd oparta na autentycznych wydarzeniach z Wariatkowa w Rybniku)

Drugi blog, to Sexuality Eduction ->Link<- Historia pewnej siebie dziewczyny, która pracuje jako striptizerka. Nie wstydzi się takiego sposobu zarabiania pieniędzy, bo nie jest dziwką. Jest tancerką. Mieszka ze swoim przyjacielem- Niallem, który nie przebiera w kobietach. Jest młody chce się bawić, wyszaleć. Pewnego dnia zagaduje do chłopaka, który od kilku dni przychodzi do klubu, w którym pracuje Chanel. Spodnie w kant, biała koszula, babcina kamizelka w kratkę, duże okulary i idealnie ułożone włosy. Upija się, a potem wychodzi. W zbiegu okoliczności trafia on na noc do jej domu. Rozmawiają. Dziewczyna dostrzega w nim naprawdę przystojnego faceta. Dostaje niecodzienną propozycję, zaraz po tym jak dowiaduje się, że Harry'ego rzuciła dziewczyna, mówiąc, że rzekomo 'Nie potrafi się zająć kobietą'. Czy Chanel zgodzi się na zrobienie z Harry'ego idealnego mężczyzny i boga seksu?

Ostatnim blogiem, który możecie wybrać jest One Step To Distaster ->Link<- Spokojne życie cichej dziewczyny zostaje zakłócone, kiedy ma wypadek. Jedzie samochodem, który potrąca młodego chłopaka. Nie przyznaje się jednak do winy. Stara się wrócić do starego, równie spokojnego, jak przed wypadkiem, życia. Jednak jej świat wywraca się do góry nogami, kiedy do ośrodka dla niepełnosprawnych, gdzie pracuje, trafia właśnie on. Modli się o to, aby nie musiała zajmować się chłopakiem, który jeździ na wózku, właśnie przez nią. Jednak los, jak zawsze chciał inaczej. Kocha go, czy po prostu ma poczucie winy? Powie mu? Jak on zareaguje, kiedy się dowie?

To by było na tyle :) Mam nadzieję, że będzie głosować, bo cała ankieta trwa do niedzieli do godziny 18.00 Życzę miłej przerwy świątecznej i wielu prezentów :3

czwartek, 11 grudnia 2014

28. Baby, look what you've done to me

Hej :) Mam prośbę!
Mógłby każdy z Was skomentować ten rozdział?
Nie proszę o długie komentarze
Wystarczy zwykła kropka "."
Po prostu chcę zobaczyć ile Was jest
A poza tym, to świetna motywacja i 2 razy więcej weny!
Dziękuję każdej osobie, która poświęci mi tą minutkę i skomentuje <3

Na początku nie zdawałam sobie sprawy z tego co się stało, ale później do mnie dotarło. Albo w sumie nie dotarło. Po prostu zaczęłam się bać tego pomysłu. Styles mnie przeprosił i tego chyba nigdy nie będę w stanie zrozumieć. Czyżby się zmienił? Nie sądziłam, że jest w ogóle w stanie to zrobić. Ale może jednak? Co takiego się stało, że zmienił swoje zachowanie do takiego stopnia? Ja mu coś zrobiłam? Niall mu coś zrobił? Upadł na głowę?! W każdym razie, nic nie zmieniło faktu, że nadal stałam na korytarzu i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Może pozwiedzam? Zobaczę co gdzie jest i w końcu obeznam się w terenie. Szłam dokładnie w tym samym kierunku, w którym wcześniej pobiegł Harry. Skręciłam kilka razy, aż trafiłam pod w miarę interesujące drzwi. Mam wrażenie, że tam będzie coś ciekawego. Ale nie było. Zwykły pokój zwykłej osoby, bez żywej duszy w środku. Poddaje się, zwiedzanie nie jest fajne. Skierowałam się w drogę powrotną, ale coś poszło nie tak. Znalazłam się chyba na złym korytarzu. Tu nie ma mojego pokoju! Wróciłam się, ale i tym razem byłam gdzie indziej. Cholera jasna! Męczyłam się tak prawie godzinę. Może zapytałabym kogoś, jak dotrzeć do mojej sypialni, bo zgaduję, że każdy to wie, ale tu nie było żywej duszy! Gdzie oni się wszyscy podziali?! Po wielu próbach weszłam po cichu do siebie, ale nie zastałam tam Luke'a. Natomiast na szafce była karteczka z krótką informacją od niego. "Zniknęłaś :( Mam nadzieje, że jeszcze porozmawiamy" Uśmiechnęłam się i odłożyłam kartkę z powrotem. Jasne, że porozmawiamy. Ogarnęłam w miarę pokój i ostatecznie wyszłam z powrotem na korytarz. To jest okropne, że nie wiem co ze sobą zrobić. Nie mam pojęcie gdzie pójść. W oddali usłyszałam czyjeś głosy. Były mi dość znane, więc ruszyłam w ich stronę. Głosy ani się nie oddalały, ani nie były bliżej. Mogłam wnioskować, że po prostu te osoby idą w tym samym kierunku, co ja. Nagle wszystko ucichło. Odruchowo się zatrzymałam. Kompletna cisza. Jedyne co mogłam usłyszeć, to mój oddech. Moim dodatkowym problemem był zakręt, przy którym się zatrzymałam. Do moich uszu dobiegło charakterystyczne skrzypnięcie starej podłogi. Wzdrygnęłam się. Zrobiłam jeden krok w stronę ściany, żeby nie stać na widoku. Nabrałam powietrza w płuca.
- Kto tam jest?- Zebrałam w sobie wszystkie swoje siły, aby wypowiedzieć to jedno krótkie zdanie.
- Hope, to ty!- Zza rogu wyszedł Liam, a za nim Louis. Odetchnęłam z ulgą. To tylko oni, a nie żaden potwór, który na mnie poluje.- Myśleliśmy, że ktoś nas śledzi.
- Usłyszałam głosy, więc za nimi poszłam. W sumie tylko dlatego, żeby się nie zgubić.- Zlustrowałam ich oboje wzrokiem. Liam szeroko się do mnie uśmiechał, a Lou zdawał się być tym zdezorientowany.
- Dawno się nie widzieliśmy.- Stwierdził.
- Zgaduję, że wiesz gdzie byłam i nikt nie zabraniał Ci przyjść w odwiedziny.
- Nie byłbym taki pewny.- Mruknął Louis pod nosem niby sam do siebie.
- Co masz na myśli?- Skrzyżowałam ramiona na klatce piersiowej, podniosłam brew i przycupnęłam na jednej nodze.
- Nieważne...
- Ależ słucham! Zgaduję, że chodzi o Harry'ego, który znalazł jakąś wymówkę, aby żaden z was tu nie przychodził, kiedy jeszcze byłam więziona.
- Okres masz, kobieto?- Skrzywił się Li. Posłałam mu mordercze spojrzenie, a on w odpowiedzi podniósł ręce do góry.
- Poddaje się.- Uśmiechnął się do mnie. Sama nie potrafiłam opanować małego uśmiechu, który wkradł się na moją twarz. Podeszłam do chłopaka i przytuliłam go, tak samo jak potem Louisa.- Cóż za zmiana.- Stwierdził szybko Liam, szczerząc się jeszcze bardziej. Nagle do mojej głowy wpadł idealny pomysł, który jak zgaduję zrodził się w pustym żołądku. Dotyczył on kuchni. Uśmiechnęłam się w inny sposób. To musiało wyglądać jak uśmiech psychopaty.
- Trochę Was wykorzystam.- Odezwałam się. Zgaduję, że wiedzą gdzie jest to, czego szukam.
- Wykorzystasz?- Louis poruszył śmiesznie brwiami. Pacnęłam się w czoło.
- Nie to miałam na myśli.
- A my tak.- Liam wykonał dokładnie taki sam gest, jak Lou wcześniej.
- Wiecie gdzie jest kuchnia?
- Ja wiem!- Usłyszałam za sobą. Nie był to głos ani Liama, ani Louisa. Odwróciłam się gwałtownie, aby spotkać wzrok Luke'a. Uśmiechał się, idąc w naszą stronę.
- Może łaskawie nie wtrącaj się do czyjejś rozmowy.- Warknął Tommo. Nie rozumiałam jego oziębłego zachowania w stosunku do bruneta. Ignorując Tomlinsona, podeszłam do chłopaka i mocno go przytuliłam.
- Czujesz się lepiej?- Uśmiechnęłam się do niego.
- A czy ja w ogóle czułem się źle?
- Czekaj, czekaj! Znacie się?- Louis wtrącił się do naszej rozmowy. Hipokryta... Jeszcze przed chwilą miał o to problem.
- Nie widać?- Zapytałam ironicznie. W jednej sekundzie brunet rzucił się na Luke'a, przygważdżając go do ściany.
- Masz się od niej trzymać z daleka, wymoczku.- Odsunął się od niego.- Nie jesteś nawet wart tego, żeby na nią chociażby spojrzeć.- Posłał chłopakowi szyderczy uśmiech. Stałam z boku, zaraz obok Liama i przyglądałam się całej tej sytuacji. Luke nie reagował. Rozumiem... Hierarchia... Wzięłam głęboki oddech i stanęłam zaraz przed, w sumie bezbronnym chłopakiem.
- Mogę kurwa widzieć, za kogo ty się uważasz, Tomlinson?- Wycedziłam przez zęby.
- Bardziej zapytałbym, za kogo on się uważa.
- O czym ty do cholery mówisz?!
- Czyli nie był tak łaskawy, żeby powiedzieć Ci, że jest zwykłym, nędznym, nic niewartym mieszańcem?!- Zaśmiałam się nerwowo pod nosem.
- Masz problemy z rasizmem, Louis?
- Mam problemy z takimi jak on. Nie powinien w ogóle żyć. Mieszańców się zabija.
- W takim razie weź łaskawie swoją dupę sprzed moich oczu, bo jako zwykły, przeciętny i niczym nie wyróżniający się wampir, hańbisz mnie i moje otoczenie. Marnujesz tylko tlen, prostaku. Nie rozumiem jak w ogóle śmiesz przebywać tak blisko mojej osoby. Ja jestem wybranką, a ty?- Po raz kolejny wybuchłam ironicznym śmiechem.- Wampirek... Taki jak tysiąc innych...- Tomlinson patrzył na mnie tępym wzrokiem i nie widział co odpowiedzieć. Luke stał ze spuszczoną głową. Całą ciszę przerwał niekontrolowany śmiech Liama.
- Ale Ci pojechała! Hahaha!- Zgiął się w pół, pokazując palcem na Lou. Odwróciłam się, żeby zobaczyć co z moim mieszańcem. Ten cudem powstrzymywał śmiech i zachowywał kamienną twarz.
- Bardzo śmieszne, Payne!- Warknął zirytowany brunet.
- A żebyś wiedział!
- Chodź do tej pieprzonej kuchni.- Wysyczał do mnie przez zęby. Udałam, że nic nie słyszałam i teatralnie odwróciłam się do niego tyłem.
- Liam, bądź tak łaskaw i zabierz tego PROSTAKA- Podkreśliłam.- Z mojego otoczenia. Stoi za blisko i czuję brak jego wyjątkowości, a poza tym... Odzywa się do mnie, rozumiesz? On ma jeszcze czelność cokolwiek do mnie powiedzieć!- Mówiłam niczym wykwintna panienka z bogatego domu. Machałam rączkami, a głowę trzymałam tak wysoko, że brodą mogłabym zahaczyć o żyrandol.
- Zrozumiałem, ok?! Zrozumiałem wszystko od początku, do końca!- Był coraz bardziej zdenerwowany, a wszystkich coraz bardziej to śmieszyło.
- Chyba zapomniałeś o jednej istotnej sprawie.- Udawałam, że z łaską odwracam się w jego stronę.
- Sorry, Luke.- Wydusił z siebie.
- No widzisz jak ładnie!- Klasnęłam w dłonie.- A teraz poważnie możesz sobie pójść, bo jestem na Ciebie zła i mam zamiar spędzić czas z nim.- Pokazałam na bruneta przy ścianie, który w jednej sekundzie znalazł się obok mnie.
- No przepraszam!- Wywróciłam oczami i pociągnęłam Luke'a za sobą. Nie wiem gdzie szłam, ale chłopak nie protestował, więc to chyba był dobry kierunek. Naprawdę zirytowało mnie zachowanie Louisa. Co z tego, że Lu jest mieszańcem? Skoro jest w tym zamku i żyje, to jest coś, co musi być w nim wyjątkowe. Chłopak chwycił moją dłoń i wciągnął do jednego z pomieszczeń. Byliśmy w kuchni. Tego szukałam! Szeroko się uśmiechnęłam, rozglądając się dookoła. Kilka osób krzątało się po pomieszczeniu.
- Cześć Luke!- Krzyknął z oddali jakiś głos. Znałam go. Do naszej dwójki podeszła Sophie. Zatrzymała się, gdy tylko zobaczyła, że jestem z nim.- Hope...- Wymruczała.- To ja zajmę się czymś innym.- Powiedziała nerwowo i niemal zdarła ze swoich bioder biały fartuch, w który wyrwała dłonie.
- Czekaj Soph!- Luke puścił moją dłoń, zatrzymując dziewczynę.
- Zostaw! Luke, zostaw mnie!- Wysyczała, szeroko otwierając oczy. Kiwnęła delikatnie głową w moim kierunku.
- O co Ci chodzi, to tylko Hope.- Chłopak zmarszczył czoło. Powoli podeszłam do tej dwójki. Czułam lekką niechęć do Sophie za to co powiedziała, ale czułam też poczucie winy, spowodowane tym, co zrobiłam.
- Soph...
- Już stąd wychodzę.- Powiedziała nerwowo i spuściła wzrok.
- Nie, nie!- Zatrzymałam ją, kiedy wyrwała się z uścisku Luke'a.- Chciałam przeprosić. Czasem tracę nad sobą kontrole, a wszystko się nasiliło, bo jesteś śmiertelniczką.- Taką przynajmniej mam teorię. Osoby, które krzątały się po kuchni, nagle się zatrzymały. Patrzyli na nas z niedowierzaniem. Sophie pokręciła lekko głową i wyszła.
- Co się stało?
- Nieważne- Mruknęłam. Westchnęłam ciężko.
- Przepraszam bardzo, panienko.- Przede mną znalazła się starsza kobieta w białym fartuchu. Miała siwe włosy i pomarszczoną twarz. Jedno oko miała koloru niebieskiego, a drugie było niebiesko-brązowe, co sprawiało, że wyglądała ciekawie. Wiem, że to jakaś choroba o trudnej, jak dla mnie nazwie. Śmiało mogłam stwierdzić, że kobieta jest najstarszą osobą, jaką do tej pory tutaj widziałam.
- Słucham?- Uśmiechnęłam się szeroko. Wiedziałam, że nie wie jak się zachować, tylko dlatego, że jestem wybranką. Chciałam jej dodać trochę pewności siebie.
- W czymś mogę pomóc? Co panienkę tutaj sprowadza? Może jest panienka głodna? Pan Styles panienkę tutaj wysłał z tym młodzieńcem?- Bawił mnie sposób w jaki się do mnie zwracała. Ciągle tylko "panienko", "panienko". Za to Luke został młodzieńcem! Reszta załogi kucharskiej stała nadal bez słowa.
- Nie niczego nie potrzebuję, a w każdym razie dam sobie radę.- Ponownie się uśmiechnęłam. Spojrzałam na Luke'a, któremu rozbawienie malowało się na twarzy.- Pozwolicie, że sobie pogotuję?
- Słyszeliście? Panienka Hope potrzebuje wolnej kuchni!- Zarządziła kolejna kobieta. Tak naprawdę dopiero teraz mam taki pełny kontakt z nimi wszystkimi- zmiennokształtnymi. Staruszka odeszła z lekkim uśmiechem, natomiast obok mnie znalazł się młody chłopak. Był może w wieku Luke'a.
- Jestem Peter, szef kuchni.- Kiwnęłam lekko głową.- Mógłbym prosić panienkę, aby wróciła za kilkanaście minut. Posprzątamy kuchnię i będzie ona do panienki dyspozycji.- Posłał mi szeroki uśmiech. Podniosłam zdziwiona jedną brew.
- Nie trzeba, przecież...
- Respektuj to, co mówi szef!- Przerwał mi Luke. Zaśmiałam się.
- Dobrze gada.- Peter mrugnął do mnie.
- Tak jest, Panie Szefie!- Zasalutowałam. Gdy tylko skierowałam się do wyjścia, jakaś dziewczyna podbiegła do Petera.
- Gotowe, Szef.- Podała krótką informacje. Jeszcze nie zdążyliśmy wyjść, a kuchnia błyszczała. Cała załoga stała w rządku, zdejmując fartuchy. Odwiesili je na wieszaki i wyszli.
- Proszę- Peter podszedł do nas z dwoma, śnieżnobiałymi fartuszkami. Podziękowałam, a on opuścił kuchnie.
- Też chciałbym mieć taką władze, jak ty! Gdzie nie pójdziesz, tam każdy robi to co zechcesz!- Odezwał się Luke.
- Wszystko ma swoją cenę.
- To co gotujemy?
- A na co masz ochotę?- Usiadłam na jednej z szafek.
- Na krew!- Krzyknął brunet i rzucił się na mnie. Odruchowo zaczęłam uciekać. Złapałam pierwszy lepszy przedmiot i zaczęłam krzyczeć, że mam nóż. Chłopak uwierzył i teraz to on uciekał przede mną. Nie zauważył, że w mojej ręce znajduje się najzwyklejsza chochla. W pewnym momencie zniknął mi z oczu, a to przez łzy, które rozmazywały każdy szczegół. Nie mogłam wytrzymać ze śmiechu. Zatrzymałam się i nagle ktoś złapał mnie od tyłu.- Okłamałaś mnie! To chochla!- Krzyczał za mną, a ja zwijałam się ze śmiechu, nieudolnie próbując wydostać się z mocnego uścisku. Dawno z nikim się tak nie bawiłam.- A teraz wyssę twoją krew!- Powiedział Luke dziwnym i zabawnym głosem. Chciał mnie ugryźć w szyję! W ostatniej sekundzie się wyrwałam i stanęłam tuż przed nim. Uspokajałam swój przyspieszony oddech, dokładnie tak samo jak on. Oboje mieliśmy rozczochrane włosy.
- Naleśniki- Wydyszałam. Luke szeroko się uśmiechnął. Zaczęliśmy grzebać po szafkach w ogromnej kuchni, szukając odpowiednich składników. Stałam przy blacie, sprawdzając czy wszystko mamy, kiedy Lu objął mnie w talii od tyłu.
- Powiedzieć Ci coś?- Zapytał i stanął obok mnie. Kiwnęłam głową na tak, szukając miski.- Wyglądamy jak po ostrym seksie.- Momentalnie się wyprostowałam, patrząc w stronę chłopaka.
- Masz wybujałą wyobraźnie.
- Może?- Uśmiechnął się i zaczął mieszać składniki w misce, którą mu podałam. Usiadłam na szafce, kawałek od niego. Uwielbiam patrzeć na gotujących facetów.
- Lubię Cię, wiesz? Nie wiedziałam, że są tutaj takie fajne osoby, jak ty.
- Też cię lubię.- Uśmiechnął się.- Szczerze, to myślałem, że jesteś nadętą laską, która ma się za nie wiadomo kogo, bo jest kimś 'lepszym'.
- To nie było miłe!- Uderzyłam go w ramię.
- Ale całkowicie zmieniam zdanie.
- No ja myślę!
- I chciałem Ci podziękować.
- Za?- Zeskoczyłam z szafki i podeszłam do niego.
- Że nie oceniasz mnie za to, że jestem mieszańcem.
- Niby dlaczego miałabym to robić?
- Tutaj każdy to robi...- Mruknął.
- Zapamiętaj jedną rzecz- Popatrzyłam mu w oczy.- Ja nie jestem każdy.- Chłopak szeroko się uśmiechnął i wylał ciasto na patelnię.- Ale pachnie!- Pisnęłam. Zaczęłam myszkować po szafkach, szukając czego, z czym zjem naleśniki. Nutella? Dżem? Jak oni dostarczają tu zakupy? Znalazłam konfiturę i sądzę, że będzie dobra. Usiadłam na blacie, tak samo jak Luke. Pomiędzy nami stał talerz wypełniony naleśnikami. Bez słowa zabrałam się za pałaszowanie tego cudeńka.
- Tak tylko chciałem życzyć Ci smacznego.- Upomniał się brunet, kiedy miałam już napchaną buzie. Wymamrotałam coś w stylu 'nawzajem' i uśmiechnęłam się.- Zawsze tak jesz?- Luke powstrzymywał śmiech.
- Tak, a co?
- No bo nie widać po tobie.
- Uznam to za komplement, więc dziękuję.- Byłam strasznie głodna, a naleśnik był czymś, o czym wręcz marzyłam. Cieszę się, że jestem tu z Lukiem. Cieszę się, że znalazłam w tym miejscu i w takim czasie osobę, której mogę zaufać. Może nie znam go długo, ale czuję to, a moje przeczucia są inne, niż wszystkich. Niall mnie zawiódł i to w najgorszy z możliwych sposobów, bo nie skrzywdził kogoś, tylko mnie. A to zabolało bardziej. Był w stanie powiedzieć mi wiele prosto w twarz, niszcząc wszystko, co budowaliśmy przez lata, co przetrwało próbę czasu, co miało być na zawsze.- Może to nie na miejscu, ale dlaczego tu jesteś?- Odezwałam się, patrząc na Luke'a.
- Nie rozumiem.
- No... Dlaczego żyjesz, dlaczego mieszkasz w tym zamku, skoro jesteś mieszańcem?- Nie potrafiłam ująć tego w inny sposób, a pytanie 'Dlaczego żyjesz?' nie jest dość sympatyczne.
- Myślisz tak samo, jak wszyscy? Wiem, że nie powinienem istnieć i nie musisz mi o tym przypominać. Może nawet byłoby lepiej, gdyby moi rodzice pozwolili mnie zabić w pierwszych dniach.
- Nie mów tak! Nie wiem dla kogo by było lepiej, bo na pewno nie dla mnie! Nie to miałam na myśli, tylko...- Zająknęłam się.- Mówią, że mieszańcy, to cytując Louisa 'wymoczki, których się zabija', więc po prostu chcę wiedzieć dlaczego akurat Ty.
- Twoja babcia była naprawdę wspaniałą osobą.- Uśmiechnął się.- To ona mnie tutaj przyniosła i w sumie dlatego tu jestem, ale nie chcę teraz o tym rozmawiać.
- Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej? To przecież nic złego...
- Bo każdy reagował tak samo.- Przerwał mi.- Każdy kogo poznałem. Tylko Sophie jest w miarę w porządku w stosunku do mnie, bo sama jest śmiertelniczką.
- A wiesz co? Ja sądzę, że masz coś w sobie. Jeszcze nie wiem co, ale masz! Nie jesteś zwykłym mieszańcem, Luke.- Przybliżyłam się do niego, aby dokładnie przyjrzeć się jego oczom. Nie wiedział co zrobić, więc zastygnął w bezruchu.- Mama śmiertelniczka, a ojciec...- Zmrużyłam oczy najbardziej jak mogłam. W jednej sekundzie poczułam dziwny ból w klatce piersiowej i zachłysnęłam się powietrzem, odsuwając od chłopaka.- Ojciec demon.- Dokończyłam.
- To było straszne.- Stwierdził Luke i oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Przepraszam, czasem trochę schizuję.
- No można się wystraszyć! Patrz jak to wygląda!- Chłopak zaczął pochylać się w moją stronę, patrząc mi się prosto w oczy. Nie mrugał.- Widzę... Widzę...- Jego twarz była coraz bliżej mojej. Zapadła chwila ciszy. Kompletnie głuchej ciszy. A on nadal nie mrugał!- Widzę...- Przeciągnął.- Widzę, że jesteś brudna!- Krzyknął, lekko się odsuwając.
- Co? Gdzie?- Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, Luke przycisnął swoje usta do moich. Byłam tym kompletnie zaskoczona, dlatego też nie wiedziałam jak zareagować. Nie musiałam tego robić, bo zanim mój mózg zrozumiał co się dzieje, on już się odsunął, kontynuując jedzenie naleśników.
- Tutaj!- Rzucił niewinnie i majtnął nogami jak mała dziewczynka. Nadal nie bardzo wiedziałam jak się zachować.- Baby, look what you've done to me- Zanucił do mnie.- No dobrze, przepraszam! Poniosło mnie!- Nie wiedział już co ma zrobić, bo ja nadal się nie ruszałam.- Hope, błagam Cię! Zrób cokolwiek! Chociażby mrugnij!- Potrząsnęłam głową i automatycznie spojrzałam w ziemię, zasłaniając policzki swoimi włosami. Czułam jak moja twarz robi się gorąca i tym samym czerwona.- Przepraszam?- Tym razem zapytał.
- Wiesz co?
- Nie, nie wiem!
- Też jesteś brudny!- Przejechałam mu po twarzy naleśnikiem, wysmarowanym konfiturą. Cały jego policzek oraz usta i broda były nią umazane. Chłopak się oblizał.
- Smaczne- Kiwnął głową z zadowoleniem. Znalazł jakiś ręcznik i wytarł nim twarz. Ja nie mogłam uspokoić śmiechu.- No dobra, mam nauczkę.
- To nie było zbyt przyzwoite, młodzieńcze. Nie całuje się panienki z zaskoczenia.- Udawałam starszą kobietę, ale nieudolnie mi to wychodziło. Nie czułam się w żaden sposób urażona, ani nie miałam wyrzutów sumienia, ani nie byłam na niego zła.
- Dlaczego nie? Takie całusy są najlepsze!- Luke wymachiwał rękami.- A teraz poważnie. Jesteś brudna.- Sięgnął po serwetkę i zanim cokolwiek zrobiłam, wytarł nią kącik moich ust. Mam bardzo, ale to bardzo opóźniony refleks. Uśmiechnęłam się i zeskoczyłam z blatu, sprzątając po naszym gotowaniu. Luke szybko się do mnie dołączył. Razem szło nam to dość sprawnie.- Wiesz co?
- Luke, ja nie czytam w myślach! Nie, nie wiem.- Zaśmiałam się i oparłam o szafkę, patrząc się na niego. Odłożył brudne naczynia do zlewu i stanął tuż przede mną. Czułam ciepło bijące od jego ciała. Niepewnie położył dłonie na moich biodrach. Podniosłam jedną brew.
- Chyba się zakochałem.- Uśmiechnął się, patrząc mi prosto w oczy.
- To wspaniale!- Usłyszałam głos z drugiego końca kuchni. Znałam go doskonale, aż za dobrze.- Zajebie cię, gnojku!- W naszą stronę szedł Niall. W jednej sekundzie wyłapałam furię z jego oczu. Jest źle, nawet bardzo źle.


------------------------------------------------------

Rozdział jest dzisiaj, bo jutro nie dałabym rady dodać, bo wracam późno, no i, no... Jak widać Luke trochę namiesza w tej historii, ale kolejny rozdział jest chyba moim naj naj naj ulubieńszym! No po prostu! On przejdzie do historii! (Co tam się będzie działo! Uf!) Nie no, żartuję! Nie będę zdradzać co sie wydarzy! Trzeba czekać na spoiler! Podsumowując to kończę, bo ostatnio wena na rozdziały jest, a na notki nie :C Choć w sumie to dobrze! Dziękuję każdej osobie, która zostawi komentarz! Pozytywny, negatywny, z kropką, z przecinkiem, z emotką, jakikolwiek! Byle, żeby komentarz! Do następnego! Pozdrawiam Was, zdrowia życzę, pa! <3

piątek, 5 grudnia 2014

27. Changes

Z dedykacja dla Natalki!
Wszystkiego naj naj! XD <3

Leżałam na Luke'u z twarzą wbitą w jego tors.- Nosz kurwa!- Jęknęłam sama do siebie.
- Ej, Hope? Nie, że narzekam czy coś, no ale nadal jestem trochę obolały, a leżymy na twardej podłodze.- Po jego słowach się opamiętałam i powoli wstałam. Pomogłam się podnieść chłopakowi, w międzyczasie rzucając krótkie spojrzenie w stronę Nialla, który nadal tam stał. Nie widziałam w nim wściekłości.
- Wszystko w porządku? Przepraszam. Po tym co zrobił Harry, to jeszcze ja Cię przewracam.
- W porządku.- Luke szeroko się uśmiechnął. Pochylił się nade mną.- Nie będzie źle.- Szepnął mi do ucha i spojrzał na Horana.
- Nie byłabym tego taka pewna.- Westchnęłam i ruszyłam w stronę mojego pokoju, co wiązało się z tym, że szłam w stronę Nialla. Chwyciłam Luke'a za rękę i pociągnęłam za sobą. Będzie naprawdę źle, kiedy blondyn mnie zaatakuje. To jest straszne. W życiu nie pomyślałabym, że kiedykolwiek będę się go bała. Już prawie go ominęłam, kiedy położył dłoń na moim ramieniu. Cholera!
- Hope- Jego głos wydawał się spokojny. Zacisnęłam powieki, wypuszczając powietrze z płuc. Powoli odwróciłam się w jego stronę, ale nie puściłam dłoni Luke'a. Teraz potrzebny jest mi ktokolwiek, kto mnie wesprze. Otworzyłam usta, żeby się odezwać, ale Horan mi na to nie pozwolił.- Zanim cokolwiek powiesz, to strasznie przepraszam. Wcale nie myślę tak, jak powiedziałem i nie byłem wtedy zły. Znaczy trochę byłem, ale nie tak jak to wyglądało. Znaczy ja...- Zaczął gubić się we własnych słowach.- Ja nie wiem jak Ci to wyjaśnić.
- I dobrze, bo ja nawet nie mam zamiaru tego słuchać.
- Hope, bo...
- Zostaw mnie już.- Odwróciłam się i ruszyłam do siebie. Czułam, jak łzy napływają do moich oczu, ale nie pozwoliłam im spłynąć po policzkach. Luke szedł bez słowa zaraz obok mnie. Zdziwiłam się, kiedy na miejscu, gdzie powinny być te magiczne, otwierane głosem Stylesa i przede wszystkim zniszczone drzwi, zobaczyłam normalne, naprawione i to w dodatku z klamką. Chyba pomyliłam pokoje. Weszłam do środka.- Jezu- Wyrwało mi się. Tu był klucz. Taki normalny klucz, którym mogłam zamknąć się od środka.- Nie wierze!- Zaczęłam przekręcać kluczem, jak małe dziecko.
- Co jest?- Odezwał się brunet.
- Wcześniej Styles mnie zamykał, a teraz?!- Byłam jak dziewczynka, która właśnie dostała takiego dużego lizaka.
- Wolność?
- Najwidoczniej.- Uśmiechnęłam się. Co z tego, że drugie drzwi nie są wymienione? Co z tego, że Styles ma pewnie klucz? Mogę się zamknąć! Jak normalna dziewczyna w normalnym domu! Zatrzasnęłam drzwi z szerokim uśmiechem.
- Wiesz jak słodko wyglądasz? Taka szczęśliwa, że o jeju!- Luke zaczął się ze mnie śmiać. Usiadłam na łóżku, klepiąc miejsce obok siebie. Lu szybko na nie wskoczył.- Co będziemy robić?
- A co byś chciał? W sumie, to miałeś odpoczywać. Ale jak chcesz, to możemy porysować.- Uśmiechnęłam się.
- Nie umiem rysować! Będziesz się śmiać!
- Jak nie umiesz, to cię nauczymy!- Wstałam szybko z łóżka.- Zaczekasz tu?
- Jasne- Wyszłam z pokoju na korytarz. Potrzebuję kartek i ołówka. Oby Styles miał jakieś. Weszłam do jego pokoju bez pukania, bo miałam nadzieje, że jeszcze jest na dziedzińcu i go nie zobaczę, ale był tam. Spojrzał na mnie zdezorientowany, a ja stanęłam bez ruchu.
- Coś się stało?- Zmarszczył czoło.
- Masz może ołówek i kartki?- Zapytałam cicho i zamknęłam za sobą drzwi. Harry podniósł się z łóżka, na którym do tej pory leżał i sięgnął do jednej z półek. Wyciągnął z niej mój szkicownik.
- Miałem Ci go dać wcześniej, ale jakoś nie było okazji. Pomyślałem, że pewnie się tu nudzisz, więc ostatnio wpadłem na chwile do twojego domu i go zabrałem.- Podał mi wszystko, posyłając przy tym słaby uśmiech.- No i jeszcze kazałem wymienić Ci drzwi w pokoju, a te co są tutaj- Pokazał na drzwi, łączące nasze pokoje- przeprogramować tak, żeby teraz otwierały się na twoją komendę.- Słuchałam go dokładnie i nie wierzyłam własnym uszom. Czyli mam teraz wolność? Tylko MÓJ pokój? Mimo wszechogarniającego mnie szczęścia, zachowałam kamienną twarz. Jedyne co mnie gryzło, to dziwnie pusty wzrok Harry'ego. Nie było w nim tej zaciętości, która zawsze mu towarzyszyła. Kiwnęłam głową na znak, że wszystko zrozumiałam.
- Dzięki- Uśmiechnęłam się. Miałam wychodzić, kiedy on złapał mnie za rękę.
- I chce, żebyś jeszcze wiedziała, że mam w razie co klucz do twojego pokoju.- Zatrzymałam się i westchnęłam. A już myślałam, że może mi ufa. Oczywiście wszystko poszło się jebać! Myślałam, że chociaż w minimalnym stopniu mi zaufał! Spojrzałam na niego i mocniej zacisnęłam dłonie na szkicowniku.
- Jasne- Mruknęłam. Chwyciłam klamkę i już prawie otworzyłam drzwi, kiedy Styles wsunął się między mnie i drewnianą powierzchnię, uniemożliwiając mi wyjście.
- Ufam ci.- Patrzyłam mu prosto w oczy.
- Dobra, nieważne.
- Hope...
- Powiedziałam, że nieważne.- Powtórzyłam i odsunęłam się od niego.
- Ufam Ci.- Tkwił uparcie w tych dwóch słowach. Spojrzałam mu w oczy. Był o tym przekonany, wierzył, że mi ufa.
- Gdyby tak było, to nie miałbyś niepohamowanej ochoty kontrolowania mnie na każdym kroku. Nawet jakby to była prawda, to nie mam do ciebie tyle zaufania, żeby być pewna, że to co mówisz jest prawdą.
- Niby jakbym mógł Ci udowodnić, że jednak tak jest?- Zmrużyłam powieki, przyglądając mu się. Wyciągnęłam przed siebie dłoń.
- Oddaj klucz.- Powiedziałam dość pewna siebie. Harry wykonał moje polecenie. Podszedł do tej samej szafki, z której wyciągnął szkicownik i podał mi kawałek żelaza. Niby bez problemu zrobił to, o co prosiłam, ale jednak... Westchnęłam ściskając klucz w dłoni.
- Co jest?
- Masz drugi, prawda?- Spojrzałam na niego.
- Nie mam, przysięgam!- Kiwnęłam delikatnie głową. Problem w tym, że mu nie wierze i nie potrafię uwierzyć.
- Dzięki- Rzuciłam krótko i ruszyłam do wyjścia. Wyszłam na korytarz, ale Styles wciągnął mnie z powrotem do swojego pokoju.
- Nie mam drugiego klucza, przysięgam! Przysięgam na...- Zająknął się. Zapadła kilkusekundowa cisza. Zastanawiał się co może mi w tym momencie powiedzieć. Chciał, żebym uwierzyła.- Możesz przeszukać pokój, a jeśli znajdziesz drugi, to zniknę z Twojego życia. Nie będziesz mnie musiała słuchać, ani oglądać, a ja nie będę się narzucał. Proszę tylko, żebyś została w zamku. Będziesz miała stuprocentową swobodę, a ja całkowicie zniknę. Zgoda?

*Oczami Harry'ego*

Czekałem na jej odpowiedź. To jest chyba jedyna rzecz, na której może jej zależeć. Przecież ona mnie nienawidzi, więc perspektywa mojego zniknięcia powinna być dla niej wystarczająca. Pogodziłem się z nienawiścią. W sumie nie miałem innego wyboru. Ona może lubić lub kochać każdego, tylko nie mnie. Spierdoliłem sprawę w pierwszy dzień, w który ją spotkałem, a potem się tylko pogrążałem. Starałem się na ile mogłem, ale mi to najwidoczniej nie wychodziło. Nie mam już zamiaru z nią walczyć, to nie miałoby sensu. Dlatego kazałem wymienić te drzwi. Nie ma już innej opcji, bo ona nigdy nie zmieni stosunków do mnie, a ja sam również nie potrafię się zmienić. Patrzyłem w jej oczy, wyczekując odpowiedzi. Wiem, że ona wyczuwa pewne szczegóły z mojego zachowania. Za często łapie ze mną kontakt wzrokowy, a robi to tylko wtedy, kiedy jest niepewna moich słów czy tego co robię.
- Nie chcę, żebyś znikał.- Odezwała się w końcu, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Co?- Wykrztusiłem.- To znaczy, że...
- Lubię Cię, a jakbyś zniknął, to byłoby tu całkowicie nudno.
- Naprawdę?- Nie wierzę w to co słyszę. Hope kiwnęła lekko głową. Mimowolnie się uśmiechnąłem.
- Luke tam siedzi i na mnie czeka.- Pokazała palcem na drzwi.- Porozmawiamy później.
- Czekaj!- Zatrzymałem ją chyba po raz setny.- Wiesz może kto tu wszedł bez zgody i posprzątał?
- Znowu zaczynasz?
- Nie! Chcę tylko wiedzieć, czy ta osoba nie znalazła czegoś, czego nie powinna.
- Ja tu posprzątałam, a jeżeli już musisz wiedzieć, to nic ciekawego nie znalazłam, więc jesteś bezpieczny.- Uśmiechnęła się i wyszła. Zamknąłem za nią drzwi, a dłonie oparłem o ścianę. Patrzyłem w podłogę, szczerząc się sam do siebie. Jedno małe zwycięstwo!

*Oczami Hope*

Nie mam pojęcia co się z nim stało. Jest niewiarygodnie... miły? Nie walczy, nie upiera się, nie jest arogancki i rozmawia ze mną jak z człowiekiem. Uśmiechnął się, ale nie w ten specyficzny sposób. To był szczery, przepełniony radością uśmiech. Co się stało? On złamał mnie czy ja... ja jego? Spojrzałam w stronę jego pokoju i weszłam do siebie. Uśmiechnęłam się na widok Luke'a. Siedział po turecku, wpatrując się we mnie z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Patrz co mam!- Pomachałam swoim szkicownikiem i zestawem ołówków, który dał mi Harry. Usiadłam zaraz obok chłopaka i zaczęłam przerzucać kartki w poszukiwaniu jednej z czystych.
- To Twoje?- Luke zatrzymał moją dłoń, przyglądając się jednemu z rysunków. Przedstawiał on drzewo. Ogromne rozłożyste drzewo z dwoma huśtawkami. To samo, na którym bujałam się z Niallem, jako dzieci. Wtedy się o mnie troszczył. Był miłym, kochanym i uroczym blondynkiem, któremu mogłam w pełni zaufać i przede wszystkim czułam się przy nim bezpieczna. Czułam, że kiedy jesteśmy razem, możemy pokonać wszystko. Wszystkie nasze problemy. Bo żadne z nas nie miało SWOJEGO problemu, wszystkie były NASZE. Dzieliliśmy troski, żeby nie zostać z tym wszystkim sami. Mogłam na nim polegać w dwustu procentach i nigdy się go nie bałam. Mimo woli wyobraziłam sobie mnie. Samą. Na jednej z huśtawek. Byłam tam sama jak palec, bo on się zmienił. Zmienił się nie do poznania. Nie potrafię mu ufać, nie potrafię na nim polegać, a najgorsze, że czuję się w jego obecności zagrożona. Nie odczuwam już tego błogiego spokoju i ciepła, kiedy jest w pobliżu. Raczej czuję obawę. Strach przed światem i przed nim samym. Nie zauważyłam, kiedy zaczęłam płakać. Pojedyncza kropla skapnęła z mojego nosa na szkicownik.
- Przepraszam, nie powinienem pytać.- Odezwał się Luke. Wytarłam szybko rękawem kolejne łzy, a on objął mnie ramieniem, przyciągając do siebie.- Już wszystko dobrze.- Gładził moje plecy.- Przepraszam.
- To nie Twoja wina. To te cholerne wspomnienia i...
- Przeszłość- Powiedział równocześnie ze mną. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Wiesz...- Zaczął.- Trzeba iść do przodu. Żyć tym co jest tu i teraz, nie przejmować się konsekwencjami, a to co było zapomnieć. Jedyne co musisz pamiętać, to twarze wszystkich tych, którzy Cię skrzywdzili. A wiesz czemu? Żeby zdobyć siłę i w odpowiednim momencie uderzyć w ich najsłabszy punkt. Ty masz przewage, Hope. Znasz słabe punkty każdego z nas. Jedyna przeszłość jaka powinna Cię interesować, to przeszłość innych. Bo akurat w przypadku otaczających Ciebie osób, ich przeszłość może wiele wyjaśnić.- Skończył. Patrzyłam na niego lekko zdezorientowana.
- Rozumiem, że każdy tutaj wie więcej o mnie, niż ja sama!- Skrzywiłam się. To nie jest pocieszające, kiedy zastanawiasz się jakie jest Twoje miejsce na tym świecie, a odpowiedz na to pytanie zna każdy, tylko nie ty.- Tak właściwie, to czym ty jesteś?- Wbiłam wzrok w Luke'a wyczekując odpowiedzi. Westchnął.
- Jestem poniekąd... No bo...- Kręcił coś, zaciskał pięści, uciekał wzrokiem. - Hope, bo...
- Nie chcesz, to nie mów. W porządku.
- Nie, bo to nie tak. Bo mam...- Zająknął się.- Nie poznałaś mnie jeszcze, więc mam czystą kartę, tak?- Kiwnęłam lekko głową.- Nie chce znowu wszystkiego zaprzepaścić.
- Co może być takiego złego w tym, kim jesteś? Chyba nie mordujesz ludzi czy coś, prawda?
- Nie, ale...
- Luke, to tak jak kolor skóry. Nie ocenia się ludzi po ich pochodzeniu. Nie mam zamiaru uciec czy zacząć się śmiać, kiedy się dowiem, ok? Ale jeżeli nie chcesz, to nie mów, nie ma sprawy. Rozumiem, że możesz mi jeszcze nie ufać na tyle, w końcu znamy się godzinę.- Uśmiechnęłam się do niego.
- Przepraszam.
- Przestań mnie ciągle przepraszać.
- Przepraszam- Powtórzył, powstrzymując śmiech. Uderzyłam go lekko w ramię.
- Przepraszam- Powiedziałam, robiąc przy tym głupią minę. Oboje wybuchliśmy śmiechem. Przewróciłam na czystą kartkę i zaczęłam coś gadać, rysując kolejne kreski. Pionowe, poziome... Oko, nos, ręka... Ciągle tłumaczyłam jakieś szczegóły, a Luke mnie słuchał. To było miłe, kiedy widziałam zaciekawienie w jego oczach. Uśmiechał się za każdym razem, gdy łapaliśmy kontakt wzrokowy. Nawet nie zauważyłam jak szybko mija czas. Dokańczałam właśnie ostatnie detale szkicu, mrucząc coś pod nosem na temat cieniowania rysunków. Odwróciłam się w stronę bruneta, a on leżał z dłońmi pod głową i spał. Nie mam mu tego za złe, bo miał prawo być zmęczony po pobiciu przez Stylesa. Jak najciszej odłożyłam szkicownik na szafkę nocną i znalazłam koc. Przykryłam nim bruneta. Nie chcę go budzić. Wyszłam z pokoju, zamykając powoli drzwi. Zacisnęłam powieki i wstrzymałam oddech, kiedy usłyszałam za głośny trzask zamka. Z ulgą wypuściłam powietrze z płuc, jak stwierdziłam, że drzwi są zamknięte. Rozglądnęłam się po korytarzu. Co ja będę tutaj robić? Stałam chwilę jak kołek, rozglądając się dookoła, kiedy zza rogu wyszedł Harry.
- Dlaczego tu stoisz?- Odezwał się zaraz na mój widok. Przyłożyłam palec do ust, uciszając go.
- Luke zasnął.
- I śpi u Ciebie w pokoju?
- Tak, przeszkadza Ci to?- Skrzyżowałam ręce na piersi i podniosłam jedną brew.
- Nie, skąd. Ale masz zamiar stać tu cały czas?
- A nawet jeśli?- Harry wzruszył ramionami. Drażniło mnie to, że w żaden sposób nie mogę go sprowokować do arogancji. Jest za miły! A ja jestem nienormalna, bo zamiast się cieszyć, to odczuwam frustrację.
- Skoro masz chwilę, to może porozmawiamy?
- Chcesz... rozmawiać?- Moja mina musiała być bezcenna. Otworzyłam szeroko oczy, tak samo jak usta. Ktoś mi podmienił Stylesa! Wstrząsnęłam lekko głową, nie zmieniając wyrazu twarzy.
- Może nie rozmawiać, ale bardziej przeprosić.
- Przeprosić?- Powtarzałam za nim, jakbym nie wiedziała gdzie jestem i kim jestem. Wszystko wywoływało u mnie szok, a z jego wyrazu twarzy mogłam wywnioskować, że sam nie wie co chciałby zrobić czy powiedzieć.
- Posłuchaj...- Westchnął.- Chciałem Cię przeprosić, bo...- Zaciął się.- Z mojej strony spotkały Cię same niemiłe rzeczy. Nie czuję się z tym dobrze i chyba mam wyrzuty sumienia. Od pierwszego dnia zachowywałem się jak skończony cham. Przepraszam za to wszystko. Za to co było wtedy w lesie, kiedy stwierdziłaś, że chce cię zgwałcić, przepraszam, że cię tu zamknąłem, przepraszam, że kłamałem jeżeli chodziło o Nialla, przepraszam za wszystko. Tak właściwie, to nie było nic dobrego, co dla ciebie zrobiłem. Nie o to mi chodziło, bo po prostu ja...
- Były dobre rzeczy.- Przerwałam mu. Podniósł na mnie swój wzrok, wyczekując dalszych wyjaśnień.- Na przykład, kiedy się poparzyłam.
- Siłą zaciągnąłem cię i zamknąłem w łazience.
- Wcale nie! Może i wszedłeś do środka, ale usiadłeś tyłem do mnie. Nie byłeś nachalny i mogliśmy normalnie porozmawiać. Miałam wtedy uczucie, że mogę Ci zaufać, jakbyśmy byli dobrymi przyjaciółmi. Albo kiedy pojechaliśmy do lasu. Kiedy nie odpuszczałeś i wszędzie mnie nosiłeś z powodu kostki. Jak odstawiłeś mnie pod samymi drzwiami. Kiedy popadłam tutaj w małą depresję i mnie pocieszałeś. Czułam troskę i ciepło z twojej strony. Widziałam coś w twoich oczach, kiedy na mnie patrzyłeś i próbowałeś wydusić jakiekolwiek słowo. Nawet to co było w łazience. Nie popieram tej bitwy o siniaki, ale to było słodkie, kiedy prosiłeś mnie o wyjaśnienia. No i dałeś mi ten naszyjnik.-Wyciągnęłam z spod koszulki mały, srebrny samolocik.
- Nosisz go?- Harry szeroko się uśmiechnął.
- Jakoś nie potrafię się z nim rozstać.- Odwzajemniłam uśmiech. Styles wydawał się trochę bardziej rozpromieniony. Jeszcze nigdy w życiu nie widziałam u niego takiego uśmiechu. Ale on szybko zniknął. Zniknął ten rozpromieniony wzrok, a zastąpił go smutny i przybity. Zniknęły dołeczki w policzkach. Harry podszedł do mnie. Był bardzo blisko, a kiedyś mogłabym stwierdzić, że nawet za blisko. Teraz mi to nie przeszkadzało. Nie bałam się tego, co może zrobić. Jego dłoń znalazła się na mojej szyi. Kciukiem gładził mały fragment skóry. Wpatrywał się w to miejsce bez słowa. Sama je dotknęłam, strącając rękę Hazzy. Już rozumiem. W tym miejscu była powoli gojąca się rana, którą zrobił mi jeden z tych potworów pierwszego dnia, kiedy się tu znalazłam. Niespodziewanie Harry mnie przytulił. Zamknął mnie w mocnym uścisku, chowając twarz w zagłębie mojej szyi. Jestem od niego o głowę niższa. Stałam tak bez ruchu, bo nie wiedziałam co mam zrobić. Czy mam odwzajemnić uścisk czy może zacząć się wyrywać i krzyczeć? Nie wiem czego sama chce. Nie spodziewałam się, że Harry mnie kiedyś tak najzwyczajniej w świecie przytuli. I to nie w taki zimny sposób, jak zawsze, tylko normalnie. Ciepły, czuły uścisk... Nadal nic nie zrobiłam, nie ruszyłam się, a on już mnie puścił. Wpatrywał się we mnie bez słowa. Chyba nie zabolało go to, że nie zareagowałam?
- Mam pomysł!- Uśmiechnął się i ruszył wzdłuż korytarza. Nic mi nie powiedział, po prostu pobiegł. Mimowolnie uśmiechnęłam się w jego stronę. Boję się tego pomysłu.- Genialny pomysł!- Krzyczał i biegł przed siebie.
- Głupek- Szepnęłam sama do siebie. To na prawdę nie ten Harry, którego znam. I ciekawe, co tym razem wymyślił...


-----------------------------------------------------

No hej! Wesołych Mikołajek! Taki mały prezencik ode mnie w postaci rozdziału :3 Ostatnio nie mam weny do pisania notek i nie zanudzam Was swoimi przeżyciami, więc się cieszcie XD Teraz jestem chora i chcę tylko powiedzieć, że postaram się wysłać listy w poniedziałek, bo no bo... Nie umiem pisać listów XD I nie mam na to czasu. Tak jak mówiłam... Szkoła się na mnie zwaliła...

piątek, 28 listopada 2014

26. Does it ever drive you crazy?

Z dedykacją dla Karoliny! <3

Próbowałam już kilka razy otworzyć te cholerne drzwi i za każdym razem kończyło się to tak samo. Siadałam zrezygnowana na podłodze i głęboko oddychałam, żeby się uspokoić. Nie wierzę! Normalnie nie wierzę, że kazał mnie tu zamknąć i to bez powodu! Jakbym coś zrobiła, to możesz jeszcze... Hope, świrujesz! Styles w ogóle nie ma prawa mnie zamykać! Nieważne co zrobię, czy co powiem. Jestem wolnym człowiekiem. I przysięgam, że zabije tego chuja, przez którego mam siniaki na ramieniu! Oni nigdy nie byli mili, ale nigdy też nie byli brutalni. Pierwszy raz się z tym spotykam. Na ogół wykonywali swoje obowiązki, a teraz? Gościu chyba ma słabe nerwy. Wstałam z podłogi, podchodząc do drzwi. Dobra! Po prostu musi mi się udać! Nie ma możliwości, żeby coś poszło nie tak. Położyłam dłoń na powierzchni drzwi i skupiłam się. Chce już wyjść. Próbowałam, ale zamiast pstryknięcia zamka, słyszałam tylko kroki z korytarza.- Cholera jasna!- Zdenerwowana uderzyłam pięścią o drewno i znowu usiadłam na podłodze. Zaraz mnie szlag trafi, przysięgam! Co się ze mną dzieje?! Przecież jestem spokojna! No dobra, nie jestem, ale byłam! Nagle drzwi się otworzyły, a do środka wszedł Harry. Bo kto inny?! Podniosłam na niego wzrok, nie wstając z podłogi.
- Hope, bo...
- Daruj sobie, nie mam zamiaru Cię słuchać.- Podniosłam się i omijając chłopaka wyszłam na korytarz. Pamiętałam drogę, którą ciągnęła mnie ta dwójka, więc szybko znalazłam wyjście na korytarz, a z niego do swojego pokoju. Mam w dupie wszystko, co chce mi powiedzieć Styles. Weszłam do siebie i zaczęłam grzebać w półkach z nadzieją, że znajdę czyste ubrania. Na szczęście chociaż o tym pomyślał ten niestabilny psychicznie, niezdecydowany, zapatrzony w siebie dupek, jakim jest Harry. Ciągle czułam na sobie jego wzrok. Nie odzywał się i dzięki mu za to. Wygrzebałam pierwsze lepsze ubrania i przeszłam do pokoju Stylesa, gdzie była łazienka. On ciągle snuł się za mną jak cień. Zatrzasnęłam mu przed nosem drzwi do łazienki, zamykając je na klucz. Kąpiel, potrzebuje kąpieli. Gorącej, parującej wody! Odkręciłam korek, by wanna mogła się wypełnić, a w między czasie stanęłam przed lustrem. Wyglądam makabrycznie. Rozczochrane tłuste włosy, brudna twarz, ubrania upaprane krwią. Świetnie Hope! Gorzej niż w psychiatryku! Pozbyłam się ciuchów i weszłam do wanny. Zamknęłam oczy, kiedy po samą szyję zanurzyłam się w gorącej wodzie. Chciałam na chwile przestać myśleć, zamartwiać się i chociaż na chwile być sama. Ale Harry musiał mi to uniemożliwić. Wiedziałam, że stoi pod drzwiami i czeka. No cholera jasna! Chwila spokoju to był jedyny plus zamknięcia w tamtym pokoju.- Możesz sobie pójść?! Nie ucieknę Ci z łazienki, nie?! Chyba, że wskoczę do kibla i się spłuczę!- Krzyknęłam zirytowana.
- Posłuchasz mnie?
- Nie! Daj mi spokój!
- Hope!- To jest czasem nie do pomyślenia, jak bardzo desperacko on brzmi. Czego tak właściwie ode mnie wymaga? Że po zamknięciu, będę się uśmiechać i mu za to dziękować? Żałosne... Nie odpowiedziałam. Bełkotał coś za drzwiami, ale całkowicie się od tego odcięłam. Umyłam włosy, ciało. Muszę wyjść, bo będzie tam stał! Stanęłam przed lustrem wycierając mokre kosmyki na głowie. Poprawiłam ręcznik, który owijał moje ciało i zaczęłam grzebać po szafkach. Nie pogardzę suszarką. Jak to możliwe, że w takim zamku jak ten jest dość nowoczesna łazienka, bieżąca woda i prąd? Styles zaczął coś gadać po drugiej stronie. Mam tego dość! Rzuciłam wszystko co miałam w rękach i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je na oścież, stając twarzą w twarz z Harrym.
- Daj mi już spokój!- Krzyknęłam. I dopiero gdy zmierzył mnie wzrokiem zrozumiałam, że stoję przed nim w samym ręczniku, a to w końcu Harry. Zanim się obejrzałam wepchnął mnie do łazienki. To był bardzo zły pomysł. Chłopak chwycił moje nadgarstki.- Puszczaj!- Szarpnęłam, wyrywając mu się. Styles zakluczył drzwi, podchodząc bliżej. Serio? Teraz?- Czego ty tak właściwie ode mnie chcesz, co?- Odsunęłam się od niego na dość sporą odległość. Byłaby ona większa, gdybym nie wpadła na szafkę. Chłopak podszedł do mnie, przyciskając jeszcze bardziej do mebla. Zachowywałam kamienną twarz, mimo że miałam ochotę zacząć krzyczeć i bić go po klatce piersiowej, żeby tylko mnie zostawił..
- Co to jest?- Zapytał dość spokojnie i przejechał palcami po moim ramieniu. Spojrzałam na nie zdezorientowana. Chodzi o te siniaki.- Ja Ci chyba tego nie zrobiłem, prawda?
- Chyba?
- Hope!
- Nie udawaj idioty, doskonale wiesz co to jest!- Odepchnęłam go, ale w ciągu sekundy on wrócił na swoje stare miejsce.
- Kto Ci to zrobił?- Zadziwia mnie jego opanowanie. Strzelam, że tylko udaje, a tak naprawdę w środku jest tak zdenerwowany, jak nigdy. To tylko kilka siników, a jeżeli mu powiem, to jest zdolny nawet torturować tego faceta. Dobra, może go specjalnie nie lubię, ale wiem jak Styles zareaguje i nikomu tego nie życzę. Zanim się obejrzałam dłonie Harry'ego znalazły się na moich biodrach. Pochylił się nade mną, składając delikatny pocałunek na ramieniu. Co? Tak czułego i delikatnego Stylesa nie widziałam jeszcze nigdy w życiu i szczerze, nie mogłam w to uwierzyć. Dziwne uczucie uzbierało się gdzieś w moim podbrzuszu, a Harry przeniósł się z pocałunkami na szyję. Mruczał coś, a po chwili odsunął się tak, że patrzył mi prosto w oczy. Oparł swoje czoło o moje.- Powiedz po prostu kto to robił.- Szepnął, nie odrywając się ode mnie. To jest jakiś żart? Jestem w ukrytej kamerze?
- O co Ci chodzi, co?- Zmarszczyłam brwi i odepchnęłam jego ciało od swojego. Nie opierał się, nie był nachalny, ani nie dodał od siebie żadnego błyskotliwego komentarza. Co mu się stało?! Wiedziałam, że zbiera swoje myśli w jedną całość. Otwierał usta, ale po chwili je ponownie zamykał. Mi się nigdzie nie spieszy, więc mogę poczekać. Poprawiłam ręcznik i oparłam się o szafkę. Harry przeczesał włosy palcami. Irytowało mnie to w jaki sposób bawił się kolczykiem w wardze. Robił to tak jak Niall.
- Posłuchaj- Podszedł trochę bliżej i wziął głęboki oddech.- Może nie jestem dobry w okazywaniu uczuć, ale się o Ciebie martwię, tak? Nie jestem jakimś bezuczuciowym potworem, który pozwoli, żeby ktokolwiek Cię skrzywdził. Dlatego tu jesteś... Żebyś była bezpieczna! Też jestem człowiekiem! Mam prawo się o kogoś bać, kogoś lubić, kogoś nienawidzić. Więc jakbyś mogła, to powiedz, który z tych dwóch Ci to zrobił! Bo inaczej jednego i drugiego zajebie!
- Możesz przestać krzyczeć?- Harry zacisnął pięści, spuszczając wzrok.- I jesteś bezuczuciowym potworem.- Dodałam, trochę ciszej. Wiedziałam, że go to zaboli. Nie chce być tak spostrzegany, a może chce? Kto wie, to Styles.- Wyjdź już.
- Nie wyjdę dopóki mi nie powiesz dlaczego masz siniaki na ręce.
- Przewróciłam się.
- Wyglądam na aż takiego idiotę?
- Skoro ty nie wyjdziesz, to ja to zrobię i będę chodzić po całym zamku w samym ręczniku, a przecież on może mi w każdej sekundzie spaść i wtedy wszyscy którzy będą w pobliżu zobaczą mnie nago, ale to w sumie nie jest takie złe. No cóż...- Westchnęłam i wyminęłam Harry'ego, kierując się do drzwi. Chwyciłam klamkę, naciskając na nią.
- Już wychodzę.- Uśmiechnęłam się pod nosem i otworzyłam drzwi na oścież, robiąc mu miejsce. O to mi właśnie chodziło. Chłopak wyszedł, a ja przekręciłam klucz i wróciłam do lustra. Ubrałam się, wysuszyłam włosy. Wreszcie wyglądam jak człowiek. Czy ja właśnie zmanipulowałam Stylesa? No nie wierze! Co się ze mną dzieje? Podniosłam wzrok na moje odbicie w lustrze, patrząc sobie samej głęboko w oczy. Odbicie się uśmiechnęło, pomimo że ja wcale tego nie zrobiłam.  Widziałam tam zupełnie inną osobę. Co jest ze mną nie tak? Chyba rzeczywiście świruje. Wyszłam z łazienki i szczerze powiedziawszy myślałam, że Harry będzie stał pod drzwiami, ale go nie było. Do siebie na pewno nie pójdę, nie dam się zamykać. Dopiero teraz przyjrzałam się panującemu wokoło bałaganowi. (Od autorki: Przypominam tylko, że pokoje tutaj są tak zbudowane, że sypialnia Hope ma drzwi prowadzące na korytarz i do pokoju Harry'ego, a pokój Hazzy wychodzi na korytarz, do sypialni Hope i łazienki, więc gdy Hopie wychodzi z łazienki, znajduje się w pokoju Harry'ego. No to tyle, czytajcie dalej XD) Porozrzucane rzeczy, przewrócone meble, potłuczone szkło. Co tu się stało? Przed oczami stanął mi obraz, zanim chciałam się zabić. Słyszałam przekleństwa, dźwięk rozrzucanych przedmiotów. To wszystko zrobił Harry. Jak już nie mam co robić, to posprzątam. Zaczęłam zbierać poduszki i wszelkiego rodzaju większe rzeczy z podłogi, przesunęłam komodę na jej miejsce i zaścieliłam łóżko. Na samym końcu wzięłam się za zbieranie szkła. Było tego dość sporo. Kiedy już praktycznie podnosiłam ostatnie kawałki, oczywiście musiałam się skaleczyć. Bo to nie byłabym ja, gdybym czegoś nie narobiła! No i był to opuszek palca, a tam krwawienie jest najmocniejsze. Wrzuciłam to wszystko do największej części jakiegoś wazonu, który chociaż trochę przypominał jeszcze wazon i wyszłam na korytarz. Musze przemyć ranę i wyrzucić to cholerne szkło. Szłam dość szybko w kierunku... No właśnie. Szłam przed siebie, a nie wiedziałam dokąd. W końcu na korytarzu pojawiła się jakaś dziewczyna. Wyglądała dość zwyczajnie, jak na to miejsce. Zatrzymałam ją, kiedy mnie mijała.
- Gdzie jest jakaś łazienka, kuchnia, cokolwiek?- Odezwałam się po chwili ciszy. Dziewczyna uśmiechnęła się, a ja mogłam zobaczyć kły. Dokładnie takie same, jak u tego faceta, który napadł mnie w domu. Tylko ona nie miała zamglonych oczu, sinych żył.
- Wiesz gdzie iść.- Odpowiedziała. Zanim zdążyłam zaprzeczyć, jej już nie było. Trudno, muszę sobie dać radę. Przeszłam do sali, która w sumie była jedną z niewielu jakie znałam, bo tam wprowadził mnie Harry na początku. Było tu kilka osób. Jedna dziewczyna podeszła do mnie i zabrała rozbity wazon. Reszta stała przy oknie i nie zwróciła uwagi na to, że w ogóle przyszłam. Co się tam dzieje? Odruchowo wytarłam dłoń w spodnie, znowu brudząc się krwią. Za dużo, zdecydowanie za dużo krwi. Przecisnęłam się do okna. Nie było to tak trudne, bo oni sami się odsuwali. Chyba boją się mnie w ogóle dotknąć. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam Harry'ego. Kilku mężczyzn przytrzymywało jakiegoś chłopaka, a Styles stał i krzyczał. Co on do cholery wyprawia?! Jak najszybciej wybiegłam z sali. Na żywioł biegłam do wyjścia. Nie mam pojęcia gdzie ono jest, ale po kilku nieudanych próbach wydostałam się na dziedziniec. Przebiegłam przez tłum. Wryło mnie w ziemie, kiedy zobaczyłam skatowanego chłopaka. Tamci nadal go przytrzymywali, zmuszając do patrzenia na Stylesa. Najgorsze było to, że to nie był ten, który zrobił mi te siniaki. To był ten drugi. A wytatuowany cwel stał obok, patrząc się na to wszystko.
- Co Ty robisz?!- Krzyknęłam, biegnąc w stronę Harry'ego.
- Co ona tu robi?! Niech ją ktoś stąd zabierze, do cholery!- Zobaczyłam jak jakaś osoba z tłumu, wyrywa się, żeby mnie odciągnąć.
- Spróbuj mnie tylko dotknąć, to przysięgam, że będą cię zbierać z ziemi!- Odwróciłam się w jego stronę. Zrezygnował i bardzo dobrze. Podeszłam bez słowa do skatowanego chłopaka. Był w lepszym stanie, niż Horan na samym początku, kiedy to rzekomo umarł mi na rękach. Chociaż tyle...- Puśćcie go.- Wydałam krótki rozkaz. Każdy z nich wykonywał moje polecenia, ignorując Harry'ego. Chyba mnie bali się bardziej.
Uklęknęłam przed chłopakiem, ale po kilku sekundach ktoś chwycił mnie za ramiona i uniósł do góry. Styles musiał sobie radzić sam.- Nie jesteś bezuczuciowym chujem?! Zostaw mnie.- Wyrwałam się.
- To są moi podwładni, a Tobie nic do tego! Jesteś tutaj, bo musisz, więc łaskawie siedź na dupsku i się nie wtrącaj! Nie posłuchał rozkazu, to teraz należy mu się kara! Tak było od początku i będzie do końca!
- Kara?! Za pierdolonego siniaka?! Chcesz go skatować za jednego siniaka?! Jaki z Ciebie człowiek?! Jesteś po prostu zapatrzonym w siebie popierdoleńcem! Wszystko musi być tak, jak ty zechcesz?! Nie pomyślałeś, że może to był jakiś wypadek?! Nie pomyślałeś może, że to nie on?!
- Daj spokój- Wydusił z siebie ten chłopak. Łzy napływały mi do oczu. Mam dość. Odwróciłam się na pięcie i podeszłam do bruneta.
- Dasz radę iść?- Zapytałam i pomogłam mu wstać.
- Zostaw mnie tutaj, będziesz miała problemy.- Ledwo mówił. Trochę bełkotał, ale dało się wszystko zrozumieć. Co on z nim zrobił...
- Nie będę miała kłopotów, uwierz. To jak, dasz radę iść sam?
- Chyba tak...
- Co ty robisz?!- Odezwał się w końcu Styles.
- Zabieram go do zamku!- Zrobiliśmy jeden krok, ale chłopak zaraz upadł. No to jest źle.- Czego tak stoicie?! Przynieście jakieś nosze, albo pomóżcie mu wejść do środka!
- Ten, który jej posłucha, może być pewny, że skończy o wiele gorzej niż on.- Warknął Harry. Wszyscy gapie patrzyli jeden na drugiego, ale w końcu kilku pobiegło do zamku i wróciło z noszami. Ułożyli na nich chłopaka i ruszyli z nim do środka. Stałam na dziedzińcu jeszcze kilka sekund, patrząc na Stylesa.
- Jak już musisz wiedzieć, to to nie był on.- Mruknęłam.- Tylko ten drugi.- Kiwnęłam głową na wytatuowanego chłopaka i pobiegłam za noszami. Przenieśli go do największej z sal i zostawili. Wyszli, bo nie chcieli mieć nic wspólnego z tą sprawą. Nie dziwie im się. Usłyszałam krzyk z dziedzińca, ale to już było nieważne. On był niewinny, a tamten sobie na to zasłużył. Czuję, że on nie zrobił mi jednego siniaka, skrzywdził więcej osób i zasługuje na to, co zrobi mu Styles. Jeden z tamtych facetów przyniósł mi apteczkę. Chłopak miał rozciętą wargę i łuk brwiowy, nie licząc siniaków na jego ciele. Wyciągnęłam z apteczki waciki i polałam je jakimś alkoholem, który też był w tym pudełku.
- Będzie szczypać.- Szepnęłam, a pod głowę podłożyłam mu moją bluzę.
- Zostaw mnie już. Naprawdę będziesz miała problemy.- Odezwał się. Wywróciłam oczami i przyłożyłam wacik do rany. Syknął, ale nic więcej nie powiedział. Dokładnie wyczyściłam jego twarz. Zaczęłam grzebać w apteczce w poszukiwaniu nożyczek.
- Czemu nie powiedziałeś, że to nie Ty? Czemu nie próbowałeś zrobić czegokolwiek? Przecież jakbym nie przyszła, to on by Cię zabił.
- Negocjować ze Stylesem?
- Musisz po prostu spróbować go zrozumieć, to nie jest trudne.- Znalazłam nożyczki.- Teraz możesz poczuć się trochę... dziwnie.- Spojrzałam mu w oczy.
- Dziwnie?- Przejechałam nożyczkami po ranie, którą zrobiłam sobie, sprzątając szkło i na nowo ją otwarłam. Czekałam aż krew zacznie w miarę mocno się lać.
- Co Ty robisz?
- Zaufaj mi.- Chciałam przejechać palcem po jego ranach, ale on złapał mnie za nadgarstki, nie pozwalając się dotknąć. - Wiesz kim jestem?
- Każdy wie, Hope.
- Daj spokój, poczujesz się lepiej.- Ostatecznie mnie puścił i mogłam go wyleczyć. Wytarłam dłonie w jakąś gazę. Posprzątałam wszystko, a apteczkę odłożyłam gdzieś na bok. Zobaczyłam, że chłopak chce wstać.- Leż!- Prawie go popchnęłam.
- Nie ma tragedii.
- Leż, proszę.- Uśmiechnęłam się szeroko. Chłopak położył się z powrotem. Skierowałam się do drzwi, żeby zawołać kilka osób, aby go zanieśli do mojego pokoju.
- Jestem Luke.- Odezwał się, kiedy wyglądałam na korytarz.
- Mnie to już chyba znasz, co?
- Dam rade sam pójść, daj spokój.
- No ale...
- Nie przesadzaj.- Uśmiechnął się i podszedł do mnie.
- Idziesz tam, gdzie Ci karzę i odpoczywasz.
- Tak jest!- Zasalutował. Skierowaliśmy się w stronę mojego pokoju. Luke szedł dość powoli, bo utykał na jedną nogę. Zabije Stylesa, przysięgam. Nienawidzę go! Nienawidzę tego, że za każdym razem, kiedy zaczynam mu ufać, albo nawet zaczynam go trochę lubić, to on robi coś, za co na nowo go znienawidzę.
- O czym myślisz?- Powróciłam do rzeczywistości, gdy Luke dźgnął mnie w ramię.
- Nie, nic. Zawsze się zamyślam i nigdy na jakiś konkretny temat.- Skręciliśmy na kolejny korytarz, a moim oczom ukazał się Horan. Szedł w tym samym kierunku co my, więc nas nie zauważył. Odruchowo cofnęłam się za róg i pociągnęłam za sobą Luke'a.
- Co jest?- Przyłożyłam palec do ust, ale to nic nie dało.- O co chodzi?
- Cicho- Szepnęłam i powoli wyjrzałam zza rogu, żeby zobaczyć czy Niall dalej tam jest. Lu wysunął się trochę za bardzo, a on mógł go zobaczyć, więc szybko pociągnęłam go za ramiona, a chłopak wpadł na mnie, przygważadżając do ściany. Zapomniałam, że jestem trochę za silna. A to zawsze objawia się, wtedy kiedy nie trzeba! Spanikowana odepchnęłam go, a on ponownie stracił równowagę i przewrócił się, upadając dokładnie tak, że Horan mógł go idealnie zobaczyć.- Przepraszam!- Chciałam pomóc mu wstać, sama pokazując się blondynowi. Potknęłam się o nogi Luke'a i przewróciłam się na niego.- Cholera.- Warknęłam i uderzyłam czołem o klatkę piersiową bruneta. Spojrzałam na Nialla, tak samo jak Luke, a on tam stał, patrząc się na nas. No nie!


-----------------------------------------------------

No hej :) Nie będę się cackać, bo pewnie skoro to czytasz, to chcesz cokolwiek wiedzieć na temat zawieszenia bloga. Sprawa jest taka, że mamy początek grudnia czy koniec listopada, jak kto woli. Mi przerwa świąteczna zaczyna się 19 grudnia, a kończy 7 stycznia, ale do rzeczy. Ze względu na taką przerwę świąteczną oceny wystawione mam przed 19 grudnia bez możliwości ich późniejszej poprawy, więc podsumowując nauka się na mnie zwaliła i nie mam zbytnio (Nie mam w ogóle) czasu na pisanie. Zawieszenie jeszcze NIE JEST PEWNE, ale nawet jakby miało nastąpić, to będzie trwało tylko do 19 grudnia, więc ominą Was tak jakby 2 rozdziały, gdyż tylko przez dwa tygodnie się one nie pojawią. No więc blog zawiesiłabym na 2 tygodnie i wróciłabym z nowym rozdziałem 19 grudnia, ale tak jak mówię.... Zawieszenie nie jest pewne. Może mi się uda znaleźć czas :) O wszystkim, czyli o końcowej decyzji powiem Wam we wtorek lub środę. Jeżeli pojawi się spoiler, to nie zawieszam, a jeżeli pojawi się notka, no to wszystko jasne. Tak więc to tyle, dziękuję i przepraszam <3

środa, 19 listopada 2014

25. I think I'm gonna lose my mind

Specjalnie dla Natalki!
Rozdział wcześniej!

Szłam przez korytarz, nie zwracając uwagi na to wszystko wokół mnie. Co kilka kroków odwracałam się w stronę sali, z której dochodziły krzyki Nialla. To było jedyną rzeczą, która w stu procentach zniszczyła teraz moją psychikę. Jestem w rozsypce i w dodatku jestem tego całkowicie świadoma. Co się z nim stało? Zmienił się, wiedziałam. Ale nie tak bardzo, nie do tego stopnia! Zamrugałam parę razy, żeby złapać jakikolwiek obraz tego, co dzieje się wokół mnie. Łzy kompletnie mi to uniemożliwiały, więc musiałam się uspokoić. Wzięłam głęboki oddech i popatrzyłam na tych dwóch mężczyzn, którzy mnie prowadzili. Jednym z nich był Nathan, a drugiego w ogóle nie znałam. Szedł z uniesioną głową, jakby miał to zaprogramowane gdzieś w mózgu. Wydawał się być skupiony tylko na swoim zadaniu. Chciałam jakoś uciec od tej sytuacji myślami, ale nie mogłam. Nagle poczułam, jak ktoś kładzie dłoń na moim ramieniu. Pisnęłam wystraszona, odwracając się do tyłu. Spodziewałam się najgorszego. Myślałam, że to Niall, który wyrwał się Harry'emu i mnie właśnie dogonił. Najgorsze w tym wszystkim było to, że myślałam, że mnie najzwyczajniej w świecie uderzy. Na szczęście to był tylko Hazz. Ale skoro on jest tutaj, to gdzie Horan? Zanim się obejrzałam Nathan i ten drugi zostawili mnie i Harry'ego samych. Westchnęłam i ruszyłam w stronę swojego pokoju. Skoro już muszę tu być.
- Hope, zaczekaj.- Loczek szybko mnie dogonił. Prawda jest taka, że chciałam z nim porozmawiać, bo zwyczajnie chcę poznać to wszystko, co siedzi w jego głowie. Ale nie chcę tego zrobić tak, jak było to z Sophie. Mogłabym się zatrzymać i spróbować go rozgryźć, ale kierował mną strach. Bałam się, że zaraz zza rogu wybiegnie Niall i będzie próbował mnie skrzywdzić. Dlatego tak bardzo chciałam być w swoim pokoju. Drzwi zamykają... Zaraz... Zniszczyłam drzwi. O cholera! A co jak on tu zaraz przybiegnie?! Nie dam sobie rady!- Hope, kurwa!- Usłyszałam krzyk. Odruchowo zaczęłam uciekać, ale już po kilkunastu krokach zorientowałam się, że należał on do Stylesa. Zatrzymałam się, chwytając za głowę. Muszę się uspokoić, bo panikuję. Za bardzo panikuję. Na nowo się rozpłakałam.
- Co tu się dzieje?- Szepnęłam sama do siebie.- Po co, do cholery, na mnie krzyczysz?! Nic nie zrobiłam!
- Hopie, spokojnie...
- Jak mam być spokojna?! Co się mu stało?! On nigdy na mnie nie krzyczał, rozumiesz?! Nigdy!- Chodziłam nerwowo w kółko. Nagle poczułam mocne pulsowanie w głowie. Zamknęłam oczy. Oddychałam szybko i płytko. Co się dzieje? Nagły napływ informacji do mojej głowy, sprawiał mi ogromny ból. I nie były to jakieś informacje z kosmosu. To były myśli Harry'ego. Ja nie chcę! Jak szybko przyszło, tak szybko odeszło. Wyprostowałam się i spojrzałam na zdezorientowanego Stylesa. Chłopak potrząsnął głową i podszedł do mnie.
- Musisz się uspokoić.- Mruknął i przyciągnął mnie do swojej klatki piersiowej. Słyszałam bicie jego serca, lekko przyspieszone. Czułam jego oddech na swoich włosach. Sama zaczęłam oddychać trochę wolniej. Wiedziałam, że to zrobi. Nie wiem skąd, nie wiem jak, po prostu wiedziałam, że mnie przytuli!
- Co się dzieje?- Szepnęłam przez łzy.
- Nic, już wszystko dobrze.- Głaskał mnie opiekuńczo po plecach. Po prostu nie wierzę. To nie możliwe, żeby to był ten Harry, który mnie tu zamknął. Coś tu nie gra, jest naprawdę nie tak. Ale co? Co się im stało?! Pozamieniali się?! Niall chce mnie skrzywdzić, jak Harry, a Harry mnie pociesza jak Niall. Nie, to się nie dzieje! Nie wiem czy nie byłoby lepszym, żeby siedziała do końca życia w psychiatryku. Tak bardzo chciałam z niego uciec, a teraz? Dzieje się tak wiele... Nick od zawsze miał rację... Jestem zagrożona, każdy wokół jest zagrożeniem. Każdy. Miał mnie chronić. Jasne... Nie ma go, kiedy go tak bardzo potrzebuję. Odsunęłam się od Hazzy. Patrzyłam mu prosto w oczy i tym razem nie widziałam nic. To było tak cholernie... nie do opisania. Chciałam zobaczyć cokolwiek. Małą iskierkę... szczęścia? A tymczasem stał przede mną z kamienną twarzą i nie widziałam nic.
- Gdzie jest Nick?- Odezwałam się w końcu, spuszczając wzrok.
- Czemu o niego pytasz?
- Powiedz mi tylko gdzie on jest.- Syknęłam.

 *Oczami Nialla*

- Puszczaj mnie chuju!- Szarpałem się jak tylko mogłem. Dlaczego ona mi to robi? I co do cholery zrobił jej on?!
- Niall, uspokój się już!
- Zajebie ją i jego!
- Czy ty w ogóle wiesz co zrobiłeś?! Ciągle powtarzasz jak bardzo Ci na niej zależy. Ciągle o niej opowiadasz. Każdy głupi zorientowałby się, że ją kochasz, a ona kochała Ciebie.
- Kochała?! Dobrze...
- Daj mi skończyć!- Przerwał mi.- Opanuj się w końcu! Odkąd się pojawiła nie miałeś żadnego tak silnego napadu! Stary, Ty ją wyzwałeś od dziwek! Rozumiesz?! Nie dociera do Ciebie, że właśnie ją straciłeś?! Nie rozumiesz, że to jest idealny moment dla Harry'ego?! Hope Cię znienawidziła, a gdy Styles jej teraz powie, że to ty zabiłeś jej babcię, to już nigdy jej nie zobaczysz! Wiesz co teraz możesz zrobić?! Gówno! Bo jedyne na co możesz liczyć, to to, że Harry jej nie powie.
- Ty nic nie rozumiesz! Nie przypadkiem rzuciłem w nią wtedy tą piłką! Tak miało być! Ja miałem ją pilnować od małego, ja! Nie Harry, tylko ja! To ja spędziłem z nią dzieciństwo, to ja codziennie stałem pod tym pieprzonym psychiatrykiem, gapiąc się w jej okno! Ja! Nie on, ja! A teraz co?! Styles ma zająć MOJE miejsce?!
- Sam jesteś sobie winien, Niall. To Ty ją straciłeś, a Harry po prostu wykorzystał sytuację. Nie wiem co się z Tobą dzieje. Ostatni raz, kiedy miałeś tak mocny napad, był wtedy, gdy zabiłeś Elizabeth. Co Ci się stało?
- Brak jej obecności mnie niszczy. Ja muszę przy niej być, Louis. Muszę...

*Oczami Hope*

- Powiedz mi tylko gdzie on jest.- Syknęłam. Nie wiem dlaczego, ale mam ochotę go wręcz zabić. Czuje jak cała moja energia we mnie buzuje.
- Nie wiem.
- Kłamiesz.- Ponownie spojrzałam w jego oczy.
- Naprawdę nie wiem!
- Jaką możesz mi dać pewność, że znowu nie blefujesz, tak jak to było z Niallem?! Ciągle prosisz mnie o trochę zaufania! Ale jak ja mogę Ci zaufać, kiedy ciągle mnie okłamujesz?! Łżesz jak pies! Nie potrafisz być szczery! Mówisz, że Ci na mnie zależy, ale jakby Ci naprawdę zależało, to byś mnie nie okłamywał. Nie rozumiem w co się ze mną bawisz. Nie rozumiem jaką chorą satysfakcje czerpiesz z tego, że mieszasz mi w głowie. Powiedz mi, dlaczego za każdym razem, kiedy zaczynam myśleć, że może jest jeszcze w tobie odrobina człowieka, to ty jak za pstryknięciem palcami to niszczysz? Dlaczego zamykasz mnie w tym cholernym pokoju, jak doskonale wiesz, że nie ucieknę? Dlaczego wykorzystujesz przeciwko mnie moje największe lęki? I co jest w tobie takiego, że jeszcze mnie skrzywdziłeś, choć tak cholernie tego chcesz? Co Cie powstrzymuje? Moje łzy? Moje błaganie? Przecież doskonale wiesz, że jestem całkowicie bezbronna. Żadnej z twoich myśli nie jestem w stanie pojąć. Kłócisz się sam ze sobą, a ja już nie wiem w co mam wierzyć.- To było straszne uczucie. Znam każdą z myśli Harry'ego, ale żadnej nie potrafię zrozumieć. Mogę nawet stwierdzić, że on sam ich nie rozumie. To jest tak, jakbyście czuli w ustach smak, który przypomina Wam dzieciństwo, który przywołuje miliony wspomnień, który macie wrażenie, że znacie, ale nie wiecie czego jest to smak. Jakbyście kochali, ale nie wiecie kogo. Jakbyście czuli, ale nie wiecie co. Jakbyście słyszeli, ale byli głusi. To jest straszne. Jakbyście chodzili, ale nie mieli nóg.
- Skąd to wszystko wiesz? Jak to...
- I tak nic nie rozumiem. Ciebie nie da się zrozumieć. To straszne jak wiele w sobie kryjesz. Wiesz jak bardzo chce być wolna, ale mnie nie wypuścisz. Wiesz, że Nathan zrobi wszystko co mu każesz, ale i tak nie pozwolisz wyjść Sophie. Wiesz jak bardzo ona kocha Natta, ale nie zrobisz nic, żeby mogli być razem. Wiem, że wiesz kto zabił moją babcie, ale i tak mi tego nie powiesz, prawda Harry? I nie musisz się z niczego tłumaczyć, bo ja nie chcę nic wiedzieć. Tak naprawdę nawet jakby ktoś poznał Twoje myśli, to tylko ty zrozumiesz ich sens. A czasem nawet sam nie rozumiesz.
- A ty jesteś inna? Wiesz, że nie skrzywdzę Nialla, doskonale wiesz, że możesz stąd wyjść w każdej chwili, ale i tak ciągle zostajesz. Pozwalasz się zamykać. Wiesz jak cholernie jesteśmy do siebie podobni.
- Prawda jest taka, że znamy się na wylot, ale i tak nic o sobie nie wiemy, Harry.- Podsumowałam. Patrzyłam na niego, a on na mnie. Staliśmy naprzeciwko siebie i nie wiedzieliśmy co ze sobą zrobić. W pewnym momencie przez moje ciało przeszedł dziwny dreszcz. Wszystkie myśli Harry'ego mnie opuściły. Tak samo jak spokojny ton głosu i opanowanie. Wrócił strach, wróciła panika. Obawa przed Niallem. Gniew. Czułam się, jakby przez te kilka minut, to nie byłam ja. Jakby ktoś wszedł we mnie. Rozglądnęłam się nerwowo i westchnęłam. Nie wiem czy jest sens się bać, bo przecież nie ma możliwości, żeby Hazz pozwolił Niallowi mnie dopaść. No albo może wreszcie łaskawy pan Nick mnie uratuje! Rzuciłam Harry'emu krótkie spojrzenie. No i co ja mam teraz ze sobą zrobić? Do Horana nie ma opcji, żebym poszła, on stał się gorszy niż Styles, a z Lockersem to już w ogóle nie porozmawiam. Nie mamy o czym, a wokół panuje dziwna, nawet bardzo dziwna atmosfera. Mam miliony pytań do niego, ale ich nie zadam, bo wiem, że nie odpowie. Co ja czuję do Stylesa? Na pewno nie mam do niego tak ogromnej nienawiści i wstrętu, jak na początku, ale nie mogę też stwierdzić, że go chociażby lubię, a co dopiero kocham. Bo nie kocham. Jest osobą, która mnie najzwyczajniej w świecie intryguje. Chcę po prostu go poznać, ale nie żywię do niego jakiegoś konkretnego uczucia.
- Hope!- Usłyszałam krzyk z końca korytarz, który wyrwał mnie z zamyślenia. Jakaś postać biegła w naszą stronę. O nie! Stałam wpatrując się w niego i nie mogłam się ruszyć. Dopiero kiedy był niedaleko zorientowałam się, że to nie jest Niall. Boże jakie szczęście! Był to Louis. To z nim rozmawiał Harry przez telefon.
- Gdzie Horan?- W głosie Stylesa wyczułam panikę. Przenosiłam wzrok raz na niego, raz na Lou.
- Uspokoił się.
- Uspokoił?! Zostawiłeś go samego?! Bez kontroli?!- Zaczął krzyczeć.
- Czego w słowach "uspokoił się" nie rozumiesz?
- No i co z tego?!
- Boże Harry! Czego panikujesz? To Niall! Nie jest mordercą, w przeciwieństwie co do niektórych.- Ostatnie Louis szepnął w moją stronę, śmiesznie poruszając brwiami i wskazując na Hazze. Mimowolnie wybuchłam śmiechem, a to jeszcze bardziej zdenerwowało chłopaka. Nie wiem jak Tommo to robi, ale zawsze potrafi mnie rozbawić.
- Nikogo nie zabiłem, do cholery!
- Ej, spokojnie!- Lou podniósł ręce do góry w geście obronnym. Uśmiechnęłam się delikatnie, patrząc na niego. Co jak co, ale wkurzanie Stylesa zawsze będzie najlepszą zabawą! No chyba, że będę z nim sam na sam, a Harry to nie będzie Harry, tylko ten doskonale mi znany Dupek Styles.
- Jesteś debilem, Tomlinson.- Westchnął loczek wyraźnie zirytowany tym wszystkim. Louis wywrócił oczami, uśmiechając się do mnie.
- Jak tam, Hope? Wszystko ok?
- Wiedziałeś, że tu jestem?- Odpowiedziałam na pytanie pytaniem. Czy oni wszyscy wiedzieli?
- Noo...- Chłopak podrapał się po karku, przenosząc wzrok na Stylesa.
- Louis!
- No ale...
- Nic z tym nie zrobiłeś!- Krzyknęłam. Normalnie nie wierze!- Jak mogłeś?!- Chłopak patrzył na mnie smutnym wzrokiem. Spojrzałam na Harry'ego. Mogę go winić, skoro nic nie mógł zrobić? Przecież Styles i tak postawi na swoim. Westchnęłam.- Nieważne.
- No przepraszam!
- Nieważne!- Powtórzyłam trochę głośniej. Jestem za bardzo nerwowa, zdecydowanie.- Mam dość...
- Tak, tak, tak! Ale zanim mi powiesz, że idziesz do siebie, to jeszcze jedna sprawa!- Przerwał mi Hazz. Skąd on wie co ja chciałam powiedzieć? W każdym razie...
- To może szybciej?- Mruknęłam.
- Skąd wzięłaś żyletkę?- Patrzyłam na niego, jak na debila, a on na mnie jeszcze gorzej.
- Skleroza nie boli, Styles.- Odwróciłam się i skierowałam do swojego pokoju. Zanim zdążyłam zrobić kilka kroków, on razem z Lou byli tuż obok i zagradzali mi drogę. Nie rozumiałam ich debilnych spojrzeń.- No i co zgrywasz idiotę?! Dobrze wiedziałeś, że to zrobię i wiedziałeś, że nie mogę się zabić!
- Ale ja Ci jej nie dałem!
- Po co kłamiesz?! Bo nie chcesz wyjść na chuja przed Louisem?!
- Ja Ci jej kurwa nie dałem!- Powtórzył krzycząc coraz głośniej. Nie kłamał. Cała złość zeszła ze mnie, a na jej miejsce wkradły się łzy.
- Skoro nie ty, to kto?- Harry spojrzał na Lou, a ten na niego.
- Hope, idź już do tego pokoju.- Styles spuścił głowę. Brzmiał w ten sposób, sposób którego nienawidziłam. Chociaż na tyle zdołałam go rozgryźć. Był zdenerwowany i było to widoczne na pierwszy rzut oka. Ale skoro nie on... Kto inny mógł to zrobić? Niall nie miał tu dostępu, a reszta chłopaków nie byłaby tak głupia.
- Ale...
- Idź do tego cholernego pokoju, rozumiesz?!
- Nie muszę się Ciebie słuchać!- Harry spojrzał na mnie, a potem na Louisa. Westchnął tylko i po korytarzu rozniosło się pstryknięcie. Poczułam jak kilku facetów biegnie w moją stronę. Złapali mnie i siłą zaczęli ciągnąć do jednego z pomieszczeń. Miałam iść do pokoju! Szarpałam się, jak tylko mogłam. Najgorsze, że Tomlinson tam stał i nic nie robił. Ciągnęli mnie wzdłuż korytarza. Krzyczałam. Czemu nie do pokoju?! Drzwi! Tamte drzwi są zepsute. Skręciliśmy, znikając z oczu Harry'emu. Potem przeszliśmy przez jedno z pomieszczeń na inny korytarz. Ciągle się szarpałam, ale nadal nie dawałam im rady. Dlaczego nie potrafię użyć mocy, kiedy panikuję?! Uścisk jednego z tych dwóch się zacisnął i robił to z każdym moim ruchem, wbijając palce w moją skórę. Bolało.- Puśćcie mnie!- Szarpnęłam się kolejny raz, a palce faceta wbiły się jeszcze głębiej, powodując jeszcze większy ból. Wbrew wszystkiemu ten drugi był bardzo delikatny. Nie odzywali się, ale z twarzy mogłam wyczytać, że ten delikatniejszy mnie uspakaja.- Puść mnie, do cholery!- W końcu zebrałam w sobie siłę, żeby się wyrwać. Przyjrzałam się dokładnie twarzy tego, który sprawiał mi ból. Nie wiem czemu, ale miała wrażenie, że muszę go po prostu zapamiętać. Nie było to trudne, ponieważ całe jego ciało było pokryte tatuażami. Czasami myślę, że oni są jakimiś wymoczkami społeczeństwa, a nie zmiennokształtnymi. Zanim się obejrzałam, on chwycił mnie równie mocno i zamknął w jednym z pomieszczeń. Usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza. Uderzałam pięściami o drzwi, ale to nic nie dawało. Pewnie odeszli. Oparłam się o drewnianą powierzchnię i opadłam na podłogę. Kiedy się uspokoję, to wyjdę. Skoro nie Harry, to kto? Chwyciłam się za ramie, wywołując ból. Będę miała siniaka po tym chuju.


---------------------------------------------------

No brak notki, bo brak czegokolwiek do napisania :C Nie mam czasu, jest późno :C (Ta 19.37 późno, bardzo późno) Ale ja po prostu po całym dniu jestem wykończona ;-; Pa!